Suplementy diety pod lupą Instytutu Leków. Konsumenci mogą czuć się oszukani

08 Stycznia 2020, 10:02 suplementy

Jedna czwarta suplementów diety ma skład niezgodny z deklaracjami producentów - wynika z badań Narodowego Instytutu Leków. W efekcie są one w zasadzie bezużyteczne - podaje dzisiejszy Dziennik Gazeta Prawna.

Narodowy Instytut Leków dokładnie przeanalizował 50 najbardziej popularnych preperatów sprzedawanych w aptekach. Jednocześnie, z analizy rynku przeprowadzonej przez firmę Iqvia dla "DGP" wynika, że Polacy od stycznia do listopada zeszłego roku na suplementy wydali niemal 3,4 mld zł. Czyli o 200 mln zł więcej niż rok wcześniej.

- W żadnym z nich nie wykryto zanieczyszczeń czy związków szkodliwych, za to poważnym problemem okazał się deficyt lub wręcz brak deklarowanych na opakowaniach witamin czy składników roślinnych. Np. w preparacie zawierającym ostryż długi, który reklamowany jest jako remedium na przypadłości wątrobowe, było zaledwie 3 proc. wyciągu z tej rośliny. Z kolei preparaty polecane w walce z objawami menopauzy zawierały zaledwie 18 proc. deklarowanej przez producenta dawki izoflawonów soi czy 38 proc. izoflawonów koniczyny czerwonej - czytamy.

Według gazety, w przypadku niektórych suplementów zawierających witaminy B2 i B6 ich rzeczywista zawartość w produkcie wynosiła zaledwie ok. 30 proc. tego, co przeczytać można było w ulotce.

Lepiej wypadła witamina D, choć i tak było jej mniej - 80 proc. tego, co deklarował producent preparatu. Ze składnikami mineralnymi, takimi jak żelazo, magnez czy wapń nie ma problemów.

Więcej: Gazeta Prawna

Czytaj również:

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz