Prof. A. Witkowski o kardiologii w dobie koronawirusa

24 Kwietnia 2020, 14:30 lekarz kardiolog serce zawał

O zaleceniach dla pacjentów z chorobami serca i układu krążenia, efektach obawy przed zakażeniem i unikania zgłaszania się do szpitala z objawami np. zawału, a także o skutkach epidemii dla systemu ochrony zdrowia  - mówi prof. Adam Witkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego w wywiadzie dla Polityki Zdrowotnej.

W dniach 17-24 kwietnia obchodzimy Tydzień dla Serca. Polskie Towarzystwo Kardiologiczne zwraca w tym czasie szczególną uwagę na zagrożenia, jakie niosą choroby serca i układu krążenia, a także, jak ważne dla serca są zdrowa dieta i zdrowy styl życia - szczególnie teraz, w czasie epidemii koronawirusa. 

Polityka Zdrowotna: Tegoroczny Tydzień dla Serca przebiega w specyficznym czasie epidemii koronawirusa. Jakie są szczególne zagrożenia i zalecenia dla „sercowców”?

Prof. Adam Witkowski: Pacjenci, którzy leczą się z powodu chorób serca lub nadciśnienia w sposób przewlekły powinni unikać szpitali i przychodni, a wizyty realizować zdalnie np. przez telefon z lekarzem POZ czy lekarzem specjalistą, kardiologiem.

Z kolei  wszyscy pacjenci, którzy nagle zachorują i których stan kardiologiczny się pogorszy, mają objawy, które sugerują zawał serca, jak np. silny ból w klatce piersiowej, nie powinni zwlekać z sięgnięciem po telefon i wezwaniem pogotowia, ponieważ szybciej stanie im się coś złego właśnie z powodu ostrego stanu  kardiologicznego, jakim może być ostry zawał serca czy ostra masywna zatorowość płucna czy tętniak rozwarstwiający aorty, niż z powodu koronawirusa. 

Niektórzy pacjenci zwlekają z takimi decyzjami, ponieważ obawiają się, że jak znajdą się w szpitalu, to mogą ulec zakażeniu koronawirusem, albo sami wiedząc, że już są zakażeni, nie chcą zakażać nikogo innego. Ale takie przeczekiwanie ostrych stanów kardiologicznych jest bardzo groźne, ponieważ nieleczony zawał serca - to śmiertelność na poziomie 40 proc., a leczony – to jest 5 proc.

Czy widać już, że zgłasza się mniej pacjentów w stanach ostrych? 

Jako Polskie Towarzystwo Kardiologiczne przeprowadziliśmy ankietę w 10 dużych ośrodkach, które zajmują się leczeniem ostrego zawału serca w trybie dyżurowym i widzimy, że w okresie od 15 marca, czyli kiedy już został wprowadzony w Polsce stan epidemiczny, do 14 kwietnia, czyli przez miesiąc, liczba leczonych zawałów serca była o 25 proc. mniejsza niż w poprzedzających miesiącach oraz w analogicznym okresie ubiegłego roku.

To świadczy o tym, że część chorych nie zgłasza się z niepokojącymi objawami, bo koronawirus nie powoduje przecież zmniejszenia liczby zachorowań na ostry zawał serca, a wręcz przeciwnie. Są dane, że może nawet zwiększać ryzyko wystąpienia zawału serca u osób zakażonych, które mają już rozwój miażdżycy. To niepokojące. W związku z tym Polskie Towarzystwo Kardiologiczne wraz z ministerstwem zdrowia stworzyło kampanię, aby nie wahać się z wezwaniem pogotowia. Hasło „Zostań w domu” jest bardzo dobre i słuszne w dobie epidemii, ale chodzi o to, aby zachować też zdrowy rozsądek i nie zostawać w domu z zawałem.

Czy długotrwała izolacja w domu może mieć wpływ na większe ryzyko powikłań sercowo-naczyniowych?

Długotrwały brak ruchu i codziennych aktywności przy izolacji domowej może mieć wpływ m.in. na  to, że nabiera się wagi, a to sprzyja rozwojowi miażdżycy, cukrzycy, nadciśnienia. To jest rzeczywiście problem, dlatego trzeba próbować ruszać się w domu. Złagodzone zostały już restrykcje dotyczące spacerów do lasu i parku, więc otworzyło się okno do spacerów, biegania rekreacyjnego, jazdy na rowerze – oczywiście z zachowaniem środków ostrożności - i trzeba to wykorzystywać.

Telemedycyna i zdalne urządzenia monitorujące okazały się bardzo pomocne w dobie koronawirusa? Czy po epidemii powinno zostać utrzymane tak szerokie ich wykorzystanie w przypadku pacjentów kardiologicznych?

Epidemia szybko się nie skończy, ale to będzie sprzyjało temu, aby dużą cześć wizyt czy monitorowania urządzeń wszczepialnych, jak np. stymulatory serca, czy  resonchranizatory przeprowadzać przy pomocy zdalnej. To dotyczy także rehabilitacji, bo część ćwiczeń można robić pod zdalnym nadzorem lekarza czy fizjoterapeuty. Jest to ważne w dobie epidemii, ale po epidemii ten trend powinien się utrzymać, bo na świecie wiele takich rzeczy można załatwić nie ruszając się z domu.

To jest dobre, szczególnie dla starszych osób, bo powoduje, że ci pacjenci nie muszą jeździć do innego miasta, aby odbyć wizytę w celu kontroli rozrusznika serca. Myślę, że to się utrzyma. Ta epidemia spowodowała wzrost zainteresowania takimi metodami zdalnej kontroli, o których zawsze się mówiło, ale wszyscy podchodzili do tego tematu dosyć lekko. Teraz okazało się, że to ważna sprawa.

Potrzebne będzie jednak na pewno większe finansowanie tych rozwiązań, np. zdalnego monitorowania urządzeń wszczepialnych czy monitorowania pacjentów z migotaniem przedsionków. Otwiera się tutaj szerokie pole do działań, które będą mogły usprawnić system ochrony zdrowia, szczególnie w zakresie ambulatoryjnym i ulżą pacjentom, którzy nie będą musieli ustawiać się w kolejkach w przychodni.

Epidemia ma też inne konsekwencje, jak wstrzymanie pewnych rozwiązań dla pacjentów z chorobami sercowo-naczyniowymi?

Miał wejść w życie pilotaż koordynowanej opieki nad pacjentami z niewydolnością serca KONS, podobny do Programu KOS Zawał, jednak z uwagi na obecną sytuację zostanie to przesunięte w czasie. Do tego tematu trzeba będzie wrócić jak najszybciej,  bo mamy w Polsce między 800 tys. a milion osób z niewydolnością serca, która jest obarczona dużą umieralnością i taki program, dla tych osób jest niezbędny.

Jakie zmiany potrzebne są systemowo, aby ograniczyć zachorowania na choroby sercowo-naczyniowe i poprawić skuteczność ich leczenia?

Niezbędna jest profilaktyka pierwotna, czyli już w szkole mówienie dzieciom czym grożą choroby serca, czym są spowodowane i jak ich unikać. To są ważne rzeczy, bo obecnie w mamy już prawie epidemię otyłości wśród dzieci w wieku szkolnym, a jak będziemy mieli otyłe dzieci, to będziemy mieli chorych dorosłych, którzy będą mieli zawały serca, udary mózgu czy amputacje kończyn dolnych z powodu miażdżycy. Już mamy do czynienia ze zjawiskiem przechodzenia na renty osób w wieku produktywnym oraz nadumieralności, czyli umierania ludzi przed 65 r. życia.

Trzeba też wdrażać nowoczesne terapie zarówno lekowe, jak i nielekowe. Z tym jest obecnie nie najlepiej w Polsce. Ścieżka wprowadzania tych nowych terapii dość długo trwa. Jest to - jak wszystko - związane z problemami finansowymi. Mamy nowoczesne leki, mamy urządzenia, które powinny być wprowadzone do refundacji, ale mamy też leki i urządzenia już wykorzystywane – jednak w zbyt małym stopniu ze względu na niewystarczające nakłady finansowe.

Np. w chorobie wieńcowej, która jest najpopularniejszą chorobą kardiologiczną, czekają na refundację nowoczesne leki przeciwpłytkowe. Czekają  też na refundację leki, które pokazały, że wydłużają życie u pacjentów z niewydolnością serca. Czekają bardzo skuteczne leki w zwalczaniu hiperlipidemii, szczególnie u chorych, którzy nie mogą obniżyć poziomu cholesterolu przy pomocy statyn. Są także terapie sprzętowe wykorzystywane w leczeniu zwężenia zastawki aortalnej czy niedomykalności zastawki mitralnej.

Wiemy, że nowoczesna medycyna jest workiem bez dna, a przy ograniczonych środkach finansowych trzeba robić to mądrze i z wyczuciem opierając się na wynikach badań. Nakłady na ochronę zdrowia muszą się zwiększyć i chyba wszyscy zrozumieli, że leczenie to nie jest tylko koszt, ale także zysk, bo dobrze leczeni pacjenci nie umierają, nie przechodzą na rentę, ale mogą nadal pracować.

Mam nadzieję, że pozytywnym skutkiem tej epidemii, która obnażyła słabe strony systemu ochrony zdrowia w Polsce, będzie to, że decydenci w obszarze ochrony zdrowia, zdecydują o tym, aby te nakłady były wyraźnie wyższe. Chodzi o to, aby zwiększyć dostęp do nowoczesnych terapii, które będą pomagały ratować życie i zdrowie, ale także dostęp do szeroko zakrojonej profilaktyki pierwotnej i wtórnej.

Co powinniśmy sami robić dla naszego serca? Jakie są podstawowe zasady?

Aby zadbać o serce powinniśmy zacząć się ruszać, dbać o dietę , nie palić papierosów, które są najgorszą plagą dla serca. Ponadto po ukończeniu 40. roku życia powinniśmy raz w roku wykonywać badania kontrolne jak pomiar cholesterolu, raz na pół roku - pomiar ciśnienia tętniczego krwi. Jeżeli będziemy się badać regularnie, to wcześniej wykryjemy nieprawidłowości, co da większą skuteczność wcześniej rozpoczętego leczenia. To najprostsze rzeczy, które spowodują, że będziemy dłużej żyć w zdrowiu.

Rozmawiała Beata Pieniążek-Osińska

Polecamy także:

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz