Niewydolność serca – niebezpieczna w dobie koronawirusa

16 Kwietnia 2020, 21:09
16 Kwietnia 2020, 21:09
16 Kwietnia 2020, 21:09
16 Kwietnia 2020, 21:09

Niebezpieczeństwo hospitalizacji brzmi pozornie jak absurd. Nie w dobie pandemii. Pacjenci z chorym sercem to grupa podwyższonego ryzyka, to grupa pacjentów narażonych na szybki rozwój, ciężki przebieg i bardzo niebezpieczne następstwa infekcji COVID-19, w tym nawet śmierć. 

Pacjenci szczególnego ryzyka

Koronawirus, podobnie jak wirus grypy, może mieć destrukcyjny wpływ na mięsień sercowy i w rzadkich przypadkach może powodować jego uszkodzenie. 

- U pacjentów z niewydolnością spowolnione jest krążenie, zwykle niższa odporność, zastój krwi w krążeniu płucnym – to wszystko są czynniki sprzyjające łatwiejszemu zakażaniu się wirusem i szybszemu namnażaniu się go w organizmie. Stąd, ci pacjenci są bardziej zagrożeni infekcją i cięższym przebiegiem choroby. Identycznie jest z grypą, dlatego pacjentom z niewydolnością serca zaleca się regularne szczepienia przeciwko grypie – wyjaśnia w rozmowie z Polityką Zdrowotną prof. Jarosław Kaźmierczak, krajowy konsultant w dziedzinie kardiologii.

Potwierdzają to pierwsze wyniki badań populacji z Chin dotyczące przebiegu COVID-19 i szczególnych grup ryzyka. Ustalono co sprzyja infekcji, jej najczęstsze objawy i poziom ryzyka zgonu w poszczególnych grupach.

- Wśród pacjentów z niewydolnością serca (NS), zakażonych koronawirusem, śmiertelność jest większa w porównaniu do osób bez niewydolności serca w porównywalnych grupach wiekowych. Tak jest w większości infekcji. Tam, gdzie jest jakakolwiek infekcja u pacjentów z NS, rokowanie zawsze będzie gorsze, będą ciężej przechodzili infekcję – wyjaśnił. 

Co mówią dane w Polsce?

Na razie nie ma dokładnej analizy dotyczącej przebiegu zakażenia koronawirusem w rożnych grupach ryzyka w Polsce. O takie dane wystąpiliśmy do Ministerstwa Zdrowia, które odesłało po takie analizy do Głównego Inspektora Sanitarnego, a ten z kolei do Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny. Instytutu poinformował zaś, że obecnie baza jest uzupełniana, a to wymaga czasu, a gdy dane zostaną uzupełnione, będzie można więcej powiedzieć o chorych i zmarłych.

Pomylić objawy

Warto zwrócić uwagę na to, że objawy, które daje infekcja COVID-19, szczególnie te ze strony układu oddechowego, mogą symulować objawy zaostrzenia niewydolności serca, np. duszność – klasyczny objaw niewydolności czy kaszel. To może uśpić czujność pacjentów, którzy mieli już zaostrzenia choroby serca i opóźnić prawidłową diagnozę COVID-19. Z drugiej strony może być tak, że mając objawy rzeczywistego zaostrzenia niewydolności serca, pacjent pomyśli, że to infekcja koronawirusem. - W takim przypadku wykonuje się test na obecność materiału genetycznego wirusa, ale trzeba pamiętać, że wykonanie testu trwa - to jest w najlepszym przypadku kilka godzin, ale można czekać i kilkanaście do kilkudziesięciu godzin. Pacjent musi być w tym czasie izolowany – ostrzega prof. J. Kaźmierczak.

Hospitalizacja w dobie koronawirusa

W dobie COVID-19 z uwagi na bezpieczeństwo chorych z NS szczególnie trzeba ograniczać potencjalne ryzyka, a pacjenci powinni przestrzegać zaleceń dotyczących izolacji społecznej oraz zasad mycia i dezynfekcji rąk. W ich przypadku ważne jest też ograniczanie konieczności hospitalizacji, zwykle wynikającej z zaostrzenia choroby. Jak pokazała ostatnia analiza Głównego Inspektora Sanitarnego, źródłem 30 proc. potwierdzonych przypadków zakażenia koronawirusem w Polsce był kontakt w szpitalu lub przychodni. Każda hospitalizacja wiąże się więc ze wzrostem ryzyka zakażenia koronawirusem, szczególnie groźnym w skutkach dla pacjentów z NS.


 

Tymczasem hospitalizacje z powodu niewydolności serca są w Polsce znacznie częstsze niż w innych krajach OECD. Wynika to m.in. z organizacji systemu opieki nad tą grupą chorych, który odbiega od europejskich standardów. W 2017 roku Polska znalazła się na 5. miejscu wśród krajów Unii Europejskiej pod względem liczby chorych z niewydolnością serca (1 130 na 100 tys. ludności) oraz na 1. niechlubnym miejscu wśród 34 krajów OECD pod względem liczby hospitalizacji z powodu niewydolności serca (511 na 100 tys. ludności).

 

Ryzyko pobytu w szpitalu

Prof. Kaźmierczak zwraca uwagę, że u pacjentów z niewydolnością serca każda hospitalizacja wiąże się z pogorszeniem rokowania. Każda kolejna hospitalizacja skraca średni czas przeżycia takiego pacjenta. Wraz z kolejnymi hospitalizacjami skraca się mediana przeżycia całkowitego, a średni czas przeżycia wynosi: 2,6 roku po jednej hospitalizacji, o kolejny rok (do 1,5 roku) skraca się po trzech hospitalizacjach.* Aby ograniczyć konieczność pobytu w szpitalu należy poprawić opiekę ambulatoryjną i w tym kierunku działa Polskie Towarzystwo Kardiologiczne i nadzór specjalistyczny. - Jest opracowany program KONS (Koordynowana Opieka nad pacjentem z Niewydolnością Serca), którego pilotaż miał rozpocząć się w lipcu br.  - Jednak ze względu na epidemię, to się raczej niestety wszystko opóźni, z wielką szkodą dla pacjentów - wskazał.

Dr Marta Kałużna-Oleksy ze Stowarzyszenie Osób z niewydolnością serca także zwróciła uwagę na potrzebę systemowych zmian tak, aby ograniczyć liczbę hospitalizacji pacjentów z niewydolnością sercową. Jednocześnie wskazała, że w dobie koronawirusa nie da się uniknąć hospitalizacji w niektórych przypadkach zaostrzenia tej choroby.

 - Obecnie unikamy hospitalizacji niepotrzebnych, czyli takich które teoretycznie mogłyby się nie odbyć – mówiła wyjaśniając, że np. u części pacjentów leki dożylne podawane są na izbie przyjęć a nie w ramach hospitalizacji. -  Są też sytuacje, gdy pacjenci wymagają bezwzględnego położenia ich w szpitalu i musimy do takiej hospitalizacji doprowadzić – zastrzegła.

Nowoczesne terapie bez refundacji

W ograniczeniu hospitalizacji osób z niewydolnością serca może pomóc dostęp pacjentów do nowych skutecznych terapii. Epidemia wpłynęła na decyzję Ministerstwa Zdrowia o przedłużeniu obowiązywania marcowej listy refundacyjnej do końca sierpnia, a więc nowe obwieszczenia refundacyjne nie ukażą się ani w maju, ani w lipcu. 

Tymczasem jak mówi prof. Kaźmierczak, jest kilka leków czekających na refundację, które mogłyby poprawić sytuację pacjentów z NS.

Proces refundacyjny nie jest procesem prostym i decyzje muszą być wyważone, a „zatrzymanie list” wynika prawdopodobnie z tego, że obecnie mógłby być utrudniony proces negocjacji. - prof. Jarosław Kaźmierczak, krajowy konsultant w dziedzinie kardiologii.

Flozyny – co to jest i dlaczego może pomóc?

Zaznaczył, że złożony jest m.in. wniosek o refundację flozyn w niewydolności serca. - Usilnie o to zabiegaliśmy i była też bardzo duża przychylność Ministerstwa Zdrowia, aby lek był refundowany pomimo braku rejestracji w tym wskazaniu. Chodzi o to, aby leki te były bardziej dostępne – wyjaśnił prof. J. Kaźmierczak. Dostęp do tych leków zmniejszyłby liczbę hospitalizacji z powodu niewydolności serca (w badaniu DAPA-HF 30 proc.). 

Flozyny to w uproszczeniu grupa leków zwiększających wydalanie glukozy z moczem. Efektem jest obniżenie glikemii, masy ciała oraz ciśnienia tętniczego.

We wrześniu 2019 roku, podczas Międzynarodowego Kongresu Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego obecny minister zdrowia Łukasz Szumowski podkreślał, że niewydolność serca to kardiologiczna epidemia XXI wieku, o czym pisaliśmy tutaj. To obszar, w którym niezwłocznie mają być wdrażane nowe instrumenty, dzięki którym walka z tym schorzeniem będzie bardziej efektywna. 

– Nowoczesne terapie, pozwalające na redukcję hospitalizacji z powodu zdarzeń sercowo-naczyniowych oraz powikłań sercowo-naczyniowych w terapii pacjentów – także z cukrzycą – będą sukcesywnie udostępniane pacjentom. Decyzje w tym zakresie zapewne zapadną już wkrótce – zapowiedział pół roku temu minister Łukasz Szumowski.

Prof. J. Kaźmierczak przypomniał, że obecnie część flozyn jest już refundowana w cukrzycy i zwrócił uwagę na niezwykle istoną kwestię, która często jest pomijana w dyskusji publicznej. Mianowicie, dlla pacjentów z niewydolnością serca, którzy zwykle przyjmują pakiety różnych leków, istotne jest, aby były one refundowane, ponieważ łączny koszt takiego leczenia stanowi poważne obciążenie finansowe dla pacjenta.

WAŻNE!

Co ważne, jak podkreśla dr Marta Kałużna-Oleksy, w dobie koronawirusa pacjenci chorujący przewlekle, np. z niewydolnością serca, absolutnie muszą pamiętać zapasie leków i regularnie je przyjmować. Niektórzy, w obawie przed zakażeniem, mogą unikać wizyt w aptekach, nawet gdy kończą im się leki. Jednak w takiej sytuacji należy poprosić kogoś o wsparcie i odebranie medykamentów. 

W takiej chorobie jak NS leczenie musi być przewlekłe i nie może być przerywane lub modyfikowane bez zgody lekarza – zastrzegła. 

Zwróciła ponadto uwagę, że rozbudowane zostały teleporady, także w ośrodkach kardiologicznych, i pacjenci mogą dzwonić tam z wszelkimi wątpliwościami.

BPO

Czytaj więcej: https://www.politykazdrowotna.com/55877,serce-a-koronawirus

* https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/28885958

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz