Jedna czwarta suplementów diety ma skład niezgodny z deklaracjami producentów - wynika z badań Narodowego Instytutu Leków. W efekcie są one w zasadzie bezużyteczne - podaje dzisiejszy Dziennik Gazeta Prawna.
Narodowy Instytut Leków dokładnie przeanalizował 50 najbardziej popularnych preperatów sprzedawanych w aptekach. Jednocześnie, z analizy rynku przeprowadzonej przez firmę Iqvia dla "DGP" wynika, że Polacy od stycznia do listopada zeszłego roku na suplementy wydali niemal 3,4 mld zł. Czyli o 200 mln zł więcej niż rok wcześniej.
- W żadnym z nich nie wykryto zanieczyszczeń czy związków szkodliwych, za to poważnym problemem okazał się deficyt lub wręcz brak deklarowanych na opakowaniach witamin czy składników roślinnych. Np. w preparacie zawierającym ostryż długi, który reklamowany jest jako remedium na przypadłości wątrobowe, było zaledwie 3 proc. wyciągu z tej rośliny. Z kolei preparaty polecane w walce z objawami menopauzy zawierały zaledwie 18 proc. deklarowanej przez producenta dawki izoflawonów soi czy 38 proc. izoflawonów koniczyny czerwonej - czytamy.
Według gazety, w przypadku niektórych suplementów zawierających witaminy B2 i B6 ich rzeczywista zawartość w produkcie wynosiła zaledwie ok. 30 proc. tego, co przeczytać można było w ulotce.
Lepiej wypadła witamina D, choć i tak było jej mniej - 80 proc. tego, co deklarował producent preparatu. Ze składnikami mineralnymi, takimi jak żelazo, magnez czy wapń nie ma problemów.
Więcej: Gazeta Prawna
Czytaj również:
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!