A.Matyja: szpital to nie fabryka i nie jesteśmy w stanie nadrobić świadczeń

16 Czerwca 2020, 16:04 pieniądze

Szpital to nie fabryka i nie jesteśmy w stanie nadgonić, wyprodukować więcej, niż mamy możliwości - stwierdził prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Andrzej Matyja podczas wtorkowego briefingu mówiąc o sytuacji szpitali spowodowanej epidemią COVID. Jak dodał, nawet jeżeli propozycja NFZ jest taka, aby zrealizować te procedury do końca czerwca przyszłego roku, to jest to niewykonalne i niezbędny jest specjalny algorytm, który zabezpieczyłby finansowo realizację kontraktu.

Jak wyjaśniał A. Matyja, chodzi o ograniczone możliwości wynikające z ilości sal operacyjnych, kadr i możliwości poświęcenia określonego czasu pacjentowi. - Nawet jeżeli propozycja jest taka, aby zrealizować te procedury do końca czerwca przyszłego roku, to jest to niewykonalne. musimy z MZ i NFZ zastosować pewien algorytm, który zabezpieczyłby finansowo realizację jednej dwunastej rocznej kontraktu. Żaden szpital nie jest w stanie zrealizować odrobienia procedur w ramach ryczałtu - mówił. Jak dodał,  obecne rozwiązanie spowoduje, że długi szpitali będą narastać.

Członek prezydium NRL Jerzy Friediger podkreślał, że samorząd lekarski już na początku roku mówił o tym, że szpitale są niedofinansowane, a kontrakty z NFZ nie pokrywają kosztów. - To się jeszcze pogorszyło w czasie epidemii- dodał.

Jak wskazywał, NFZ wypłaca 1/12 kwoty umowy, ale jest równocześnie założenie, że szpitale to odpracują przy wydłużonym okresie rozliczeniowym. 

- Za ostatnie 4 miesiące szpitale miały średnie niewykonanie ryczałtu między 25 a 37 proc. Trudno zrobić założenie, że pieniądze które dostaliśmy awansem na utrzymanie szpitali, że to odrobimy. To nierealne, bo obowiązuje reżim sanitarny, który ogranicza liczbę osób przyjmowanych, ale też wielu pacjentów unika szpitali, a ponadto wydajność szpitali jest ograniczona - tłumaczył J. Friediger.

- Gdybyśmy chcieli 1/3 niewykonanych świadczeń odrobić w ciągu pozostałego pół roku lub roku, to musielibyśmy zwiększyć obrót o ok. 20 proc. w skali miesiąca - wyliczał. Jak zaznaczył, kwestia rozliczenia z NFZ pozostaje więc cały czas otwarta i stanowi obecnie podstawowy problem.

Wskazywał, że np. w szpitalu którym kieruje na 1,2 tys. pracowników, nieobecnych codziennie jest ok. 250 osób z powodu zwolnień lekarskich lub opieki nad dziećmi. Jak mówił, szpitale ponoszą dodatkowe koszty także dlatego, że musiały zapłacić pracownikom więcej za pracę w dodatkowym ryzyku.

 

Wzrost ryczałtu dla szpitali o 3 proc. od lipca na podwyżki wynagrodzeń

We wtorek wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński zapowiedział podwyżkę od lipca ryczałtu dla szpitali o 3 proc. na koszty wzrostu wynagrodzeń wynikające z ustawy o minimalnych wynagrodzeniach. W sumie do szpitali ma trafić w tym roku o 300 mln zł więcej.

Według J. Friedigera, to krok w dobrym kierunku, jednak jak podkreślał, wzrost o 3 proc. jest zbyt mały. - Podwyżka powinna wynosić ok. 10 proc. - stwierdził.

Także prezes NRL A. Matyja wyrażał wątpliwości, czy wzrost ryczałtu na tym poziomie wystarczy, choć jak przyznał, to będzie zastrzyk dla szpitali. Zwracał uwagę, że najgorsza sytuacja jest w szpitalach powiatowych, gdzie tych środków brakowało już wcześniej, a zadłużenie szpitali narasta z roku na rok. - Epidemia spowodowała wzrost kosztów funkcjonowania szpitali. być może te 300 mln zł wystarczy na to, aby dług nie narastał tak gwałtownie, ale narastać będzie - mówił.

Jak mówił, koszty szpitali wzrosły m.in. z powodu podwyżek cen materiałów ochronnych. - Maseczka kosztowała 12 gr, a teraz 4 zł, środek dezynfekujący kosztował 10 zł, a teraz 50 zł, co podwyższa koszty funkcjonowania na każdym etapie - wyliczał.

BPO

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz