K. Bukiel: przy racjonalnym systemie, mogłoby się okazać, że lekarzy nam nie brakuje

31 Stycznia 2020, 15:56 Bukiel

O potrzebie wprowadzenia zmian, aby zracjonalizować system ochrony zdrowia, mówi w rozmowie z Polityką Zdrowotną Przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy Krzysztof Bukiel. Jak podkreśla, przy racjonalnie zorganizowanym systemie, mogłoby się okazać, że lekarzy w Polsce aż tak bardzo nie brakuje.

Polityka Zdrowotna: Zakaz łączenia pracy w prywatnej i publicznej ochronie zdrowia mógłby być - według Pana - jednym z czynników naprawy publicznego lecznictwa. Czy wystająca byłaby liczba lekarzy w Polsce, aby wprowadzić taki model?

Krzysztof Bukiel: Zakaz łączenia pracy mógłby być takim impulsem. Lekarz skupiony na pracy w jednym miejscu to gwarancja normalności i dla pacjenta, i dla lekarza. Wprowadzenie takiego rozwiązania powinno poprzeć 100 proc. lekarzy, jeżeli będzie zapewnione odpowiednio wysokie wynagrodzenie w publicznej ochronie zdrowia.

Polityka Zdrowotna: Czy wystarczająca byłaby liczba lekarzy w Polsce, aby wprowadzić taki model?

Krzysztof Bukiel: Zawsze trzeba porównywać dwie pozycje. Jeżeli mówimy, że brakuje lekarzy, to trzeba zastanowić się względem czego? Względem tej liczby porad, której teraz się udziela? Część tych porad można z pewnością zredukować. Wiele z nich jest udzielana niepotrzebnie, co wynika z tego, że w podstawowej opiece zdrowotnej nie wolno wykonywać pewnych porad, albo lekarze nie chcą ich wykonywać, bo są wynagradzani ryczałtowo. Nie ma żadnych motywacji także wobec pacjentów, żeby się zastanowili, czy iść do lekarza czy nie iść, czy iść do specjalisty czy może jeszcze wcześniej do lekarza POZ. Tych porad mogłoby być mniej. Gdyby system był już ustawiony racjonalnie, mogłoby się okazać, że aż tak bardzo lekarzy nie brakuje.

Tak samo jest w szpitalach. Wiele świadczeń wykonuje się w szpitalach, dlatego że to się opłaca, a porada jednodniowa w AOS w tym samym zakresie się nie opłaca. Tak jest np. w przypadku bronchoskopii ambulatoryjnej, typowo ambulatoryjnego zabiegu, a także w wielu innych dziedzinach. Wiele porad jest niepotrzebnych na danym poziomie. Jeżeli nie są potrzebne na poziomie szpitala, to też zapotrzebowanie na lekarzy szpitalnych mogłoby być mniejsze.

Polityka Zdrowotna: Jak Pan ocenia w takim razie zapowiedzi o planowanym zniesieniu limitów w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej?

Krzysztof Bukiel:Zawsze mówiliśmy że nie powinno być limitów, ale twierdzenie, że brak limitów zlikwiduje kolejki jest naiwne. Minister nie patrzy na to,  na co ja zwracam uwagę, że nie ma  żadnych motywacji dla pacjenta, lekarzy, lekarzy POZ, ani dla nikogo, żeby wizyt specjalistycznych w poradniach ambulatoryjnych było mniej. To pompa ssąco-tłocząca. Lekarz poz chce tych wizyt jak najmniej, bo ma ryczałt i nie ma się co dziwić, bo tak działa racjonalny człowiek. Z kolei lekarz specjalista chce tych wizyt jak najwięcej, a pacjent nie jest zainteresowany, aby ograniczyć wizyty. Czyli będzie coraz więcej chętnych.

Dobrze, aby nie było limitów, ale powinny być także inne czynniki racjonalizujące system.

Minister podaje przykład, że dzięki zniesieniu limitów udało się zmniejszyć kolejki do zabiegów usunięcia zaćmy. I tu jest sukces, ale są warunki do spełnienia, próg, który trzeba spełnić i który łatwo zweryfikować, aby mieć leczoną zaćmę.  Ponadto w przypadku zaćmy popyt jest ograniczony. Z kolei w przypadku zniesienia limitów w AOS w ogóle popyt będzie nieograniczony.

Polityka Zdrowotna: W lutym zaplanowano pierwsze czytanie projektu o zawodzie lekarza. Jak ocenia Pan projekt?

Krzysztof Bukiel: Duża część projektowanej regulacji dotyczy szkolenia lekarzy i odbywania specjalizacji.

Najbardziej kontrowersyjna jest wprowadzona przez MZ poprawka, przepis o ułatwieniu zatrudniania lekarzy spoza UE. Jak prezentuję pogląd, który nie jest wcale korporacyjny i broniący rynku pracy, tylko proste stwierdzenie:  Jeżeli lekarz w Polsce, żeby wykonywać zawód, musi spełnić określone warunki, zdać różne egzaminy, to lekarz z innego kraju powinien spełnić takie same warunki plus egzamin ze znajomości z języka polskiego. Ustawa przewiduje właściwie zwolnienie z takich warunków. Jeżeli przyjeżdża lekarz, dyrektor bierze go na swoją odpowiedzialność do swojego szpitala i on może tam praktykować. To jest niebezpieczne.

Polityka Zdrowotna: Także w lutym mają rozpocząć się prace nad zmianą w ustawie o minimalnym wynagrodzeniu w ochronie zdrowia.

Krzysztof Bukiel: W ustawie o minimalnym wynagrodzeniu w ochronie zdrowia niezbędne jest podwyższenie współczynników. Nasze postulaty są niezmienne. Mówimy o 3 średnich krajowych dla lekarzy.

Po ostatniej podwyżce płacy minimalnej w ogóle wynikającej ze zmiany ustawy o płacy minimalnej okazało się, że płaca minimalna w ochronie zdrowia jest blisko tej stawki. Ustawa o minimalnym wynagrodzeniu w ochronie zdrowia jest więc pozornym uregulowaniem, bo te najniższe stawki w ochronie zdrowia okazały się i tak najniższe, i nawet gdyby nie było tej regulacji, to i tak obowiązywałyby z powodu ustawy o płacy minimalnej. To pokazuje jak bardzo pozorną regulacją było to, co zaproponował minister Radziwiłł. Ja zawsze mówiłem, że to nie poprawia sytuacji, tylko utrwala biedę w ochronie zdrowia, co teraz widać w sposób bardzo namacalny.

BPO

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

2 komentarze

nin Piątek, 31 Stycznia 2020, 21:11
Służba zdrowia to nie tylko lekarze ,gdzie miejsce dla pracowników diagnostyki.Od badań zaczyna się każdy proces leczenia.
Masdam Piątek, 31 Stycznia 2020, 17:44
I po co gadac jesli pacjenci glosuja na tych co wszystko psuja takze w sluzbie zdrowia