Serce a koronawirus

20 Marca 2020, 18:14 lekarz kardiolog serce zawał
20 Marca 2020, 18:14

Koronawirus SARS-CoV-2 powoduje chorobę COVID-19, którą większość chorych przechodzi łagodnie. Niestety są czynniki, jak choroby współistniejące, które sprawiają, że choroba może mieć ciężki przebieg i prowadzić nawet do śmierci. Jednym z nich – jak podkreślają eksperci - jest niewydolność serca, na którą cierpi w Polsce duża grupa pacjentów.

Koronawirus SARS-CoV-2 powoduje chorobę COVID-19, którą większość chorych przechodzi łagodnie. Niestety są czynniki, jak choroby współistniejące, które sprawiają, że choroba może mieć ciężki przebieg i prowadzić nawet do śmierci. Jednym z nich – jak podkreślają eksperci - jest niewydolność serca, na którą cierpi w Polsce duża grupa pacjentów.

NS czyli niewydolność serca jest końcowym etapem wielu chorób krążenia, które stanowią w Polsce główną przyczynę zgonów, obok chorób onkologicznych. 

Czym jest niewydolność serca?

O niewydolności serca mówimy wtedy, gdy nie jest ono w stanie prawidłowo pompować krwi, a organizm nie dostaje odpowiedniej ilości tlenu. Osoba z NS szybko się męczy, dostaje duszności po przejściu kilkunastu metrów, a w zaawansowanym stadium choroby do duszności dochodzi nawet w stanie spoczynku.

Takie uszkodzenie serca może wystąpić m.in. u osób po przebytym zawale, z nadciśnieniem tętniczym, dorosłych po uprzednio przebytych operacjach wrodzonych wad serca, czy u osób leczonych onkologicznie. 

Pierwsze objawy niewydolności serca takie jak np.: brak tchu, stałe zmęczenie, wydłużony czas odpoczynku czy obrzęki, często są bagatelizowane przez długi czas, a pacjenci łączą te objawy raczej ze starzeniem się. Do specjalisty często trafiają więc z zaawansowaną już chorobą. Typowy pacjent z niewydolnością serca, to osoba w wieku ok. 70 lat, jednak choroba występuje również w młodszym wieku. Blisko połowa osób z NS choruje również na przewlekłą obturacyjną chorobę płuc (POChP), co pogłębia duszność. Co trzeci chory ma również cukrzycę, niewydolność nerek lub niedokrwistość, a co dziesiąty - jest po tzw. przejściowym niedokrwieniu mózgu (TIA) lub udarze mózgu. Pacjenci z niewydolnością pozostają w związku z tym zwykle pod opieką wielu specjalistów z różnych dziedzin i przyjmują znaczne ilości leków.

Niewydolność serca dotyka w Polsce rocznie ponad 1,2 mln osób. Najnowsze dane pokazują, że po raz pierwszy liczba zgonów przewyższyła liczbę nowych zachorowań (142 tys. vs. 127 tys.) - wynika z informacji podanych przez Ministerstwo Zdrowia. W przypadku NS mówimy o procesie nieodwracalnym, gdzie każde kolejne zaostrzenie/hospitalizacja powoduje, iż stan chorego pogarsza się. 

Chorzy z niewydolnością serca w obliczu COVID-19

Jak podkreślają eksperci, w obliczu epidemii koronawirusa, pacjenci z niewydolnością serca stanowią grupę wysokiego ryzyka. Dane pokazują, że największe ryzyko zgonu wśród pacjentów z COVID-19, którzy mają inne schorzenia, jest właśnie w grupie osób z chorobami układu krążenia.

Główne zaburzenia wywoływane przez koronawirusa dotyczą funkcji płuc. Niemniej, trzeba zaznaczyć, że może on też oddziaływać na serce, zwłaszcza, jeśli musi ono intensywniej pracować, by rozprowadzić dotlenioną krew w całym organizmie. Zaostrza zatem w sposób istotny dolegliwości u osób z niewydolnością serca i innymi podobnymi kłopotami.

- Dzisiaj wiemy na pewno, że COVID-19 najbardziej zagraża seniorom, osobom o obniżonej odporności, z chorobami współistniejącymi, takimi jak niewydolność serca, nadciśnienie tętnicze, POChP, cukrzyca. Ta grupa osób zwyczajnie nie ma siły na walkę z kolejną chorobą. I choć nie dało się tej sytuacji przewidzieć, to nie pozostawia wątpliwości fakt, że na przykład jeszcze przed pandemią polscy pacjenci z niewydolnością serca wymagali większej uwagi ze strony państwa – ocenia Agnieszka Wołczenko, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Pacjentów ze Schorzeniami Serca i Naczyń EcoSerce.

Jak wskazuje, z powodu tego schorzenia w Polsce rocznie odnotowuje się 279 tys. hospitalizacji. To najgorszy wynik wśród krajów OECD. 

- Od wielu lat czekamy na zmiany w organizacji systemu opieki nad chorymi z niewydolnością serca, który w naszym kraju niestety znacząco odbiega od europejskich czy światowych standardów. - podkreśla Agnieszka Wołczenko.

Bez wątpienia, dzisiaj priorytetem systemu ochrony zdrowia stała się walka z epidemią koronawirusa. Lekarze podkreślają jednak, że chorobom układu krążenia tym bardziej nie mogą być zaniedbywane.

- Rozumiem, że dzisiaj administracja publiczna walczy z epidemią, ale resort wskazał niewydolność serca jako jeden z priorytetowych obszarów, dlatego oczekujemy szczególnej opieki w czasach śmiertelnego zagrożenia – stwierdza prezes EcoSerce. - Aktualnie czekamy na start pierwszych pilotaży KONS oraz na dostęp do flozyn, bo wierzymy, że jest duża grupa chorych z niewydolnością serca, którym ten lek pomoże podnieść jakość życia, może pozwoli przeżyć tę pandemię – dodaje. 

Unikać kontaktów z innymi, przyjmować leki

Także prof. Przemysław Leszek, Przewodniczący Sekcji Niewydolności Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego zwraca uwagę, że pacjenci z niewydolnością serca, to pacjenci o zwiększonym ryzyku zachorowania na koronawirusa. 

- Szczególne niebezpieczeństwo dotyczy pacjenta z grupy ryzyka. Dlaczego? Bo pacjent z niewydolnością serca, to pacjent, który jak zetknie się z takim wirusem, ma większą szansę na zachorowanie. Jeżeli dojdzie do zachorowania, to ryzyko powikłań rośnie. I na koniec: ten pacjent ma uszkodzone serce, gorsze funkcjonowanie układu krążenia, a więc każda infekcja, także koronawirusowa, zagraża pacjentowi, stabilności układu krążenia – wyjaśnia prof. Leszek.

- Ci pacjenci, którzy mają niewydolność serca, to ludzie bardziej podatni na chorobę, którzy powinni bardziej niż inni wypełniać wszelkie zalecenia profilaktyczne. Pacjent z grupy ryzyka powinien unikać za wszelką cenę kontaktu z osobami chorymi na koronawirusa – zaznacza. – Pacjent, który ma niewydolność serca powinien regularnie przyjmować dotychczas zalecane leki, a więc powinien mieć pewną ilość leków zgromadzonych, aby móc w domu spokojnie je przyjmować i nie korzystać zbyt często z wizyt u lekarza, gdzie również może spotkać osobę chorą i zarazić się koronawirusem – przestrzega kardiolog prof.P.Leszek.

Również dr Marta Kałużna-Oleksy ze Stowarzyszenia Osób z NS podkreśla, że pacjenci z niewydolnością serca, to grupa szczególnie narażonych osób. Grupa duża w Polsce, bo ponad milionowa, ponadto są to najczęściej osoby starsze obarczone chorobami współistniejącymi. - Ryzyko jest spore już choćby dlatego, że są to często osoby powyżej 65. roku życia, a wiemy, że jeżeli chodzi o przebieg choroby i powikłania prowadzące do zgonu, to śmiertelność na COVID-19 wzrasta z wiekiem - dodaje.

- U pacjentów z NS każda choroba, a zwłaszcza infekcja dróg oddechowych, może być przyczynkiem do zaostrzenia się niewydolności serca, często prowadząc do nieodwracalnych skutków, w tym również zgonu – wyjaśnia M. Kałużna-Oleksy .

Zwraca uwagę, że te osoby muszą więc szczególnie uważać, maksymalnie izolować się od otoczenia, aby nie zarazić się koronawirusem. W wielu wypadkach nie jest to łatwe zadanie, ponieważ chorzy z niewydolnością serca w zaawansowanym stadium potrzebują codziennego wsparcia osób trzecich, by w ogóle funkcjonować. Jednocześnie zastrzega, że osoby te nie mogą zwlekać ze zgłoszeniem się z wszelkimi niepokojącymi objawami do lekarza i zasięgnięciem porady medycznej, także w formie teleporady. 

BPO 

 

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz