J. Friediger z PNRL o lekarzach spoza UE: potrzebne szkolenia uzupełniające

22 Października 2019, 14:19 Lekarze

- Proponowane rozwiązania mające służyć przyjmowaniu do pracy lekarzy spoza UE bez prawa wykonywania zawodu w Polsce na odpowiedzialność dyrektorów placówek jest rozwiązaniem łagodnie mówiąc złym - ocenia dr Jerzy Friediger z Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej. Według niego, jedynym rozwiązaniem jest tutaj porównanie programów kształcenia i stworzenie programów szkoleń pozwalających na ich uzupełnienie.

- Nie jest prawdą, że lekarze zazdrośnie strzegą wyłączności prawa do leczenia, zwracamy tylko uwagę, że decyzja musi się wiązać z odpowiedzialnością, zwłaszcza decyzja o leczeniu. Decyzje lecznicze podejmowane przez przedstawicieli innych zawodów medycznych w ramach ich uprawnień nie mogą być sprzeczne z decyzjami podejmowanymi przez lekarza leczącego. W przypadku wątpliwości konieczny jest kontakt z lekarzem leczącym - podkreślił w rozmowie z Polityką Zdrowotną J. Friediger.

- Wiele mówimy o niedoborze kadr medycznych i konieczności rozwiązania tego problemu, ale jak dotąd nie podjęliśmy żadnych konkretnych kroków mogących ułatwić pracownikom medycznym spoza UE podjęcie pracy w Polsce. Proponowane rozwiązania mające służyć przyjmowaniu do pracy lekarzy spoza UE bez prawa wykonywania zawodu w Polsce na odpowiedzialność dyrektorów placówek jest rozwiązaniem łagodnie mówiąc złym - ocenił.

Według J. Friedigera, jedynym rozwiązaniem jest tutaj porównanie programów kształcenia i stworzenie programów szkoleń pozwalających na ich uzupełnienie.

Ponadto - jak wskazał - powinniśmy skupić się na inwestowaniu w kształcenie w Polsce.

- Mówimy o tym, że zwiększył się limit przyjmowania na Uczelnie Medyczne. Tak, ale niestety dotyczy to również kierunku lekarskiego w języku angielskim, po ukończeniu którego absolwent nie zostanie w kraju. Powinniśmy zwiększać limity przyjęć na kierunku w języku polskim i dofinansować uczelnie medyczne tak, aby się bilansowały i dalej kształciły więcej polskich lekarzy i na tak samo wysokim poziomie - uważa J. Friediger.

Jak podkreśla, dalsze utrzymywanie 77 specjalizacji lekarskich i zrównanie w czasie odbywania specjalizacji od jednej choroby z szerokimi i trudnymi specjalizacjami takimi jak np. choroby wewnętrzne czy pediatria, jest rozwiązaniem złym i wymagającym zmian.

- Ostatni problem może rozwiązać Minister Zdrowia jednym rozporządzeniem wstrzymującym czasowo nabór na niektóre specjalizacje. Dzięki temu zwiększy się liczba absolwentów uniwersytetów medycznych na specjalizacjach niezbędnych dla pacjenta i funkcjonowania ochrony zdrowia w Polsce - przekonuje J. Friediger.

BPO

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

1 komentarz

Krystyna Knypl Czwartek, 31 Października 2019, 15:26
Diabetolodzy i hipertensjolodzy - "specjaliści od jednej choroby", leczą 10 mln pacjentów z nadciśnieniem i 3 mln z cukrzycą, ale to detale niegodne uwagi "reformatorów". A weźmy pod lupę proktologa - aż boję się charakteryzować... specjalista od jednego otworu??? Proponuję zaprzestać używania argumentów od siedmiu boleści w dyskusji nad reformą ochrony zdrowia.