Prezes NFZ o prognozach i obecnej sytuacji finansowej Funduszu

21 Maja 2020, 14:34

O wpływach do Narodowego Funduszu Zdrowia po najnowszych danych z rynku pracy, o rozliczaniu szpitali w czasach pandemii i scenariuszach na przyszłość Redakcja Polityki Zdrowotnej rozmawiała z Prezesem NFZ Adamem Niedzielskim.

Polityka Zdrowotna: Poznaliśmy ostatnio sporo danych z gospodarki, ale dla Pana chyba dość istotne są te z rynku pracy i są zatrważające. GUS podał w środę, że zatrudnienie tylko w kwietniu spadło o 2,1 proc. To znacznie poniżej oczekiwań ekonomistów, które oscylowały w okolicach 0,5 proc. To 150 tys. miejsc pracy, czyli jak szacuje dział analiz Pekao SA to tyle, co w ciągu całego kryzysu 2008/2009. Co to oznacza dla NFZ? Jakie są pierwsze podsumowania spadku wpływów po pierwszym kwartale?

Adam Niedzielski, Prezes NFZ: Nie ukrywam, że uważnie śledzę dane dotyczące kondycji gospodarczej, ale z drugiej strony mam mocne przekonanie, że sektor zdrowia jest stosunkowo bezpiecznie skonstruowany od strony finansowej. Mamy kilka instrumentów, które powodują, że niezależnie od bieżącej sytuacji w Polsce, finansowanie zdrowia jest zagwarantowane na określonym poziomie i nawet jak będziemy mieli do czynienia ze spadkiem aktywności gospodarczej, o której Pani mówi, to i tak ta ścieżka nakładów będzie wzrastać. Jest bowiem ona wyznaczona ustawą o 6 proc. PKB. Czyli to, co się wydarzy w 2021 roku będzie liczone na bazie PKB z 2019 roku, w którym mieliśmy bardzo stabilną sytuację. (w ubiegłym tygodniu GUS podał dane PKB po Q1 2020, spadek kwartał do kwartału wyniósł -0,5 proc. – przyp. redakcji)

Oczywiście, Panie Prezesie, ale dochody budżetowe spadną. Wiemy, że szacunki robione są w oparciu o określone dane gospodarcze, przy określonej kondycji rynku pracy. Na pewno będą znacząco mniejsze wpływy ze składek do NFZ, z VAT do budżetu z powodu zmniejszonej sprzedaży detalicznej, do tego PIT i CIT z uwagi na obniżoną aktywność gospodarczą, więc budżet będzie musiał poradzić sobie z rekompensowaniem ubytku w Narodowym Funduszu Zdrowia.

Musimy się z tym liczyć, jednak jest kilka elementów, które stabilizują sytuację Narodowego Funduszu Zdrowia. Po pierwsze to rekompensata składek, które zostaną umorzone. NFZ otrzyma dotację z budżetu państwa w wysokości zwolnionych z obowiązku opłacania należności z tytułu składek na ubezpieczenie zdrowotne. Złożyliśmy już wniosek na blisko 0,5 mld zł do Ministerstwa Finansów o rekompensatę tych zwolnień.

Te pół miliarda obejmuje jaki okres?

Te wnioski o zwolnienia spływają na bieżąco, więc nie można jednoznacznie określić za jaki okres. Kwota 0,5 mld zł będzie finansowana w ramach zwalczania COVID-u, czyli z budżetu państwa, więc to też jest instrument, który zapewnia nam elastyczność. Pod tym względem mamy system, który nie w całości, ale częściowo rekompensuje ubytek składki.

Druga rzecz, która z punktu widzenia planu finansowego ma znaczenie, to porównywalny do roku ubiegłego wpływ składki w kwietniu. Mam przed sobą najnowsze dane, które pokazują, że kwiecień, jeśli chodzi o wpływ składki, był całkiem dobry dla NFZ. Po regresie w marcu, gdzie nasze dochody spadły do 6,3 mld, mamy zwiększenie składki do 7,1 mld zł. Czyli o ponad 800 mln zł. To jest mniej więcej tyle samo, ile w kwietniu 2019 roku. I tutaj, to oczywiście nie jest jakiś cud, tylko pojawiły się środki z tzw. 13-tej emerytury. One nie były przewidywane na etapie konstruowania planu finansowego Narodowego Fundusz Zdrowia, więc są dodatkowym nakładem, który powiększa nasze zdolności finansowe i pokazuje, że dane za pierwsze cztery miesiące tego roku są zbliżone do roku poprzedniego.  

Jak bardzo w tych kwietniowych danych ważyła ta 13-ta emerytura?

Szacowaliśmy, że to jest około miliarda zł. Liczymy, patrząc na rozwój sytuacji związanej z COVID19, że to przywracanie gospodarki spowoduje stopniowy powrót na ścieżkę normalnego finansowania. I tutaj warto podkreślić, że wydatki na zwalczanie epidemii są w całości finansowane ze środków budżetu państwa, a więc nie ze środków składkowych. 

Nie pomniejszaliśmy puli, z której w normalnym trybie wydajemy na świadczenia finansowane przez NFZ. Ograniczenie aktywności niektórych świadczeniodawców sprawiło również, że nie mamy napięcia budżetowego po stronie wydatków, które są związane ze zwykłym, normalnym funkcjonowaniem systemu opieki zdrowotnej. Wbrew różnym czarnowidztwom powiedziałbym, że mamy mocne kotwice stabilizujące sytuację, a poza tym, wynagrodzenia nie będą aż tak gwałtownie redukowane, bo one zawsze w kryzysie mają mniejszą elastyczność. Gdyby epidemia trwała dłużej, to moje obawy byłyby większe, ale jeszcze raz podkreślam – mamy solidne mechanizmy, które stabilizują sytuację finansową NFZ. 

Czyli wpływy do NFZ za marzec to 6,3 mld zł, kwiecień, bez emerytury, około 6 mld zł, a jaki jest standardowy wpływ miesięczny? Chodzi o to, żeby móc pokazać to odchylenie.

Jeżeli spojrzymy na styczeń i luty, to mieliśmy wpływy rzędu 7,5 i 7,6 mld zł.

Czyli obecnie możemy powiedzieć o 1 mld zł spadku miesięcznego przez efekt COVID-u. 

W marcu – tak, kwiecień, jeśli chodzi o wpływ składki był całkiem dobry. To oczywiście jest dużo, bo to jest blisko 20 proc., ale mamy rekompensatę i dostajemy też środki budżetowe na zwalczanie epidemii. Mamy również środki zgromadzone na tzw. funduszu zapasowym.

Ile wynosi fundusz zapasowy?

W grudniu otrzymaliśmy z dotacji budżetowej w 2,7 mld zł, a oprócz tego nasz własny stan funduszu zapasowego to było mniej więcej drugie tyle. Rozliczamy jeszcze wynik finansowy za 2019 rok, który okazuje się być lepszy niż zakładaliśmy. I z tego tworzymy rezerwę na funduszu zapasowym, żeby w razie czego ubytki finansować ze środków własnych. Rezerwy te na koniec 2019 przekraczały 6,8 mld zł, co jest bardzo poważną poduszką finansową. (w marcu z Funduszu Zapasowego przekazano 1,4 mld zł na nielimity w AOS – przyp.red. Informacja o bieżącej wysokości Funduszu zostanie przez NFZ zaktualizowana)

Czy można powiedzieć, że spadek wpływów do NFZ do tego poziomu są Państwo w stanie zamortyzować?

Tak. Obecnie nie ma żadnego zagrożenia przy tej skali redukcji. Jesteśmy to w stanie udźwignąć. I proszę pamiętać, że stoi za nami państwo i Ministerstwo Finansów z gwarancjami wzrostu finansowania ochrony zdrowia wynikającymi z ustawy o 6 proc. PKB.

Zaraz do tego wrócimy, ale kończąc wątek wpływów osadzonych w bieżącej koniunkturze - to, co widzimy w liczbach teraz, to jest miesięczny spadek związany z lockdown’em. Zakładam, że trochę siłą rozpędu część miejsc pracy zostanie odtworzona, potem może system poratują prace sezonowe, ale potem mamy jesień z jednoczesną zapowiedzią Pana Ministra Szumowskiego prawdopodobnie drugiej fali epidemii, prawdopodobnie połączonej z grypą. Może nie będzie potrzebny drugi taki lockdown, ale poprosiłabym Pana o prognozę spadku wpływów w całym 2020 roku. Rysowanie scenariusza kryzysowego wydaje się być oczywiste w Państwa instytucji.

Tutaj należy wyraźnie oddzielić wypowiedzi ekspertów od uprawianego przez niektórych „koronalanserstwa” czyli wróżenia z fusów i wyrażania własnych, niczym nie popartych przekonań. Sytuacja jest bardzo dynamiczna. I nawet biorąc pod uwagę to, o czym Pani mówi, stoi przed nami duży znak zapytania co do tego, co wydarzy się jesienią i jaki będzie miało przebieg. 

Jednego jestem pewien, że sektor zdrowia będzie potrafił się zmierzyć z drugą falą epidemii w sposób dużo bardziej efektywny i nie wymagający aż takiego lockdownu. Poza tym, pierwsza reakcja często, z perspektywy czasu, wydaje się być nadmiarowa, ale ja uważam, że akurat to uratowało nas przed scenariuszami, jakie miały miejsce w Hiszpanii czy Włoszech. Uważam też, że nawet jeśli druga fala epidemii się pojawi, to jesteśmy na nią przygotowani - przetestowaliśmy konkretne rozwiązania, które się sprawdziły, a i odpowiedź gospodarki nie będzie aż tak negatywna. 

To na czym skupia się Państwa aktywność?

Największy wysiłek wkładamy w budowanie i zarządzanie tymi kotwicami stabilizującymi, o których mówiłem, niezależnie od przebiegu całego kryzysu gospodarczego, bo lepiej jest zainwestować w polisę, niż tylko prognozować jak duża będzie skala załamania. 

Rozumiem, że nie pokusi się Pan o worst-case scenario, ale może takie najbardziej realne scenariusze spadku.

Przeliczyliśmy jak wygląda ścieżka wzrostu nakładów na zdrowie w kontekście ustawy 6 proc. i w oparciu o dane PKB, które podał już GUS. Najbardziej realnym scenariuszem, jest to, że będziemy utrzymani pod kątem poziomu wydatków przez tę kotwicę - można powiedzieć regułę wydatkową w sektorze zdrowia, która odnosi się do relacji wydatków na zdrowie do PKB brutto. (wydatki publiczne powinny wynieść minimum 5,03 proc. PKB, czyli nieco około 105 mld zł, Plan Finansowy NFZ to około 99,7 mld zł - przyp. red.) Wygląda na to, że sektor zdrowia, w kontekście obecnej sytuacji, będzie raczej beneficjentem.

Czyli Pana zdaniem realizacja ustawowa tej ścieżki nie jest zagrożona?

Moim zdaniem absolutnie nie. 

Pojawiły się już zapowiedzi nowelizacji budżetu państwa pod koniec czerwca. Czy uważa Pan, że zdrowie w jakimś stopniu ucierpi? Bo poza NFZ mamy mnóstwo obietnic dotyczących różnych funduszy.

Odejście od ścieżki 6 proc. wydaje się, z mojego punktu widzenia, niemożliwe. Ta sytuacja, z jaką mamy obecnie do czynienia, pokazuje jak bardzo wydatki na zdrowie są ważne, co jednocześnie oznacza, że nikt politycznie nie udźwignąłby takiego projektu jak zmiana tej ustawy na niekorzyść nakładów na zdrowie. To scenariusz skrajnie nieprawdopodobny.

Jeśli mowa o zarządzaniu wydatkami, czy planują Państwo przedłużenie rozliczenia ryczałtów?

Złożyliśmy dwie deklaracje. Jedna jest taka, że na pewno limity trzeba będzie wykonać i rozliczyć. Natomiast jako racjonalny płatnik, wiemy z jaką sytuacją mamy do czynienia przez ostatnie 3 miesiące, a do tego trzeba doliczyć okres rozruchu, który nie oznacza normalnej aktywności świadczeniodawców. Dlatego też będziemy chcieli wydłużyć ten okres. W tej chwili rozmawiamy o okresie półrocznym. Jeśli nie będzie przyspieszenia zachorowalności na COVID i sytuacja będzie przebiegała według obecnego trendu, to jest to najbardziej prawdopodobny scenariusz. Jeśli ewentualna druga fala zachorowań miałaby dużą skalę, to wtedy wydłużymy ten okres. Będziemy o tym rozmawiać z naszymi partnerami społecznymi. 

Czy rozważał Pan obniżenie wyceny świadczeń albo wręcz przeciwnie – podwyższenie wycen, żeby pozwolić poszczególnym podmiotom zachować płynność finansową, także z uwagi na obiektywny wzrost kosztów bieżących?

Ten pomysł podwyższenia wycen jest zgłaszany przez niektórych partnerów społecznych, bo on by oznaczał wtedy automatycznie konieczność wykonania mniejszej liczby świadczeń, żeby te limity kontraktowe wypełnić. Nie ma odpowiedzi uniwersalnej. Będziemy musieli spojrzeć na różne dziedziny. Proszę pamiętać, że jesteśmy publicznym płatnikiem i te stawki nie zawsze są zbieżne z tymi, które funkcjonują w sektorze prywatnym. Tam, gdzie te rozbieżności są największe, na pewno są argumenty za tym, żeby zastanowić się nad takim scenariuszem.

Jaką zatem przyjmuje Pan datę, żeby usiąść do stołu i zweryfikować rzeczywistość? To będzie za miesiąc, po pierwszym półroczu, czy później?

Myślę, że w ciągu miesiąca. Zbieramy obecnie informacje finansowe od świadczeniodawców, w tym od jednoimiennych szpitali. Nie chcemy działać na zasadzie gilotyny, która będzie przecinała na ślepo strumień dochodów. Będziemy chcieli przeanalizować jakie dodatkowe koszty ponieśli z tytuły zwalczania koronawirusa. Ich przychody również wzrosły, bo te świadczenia były finansowane ekstra, pozaryczałtowo, pozakontraktowo. I kiedy będziemy znali te liczby, będziemy podejmować decyzje.

Czy wydatki na walkę z COVID-19 zostaną wliczone w globalne wydatki na zdrowie? Czy to jest coś ekstra, pozabudżetowego. W kontekście właśnie ustawy gwarantującej 5,03 proc. wydatków na zdrowie w tym roku, to te wydatki na koronawirusa będą w ten limit wliczane? Jak to będzie alokowane?

Formalna decyzja nie zapadła, ale wydaje mi się  że w oczywisty sposób wydatki te powinny być wliczane. Nie są z przychodów składkowych, ale ich istotą jest zwalczanie choroby, więc tutaj nie miałbym wątpliwości interpretacyjnych, że one będą zaliczone do wydatków na zdrowie. W tej chwili – to dane na koniec dnia we wtorek- na świadczenia związane z leczeniem i przeciwdziałaniem COVID-19 wydaliśmy ponad 430 mln zł. 

Dziękuję Panu za rozmowę. 

Dziękuję. 

Rozmawiała Karolina Hytrek-Prosiecka

Rozmowa odbyła się 20 maja br.

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz