A. Matyja o ułatwieniach dla lekarzy spoza UE: pacjenci takich lekarzy muszą mieć pewność bezpieczeństwa medycznego

15 Stycznia 2020, 13:26 Lekarze

W projekcie ustawy o zawodach lekarza są zapisy przewidujące ułatwienia w zatrudnianiu lekarzy spoza UE. - Trzeba domagać się od ustawodawcy gwarancji, że lekarz będzie miał odpowiednie kompetencje, dzięki czemu nie będzie zagrażać bezpieczeństwu pacjenta – podkreśla prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Andrzej Matyja.

Projekt ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty przyjął w ubiegłym tygodniu rząd. Zawiera on zapisy o ułatwieniach w zatrudnianiu lekarzy spoza UE i uzyskiwaniu przez nich prawa wykonywania zawodu.

Jak podkreśla w rozmowie z Polityką Zdrowotną A. Matyja, system kształcenia lekarzy np. na Ukrainie odbiega od tego w Polsce, czego przykładem mogą być słabsze wyniki Lekarskiego Egzaminu Państwowego polskich studentów kończących tamtejsze uczelnie medyczne. - Lekarze Ci muszą potem dużo nadrabiać i robią to – stwierdził.

- My nie chcemy zamykania granic dla lekarzy spoza Unii Europejskiej, np. z Ukrainy czy  Białorusi. Polscy lekarze nie boją się konkurencji, ale obniżanie standardów nie jest rozwiązaniem. Chętnie przyjmiemy obcokrajowców, ale musimy zwracać uwagę na jakość wykształcenia, aby zapewnić bezpieczeństwo medyczne naszym pacjentom – zaznacza szef samorządu lekarskiego.

- Zaproponowane w ustawie zmiany dotyczące nowych zasad uzyskiwania prawa wykonywania zawodu – zwłaszcza przez lekarzy spoza UE, to przepisy forsowane przez Ministerstwo Zdrowia, które nie były z nami konsultowane. Uproszczony tryb przyznawania prawa wykonywania zawodu lekarzowi niebędącemu obywatelem państwa członkowskiego UE jest całkowicie nieuzasadniony zarówno z punktu widzenia bezpieczeństwa polskiego pacjenta, zgodności z prawem Unii Europejskiej, jak również prawidłowości funkcjonowania polskiego systemu ochrony zdrowia - ocenia A. Matyja.

Jak wskazuje, projektowane przepisy nie wskazują odpowiednich kryteriów weryfikacji faktycznej wiedzy i umiejętności lekarzy. - Jednocześnie weryfikacja przedkładanej w tym trybie dokumentacji, w szczególności dotyczącej uzyskanej specjalizacji i doświadczenia zawodowego będzie utrudniona, o ile w ogóle możliwa - dodaje.

Kryzys kadrowy

- Mamy obecnie do czynienia z ogromnym kryzysem kadrowym w zawodzie lekarza. Zakładamy, że brakuje nam kilkudziesięciu tysięcy lekarzy. Rośnie wciąż średnia wieku lekarzy. Obecnie wynosi ona ponad 50 lat, a wśród specjalistów - 54 lata. Mamy lukę pokoleniową, a coraz większy odsetek lekarzy wchodzi w wiek emerytalny - podkreśla A. Matyja.

- Kryzys kadrowy w polskiej ochronie zdrowia pogłębia się, o czym świadczą informacje o zamykaniu szpitali i oddziałów. Nie wynika to wyłącznie z braku umiejętności zarządzania, jak próbuje się przekazać to opinii publicznej, ale z braku kadr medycznych i braku lekarzy. Są specjalizacje, gdzie naprawdę lekarzy brakuje, a warunki pracy lekarzy, jakie oferują szpitale UE, są znacznie lepsze. Zaczyna się ponowna fala rezygnacji z pracy w naszym kraju i wyjazdów – mówi.

Przypomina, że według rejestru NIL, w Polsce mamy 140 137 lekarzy aktywnie wykonujących zawód . Jednocześnie zastrzega, że Izba nie ma dokładnej informacji o tym, ilu lekarzy opłaca składki i figuruje w rejestrze, a tak naprawdę pracuje w UE.

- Wielu lekarzy pracuje w dwóch, trzech, czterech miejscach, co może zafałszowywać faktyczną ich liczbę w systemie ochrony zdrowia - dodaje.

Rozwiązaniem zmiana organizacji pracy

- Pieniądze zainwestowane w wysokie wykształcenie lekarzy są niewykorzystywane, tak samo jak niewykorzystywany jest potencjał lekarzy. 80  proc. pracy lekarza to biurokracja, a 20 proc. to czas dla pacjenta. Należy odwrócić te proporcje. Jeśli coś jest dobrem rzadkim, to należy o nie dbać: właściwie organizować czas pracy, odbiurokratyzować codzienną pracę, nie narzucając coraz większych obciążeń, co prowadzi do frustracji i wypalenia zawodowego - zaznacza Prezes NRL.

BPO

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

2 komentarze

Powroty do PL Niedziela, 26 Stycznia 2020, 20:37
Niełatwa jest powrotowa droga Andrzeja.
Andrzej jest Polakiem, który wyjechał jako dziecko do Australii. Tam skończył studia stomatologiczne i pracował jako dentysta. Postanowił wrócić do Polski i nostryfikować dyplom, co okazało się jednak niemożliwe.
Oto historia Andrzeja, którą obiecałam mu Wam przedstawić...

Jestem Polakiem z urodzenia, z wychowania i wyboru. W 1988 roku w wieku 2 lat wraz z rodzicami wyjechałam do Australii i byłem wychowany jako Polak na emigracji. Mój ojciec wrócił do Polski wiele lat temu i między innymi dzięki temu odwiedzałem Trójmiasto i utrzymałem więź kulturową z Polską. W Trójmieście również poznałem moją żonę, z którą jestem razem 8 lat.

Przez 11 lat wykonywałem zawód dentysty w Australii, ukończyłem jednolite 5 letnie studia Bachelor of Dental Science w 2008 roku na University of Queensland. Kilka lat temu skończyłem podyplomowe studia w Orthodontics and Dentofacial Orthopaedics.
W 2014 roku pierwszy raz próbowałem nostryfikować mój dyplom w Polsce zgodnie z wytycznymi Rozporządzenia Ministra (na tamże dzień) na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym.
Niestety po uprzednim umówieniu się na złożenie dokumentów i opłaceniu niemałej sumy za nostryfikację, osoba odpowiedzialna za odbiór dokumentów nawet pokrótce nie przejrzała dokumentów i zadecydowała o ich odrzuceniu. Zdaniem Uniwersytetu dokumenty były przygotowane niezgodnie z polskimi wymaganiami, co było oczywiście nieprawdą. Wszystko przygotowałem dokładnie tak jak wymagał Uniwersytet i rozporządzenie ministerstwa ds. nostryfikacji dyplomów - niestety spotkałem się z polską rzeczywistością i biurokracją.
Zniechęcony mocno sytuacją, która spotkała mnie w Warszawie, ale wciąż zdeterminowany zdecydowałem o próbie złożenia dokumentów w Gdańsku. Tam spotkałem się ponownie z odmową pod pretekstem, że "nostryfikacja na pewno będzie odrzucona" oraz że nie są przygotowani na nostryfikowanie australijskiego dyplomu - "Nie mieliśmy takich takich przypadków."
Wciąż twardo, nie poddając się, zdecydowaliśmy z żoną poprosić o pomoc prawnika. Ponownie reprezentująca mnie pani mecenas składała nowy zestaw dokumentów (zawierający dodatkowo więcej nieobowiązkowych dowodów o mojej praktyce lekarza stomatologa), która odwołała się do całej procedury od początku mojej historii związanej z nostryfikacja. Odmówiono na podstawie tego, że chociaż skończyłem 5-letnie studia jednolite, w przetłumaczeniu mój dyplom się nazywa "licencjat" (bachelor) więc nie mają teoretycznie obowiązku tego porównywać. (W Irlandii i w Anglii absolwenci otrzymują ten sam tytuł i mają prawo do pracy na terenie UE ).

Od ponad 11 lat pracuję nie tylko w zakresie stomatologii, ale również w zagadnieniach medycyny snu, bólach przewlekłych, w estetyce twarzy i wiele innych dziedzin ze względu na moje holistyczne podejście do tematu. Miałem także wielokrotną możliwość współpracy z wybitnymi specjalistami i chirurgami w celach kompleksowej diagnozy dolegliwości pacjentów.
Wróciłem we wrześniu 2019 roku z nadzieją, że coś się zmieni, że brakuje w Polsce lekarzy... lecz nadal na dzień dzisiejszy nie mogę pracować w zawodzie.
W związku z brakiem zarobków w Polsce, wracam do Australii by pracować na kontrakcie na kilka tygodni. Bardzo chciałbym wrócić na stałe do Polski, ustatkować się i odnaleźć swój dom. Żona już pracuje w zawodzie od lipca i jest zadowolona z warunków, ale niestety ja nie mogę wykonywać swojej pasji zawodowej.

Dziękuje bardzo za wszelką pomoc i rady.
Dr Andrzej Osipowicz
Marek Czwartek, 16 Stycznia 2020, 15:34
W artykule ani słowa o PUNKTACH ZA POCHODZENIE. Przy składaniu wniosku o miejsce specjalizacyjne, tatuś, który odziedziczył po swoim ojcu klinikę będzie mógł wystawić LIST INTENCYJNY dla swojego synka, (daje on w myśl w.w. ustawy 5 punktów czyli tyle samo co doktorat). Czy mam podać przykłady rodzinnych klanów...? To nie przede wszystkim pieniądze decydują o wyjazdach za granicę, ale SYSTEM PAŃSZCZYŹNIANY I OBRZYDLIWY NEPOTYZM w polskiej medycynie! Mimo protestów przepis pozostał (był jakoby konsultowany) -brzydzę się tym środowiskiem.