Nowy cykl Polityki Zdrowotnej czyli CEO o zdrowiu. Rozmowa z Prezes LUX MED

30 Czerwca 2020, 17:06

Pandemia korononawirusa zweryfikowała nie tylko rządy, ale także zarządy. W cyklu "CEO o zdrowiu" pytamy kluczowe osoby zarządzające w branży healthcare o to, jakie wnioski wyciągnęły z ostatnich trzech miesięcy i jak powinno zmienić się myślenie o zdrowiu w polskiej gospodarce.

Rozmowa z Anną Rulkiewicz, Prezes LUX MED.

Karolina Hytrek-Prosiecka, Polityka Zdrowotna: Pani Prezes, wchodząc dzisiaj na spotkanie z Panią, przeszłam całą procedurę. Mierzenie temperatury, dezynfekcja, kontrola maseczek, wywiad dotyczący samopoczucia… Ewidentnie ciągle żyjemy i jeszcze długo pożyjemy w reżimie koronawirusa. Czy miała Pani taki moment, w którym wynotowała sobie trzy kluczowe wnioski po pandemii dla prywatnego systemu ochrony zdrowia?

Anna Rulkiewicz, Prezes LUX MED: Tych refleksji jest mnóstwo. Świat będzie musiał wyglądać inaczej po pandemii, bo długo będziemy żyć w tym reżimie epidemiologicznym. To jest kluczowe, bo to oznacza, że musimy się przystosować…

Długo, to znaczy ile? Bo pamiętam, jak po upadku Lehman Brothers rozpoczynał się kryzys gospodarczy i jeden z analityków powiedział mi, że potrwa dekadę. To było naprawdę długo.

Na pewno do czasu powstania szczepionki, ale zobaczymy też jaka będzie jej dostępność. Rok, dwa to minimum. Nie chcę powiedzieć, że po to są kryzysy, żeby świat się zmieniał, ale to jest dobra nauka. Stajemy się mądrzejsi. Reżim epidemiologiczny z nami zostanie i to jest dobre dla naszego zdrowia. Higiena umysłu, żywienia i zachowań. Po drugie, wcale nie musimy pracować tak, jak pracowaliśmy do tej pory. Poradziliśmy sobie jako firma medyczna wprowadzając na szerszą skalę rozwiązania telemedyczne. I to nie 5 proc. W szczycie 75 proc. naszych placówek działało online…

A dzisiaj?

Dzisiaj to jest mniej. Ok 40 proc. Sądzę, że dojdziemy do poziomu, kiedy docelowo około 25-30 proc. usług będzie w systemie online. To jest bardzo duża zmiana. Wcześniej to było kilka procent i nam się wydawało, że to jest rewolucja, że jesteśmy dobrzy, nowocześni, robimy dużo, aż tu nagle w ciągu kilku dni przeszliśmy zupełną transformację. Musieliśmy rozwinąć systemy na bardzo dużą skalę, musieliśmy przygotować lekarzy. To nie jest tak, że każdy lekarz świetnie się czuje online. Inwestycje w infrastrukturę były pokaźne, ale determinacja, żeby nie zostawić pacjentów bez opieki była tak silna, że okazało się, że wszystko można. Raptem świat medyczny się urwał. Mamy koronawirusa, pacjenci – lęk – w domach – a my co? Trzeba było szybko nawiązać kontakt. I to się udało. Co zaskakujące, nam NPS czyli badanie satysfakcji pacjentów wzrósł o 20 pkt. nigdy tak wysokiego NPS nie mieliśmy. 

A może to jest odpowiedź na to, że w czasach „gdy świat medyczny się urwał” ktokolwiek tym pacjentem po prostu się zainteresował?

Trochę pewnie też, ale okazało się też, że 30-70 proc. problemów, w zależności od schorzenia, jesteśmy w stanie rozwiązać online. Ma Pani e-receptę, e-skierowanie, e-zwolnienie, e-prawie wszystko. Tak naprawdę usługę podstawową zamykamy dzisiaj online. Oczywiście, zachowaliśmy też placówki dyżurne, czyli pacjent miał też gdzie zrobić badania. Te, które były możliwe z uwagi na reżim epidemiologiczny. Ale to, co jest ciekawe z perspektywy zarządzania firmą, to my w ciągu 2 m-cy transformowaliśmy się 3 razy. Najpierw z prawie pełnej telemedycyny, potem okazało się, że oczywiście pewnych rzeczy nie rozwiążemy online, więc trzeba było pracować z kadrą medyczną, żeby się nie bali, żeby poza placówkami dyżurującymi, intensyfikować świadczenie usług. 

Czyli sfera zarządzania ludźmi.

To był moment, kiedy trzeba było dać ludziom maksymalne poczucie bezpieczeństwa, bo wiadomo, że w szpitalach i przychodniach ta transmisja jest największa. Nie ukrywam, że to wdrożenie też mi pokazało, że my jesteśmy w stanie zrobić praktycznie wszystko.

Zarządzić wyższymi kosztami w związku w reżimem też?

W pierwszych 3 miesiącach kosztowało nas to blisko 10 mln. To jest dużo i pewnie tak zostanie. Na jakiś czas.

Wracając do wniosków. Wyzwania dla CEO w czasach pandemii… zarządzanie ludźmi, zaskakujące inwestycje i…?

Zarządzanie ludźmi było wyzwaniem. O tym mało się mówi, o motywacji. 90 proc. centrali było online. Z jednej strony telemedycyna i biuro online, ale z drugiej, trzeba było zarządzić emocjami tych, którzy online nie mogli pracować. Ogromna inwestycja w bezpieczeństwo psychiczne i fizyczne ludzi.

A co się nie udało? Bo koronawirus.

Były trudne wybory. Szybko się zreflektowaliśmy, że nie możemy skończyć tylko na telemedycynie. Pacjent nie może mieć poczucia, że zostaje z długiem zdrowotnym, a jego problemy nie są rozwiązane. 

Dla Pani telemedycyna stała się lekarzem XXI wieku?

Nie jest lekarzem XXI wieku, ale jest uzupełnieniem dla lekarza w XXI wieku. Nie możemy rozmawiać o tym, że zastąpi lekarza w placówce. Ona jest pomocna. Lekarz jest dyspozycyjny, może pracować w dowolnym miejscu, może monitorować przy pomocy różnych narzędzi stan zdrowia pacjenta, a pacjentowi daje poczucie opieki. Szczególnie w czasie izolacji.

A czy w związku z tym telemedycyna daje systemowi ochrony zdrowia możliwość optymalizowania kosztów? Docelowo może obniżyć koszt usług?

I tak i nie. Kompleksowo patrząc, to nie. Może z czasem. Inwestycje początkowe, które musieliśmy wdrożyć były niezwykle kosztowne. Pewnie część usług będzie tańsza, ale z drugiej strony, musimy zamortyzować inwestycje w sprzęt i technologie. Nie odważyłabym się powiedzieć, że dzięki temu system ochrony zdrowia fundamentalnie zaoszczędzi, bo nigdy nie przejdzie Pani na 100 proc. online. Praca lekarza, czy on pracuje online, czy w przychodni, to tutaj też dużej różnicy nie ma, bo to jest jego czas. Na czym oszczędzimy? Na środkach ochrony osobistej, ale tracimy na efektywności. Z uwagi na reżim epidemiologiczny przyjmujemy dużo mniej pacjentów w ciągu godziny. Odpowiedni ruch musi być zachowany. W sumie, mamy więcej kosztów niż korzyści. Przychody zmalały wszędzie. Natomiast satysfakcja Pacjenta z telemedycyny wyraźnie wzrosła. 

Czy ma Pani świadomość nadchodzących ryzyk w obszarze tak popularnej dzisiaj telemedycyny i jakie kroki w związku z tym Państwo podejmują? Myślę o błędach medycznych, o zaufaniu, kodeksach dobrych praktyk telemedycznych, o pójściu krok dalej – pełnej automatyzacji usługi.

Jak my rozumiemy telemedycynę… my rozumiemy ją tak, że za usługę ciągle odpowiedzialny jest lekarz. Mogą być schematy, kiedy wejdziemy w obszar sztucznej inteligencji czy algorytmów, ale muszą być oparte o decyzje ludzkie. Nie dojdziemy szybko do obszaru zastępowania lekarza. Lekarz pełni funkcję stabilizacyjną w procesie porady telemedycznej. To jest konsultacja i proces leczenia, za który lekarz bierze pełną odpowiedzialność. My mamy wypracowane określone standardy. Mamy 6 tys. lekarzy, bez tego byłoby nam trudno.

Ma Pani poczucie, że państwo, tworząc swoją platformę telemedyczną, chce sektor prywatny trochę wyrugować z tego nowego obszaru?

Ja co do zasady mam zawsze ograniczone zaufanie, ale nie mam dużych obaw. Ministerstwo po prostu chce mieć nad tym nadzór, a akurat współpraca z wiceministrem Cieszyńskim w tym obszarze układa się dobrze. Dzielimy się z nim naszą wiedzą i know-how. Widzę to tak, że jego głównym interesem jest interes publiczny, ale z nami również rozmawia.

A co Pani myśli czytając słowa Ministra Zdrowia Łukasza Szumowskiego w wywiadzie dla Polityki Zdrowotnej, który mówi, że w czasach pandemii prywatny system ochrony zdrowotnej nie funkcjonował.

Nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. System prywatny nigdy nie został przez regulatora bezpośrednio włączony w walkę z COVID-19. Natomiast, nigdy nie chowaliśmy głowy w piasek. Gdzie ci pacjenci byliby leczeni, skoro szpitale publiczne mocno ograniczyły swoją działalność, a pacjenci mają choroby, od których z dnia na dzień się nie uwolnią. Tam, gdzie NFZ nam zabronił, wstrzymał świadczenia, to oczywiście tak, ale podam przykład. Nasza onkologia pracowała na poziomie 70-80 proc. bazy. Wygasiliśmy stomatologię i początkowo diagnostykę obrazową i usługi fee-for-service’owe. Działały wszystkie abonamenty. Prywatny sektor medyczny stanął w tym zakresie na wysokości zadania, zapewniając cały czas dostęp do świadczeń zdrowotnych, przy zachowaniu koniecznych w tej sytuacji najwyższych standardów bezpieczeństwa.  Wykonano ogromną pracę, aby transformować firmy w kierunku zapewnienia pełnej ciągłości działania i świadczenia usług.

To pytanie o kolejny wniosek z czasów epidemii. Dlaczego prywatny system nie może stać się częścią powszechnego w obszarze świadczenia usług medycznych w kryzysie.

Bo nie ma infrastruktury. Część podmiotów przyjmowała pacjentów COVID-owych, ale większość oparta jest o działalność ambulatoryjną. On jest ubogi w obszarze szpitalnictwa. I teraz możemy pytać dalej: dlaczego? Bo nie ma żadnych gwarancji w obszarze inwestycji. Ten sektor nie wie, czy może się rozwijać, bo albo dostanie kontrakt, albo nie dostanie. 

Chce Pani powiedzieć, że epidemia powinna wymusić zmianę w finansowaniu prywatnego systemu ochrony zdrowia ze środków publicznych? Pytam o wnioski długofalowe.

Najważniejszy jest pacjent. Finansowane ze środków publicznych podmioty prywatne dają pacjentom wybór. Jeśli pieniędzy w systemie brakuje, to trzeba myśleć o finansowaniu prywatnym, np. poprzez ubezpieczenia. Najwięcej będziemy wiedzieli za rok, dwa. Wtedy pojawią się wnioski, ale wtedy zabraknie pieniędzy. Większość idzie na walkę z COVID-19. To nie są jakieś inne nowe pieniądze, to są te same, które mogły być zainwestowane w rozwój nowoczesnej medycyny.

Na dzisiaj blisko miliard.

Będzie problem co z długiem zdrowotnym pacjentów, których choroby rozwijały się w tym czasie i nie byli przyjmowani. System sobie z tym nie poradzi. Będzie jeszcze bardziej niewydolny niż jest. To jest moment, w którym do całości świadczenia system prywatny powinien zostać włączony. I tutaj pytanie jak zdefiniować jego rolę. I teraz tak. Partnerstwo publiczno-prywatne nie działa, a przecież diagnostyka laboratoryjna pokazała, szczególnie w czasie koronawirusa, że to rozwiązanie bardzo się sprawdza i jest komplementarne. Przejęła ciężar de facto. Outsourcing i podwykonawstwo – po co inwestować środki publiczne dublując infrastrukturę, skoro można skorzystać z tego, co już istnieje. I na koniec to, o czym zawsze mówię, zróbmy komplementarne finansowanie do koszyka. 

Z Pani perspektywy ciekawy byłoby rozwiązanie, o którym mówił Minister Szumowski we wspomnianym wywiadzie dla Polityki Zdrowotnej, czyli medyczne PPK.

Pakiety ubezpieczeniowe pracodawców to jest ciekawe rozwiązanie, a mogą też być komplementarne i suplementarne

A tu znowu dzielimy na biednych i bogatych, którzy mogą sobie kupić lepszą opiekę.

Nie do końca, bo mówimy o komplementarności, czyli pewna baza usług jest zagwarantowana. Ba! Więcej środków wpływa do budżetu i wtedy system publiczny może więcej zaoferować, szczególnie tym, którzy będą mieli tylko publiczną opiekę. 

Chce Pani powiedzieć, że spadłyby stawki za usługi?

Im jest większa skala, tym mniej to kosztuje. Tylko trzeba mieć odwagę, żeby przedefiniować system.

A mają Państwo odwagę, żeby dyskutować o takiej zmianie z rządem Mateusza Morawieckiego? Rozmawia się z Państwem jak z partnerem?

Trudno te relacje traktować jako partnerskie.  Cały czas Ministerstwu Zdrowia i rządowi wydaje się, że zabezpieczy zdrowotnie na dobrym poziomie 38 mln Polaków tym 6 proc. PKB, które będzie dopiero w 2024 roku. A to jest niemożliwe. Dyskutujemy od wielu lat - potrzebne są już działania.

Ale z drugiej strony w jaki sposób miałoby to podnieść jakość usług? Już dzisiaj kogo stać, ten płaci, a i na dodatek czasem na wizytę u specjalisty czy w przychodni czeka dłużej, niż w publicznym systemie ochrony zdrowia.

Publiczny i prywatny system pochłaniają w sumie około 7 proc. PKB wydatków na zdrowie. Na sektor prywatny wydaje się dzisiaj ok. 35 proc. wszystkich wydatków na zdrowie. Przydałaby się też racjonalizacja wydatków prywatnych ale do tego właśnie potrzeba rozwiązań systemowych. Do tego, rozliczenia z placówkami powinny być w trybie motywacyjnym i monitorowania jakości oraz efektywności. Zgadzam się z Panią, że tutaj trzeba wprowadzić wiele dodatkowych mechanizmów.

Czy jest kraj, który postawiłaby Pani jako benchmark?

Przede wszystkim przestrzegam przed porównywaniem systemu Szwecji czy Czech, które mają populację kilkumilionową, z 38-milionowa Polska. Podam prosty przykład Hiszpanii, która świetnie rozwinęła prywatny system. Wszystkie szpitale prywatne brały udział w walce z COVID-19, bo zawczasu zbudowano infrastrukturę. I na tym przykładzie widać, że system suplementarny działa, jest bardzo duża sieć prywatnych szpitali. W Polsce  natomiast szpitale prywatne można na jednej ręce policzyć.

Załóżmy, że rząd siada dzisiaj z Państwem do stołu. Ile zajmie wypracowanie i wdrożenie takiego systemu medycznego PPP? To jest perspektywa dekady czy mniej?

Zaczynać trzeba już, bo nie ma wystarczających pieniędzy w systemie. Małymi krokami, wydzielając np. część świadczeń z koszyka gwarantowanego lub tworząc rozwiązania suplementarne, ale wzmacniane przez ulgi podatkowe dla kupujących. To zwiększy skalę i spowoduje, że ubezpieczenia dodatkowe będą dostępne masowo. Wtedy też będą tańsze. Ludzie mogliby się przestraszyć, bo jeszcze nie wiedzą, że w innej konstrukcji to działa i nadal będą leczeni. To jest sprzężona inwestycja. Nie ma w Polsce prywatnych szpitali w dużej skali, bo te nie wiedzą, czy dostaną finansowanie. A dlaczego w tych istniejących nie można powszechnie rozwinąć systemu ubezpieczeń? Bo tych szpitali jest za mało. Zatem, w żadnej konfiguracji system odciążenia publicznej ochrony zdrowia nie działa. Jest głównie opieka ambulatoryjna. Muszą więc być najpierw małe kroki, napływ środków, a następnie rozbudowa infrastruktury. Ubezpieczenie musi pokrywać szeroki zakres, ale najpierw trzeba je zacząć budować.

To jest chyba moment, w którym zarządzanie zdrowiem w skali państwa powinno się zmienić. Często mówi się o turystyce - 6 proc. PKB, ważna gałąź gospodarki – nawet ostatnio w kontekście bonu turystycznego, ale nie myśli się tak o zdrowiu. W jaki sposób powinno nastąpić przebudowanie priorytetów w myśleniu? Nie było chyba też specjalnej tarczy dla systemu opieki zdrowotnej, a w Niemczech na przykład jest, łącznie z utrzymaniem zatrudnienia.

Nie było. Oczywiście, zdrowie nigdy nie było fundamentem w rozwoju gospodarki. Nie patrzy się na zdrowie w ważny ekonomicznie sposób, czyli np. przez koszty pośrednie absencje pracowników, które mają bezpośredni wpływ na produktywność, profilaktykę, zdrowie publiczne. Zdrowe społeczeństwo to jednocześnie zdrowsza gospodarka. 

Dlaczego nie ma donośnego głosu, zinstytucjonalizowanych działań wdrażających to spojrzenie? Konkretnych propozycji.

My to podnosimy od wielu lat. Tylko nikt nie słucha organizacji pracodawców.

Jak zatem miałby wyglądać pakiet działań zmieniających sposób myślenia rządzących o zdrowiu jako części gospodarki?

Państwo musi postawić priorytety. Na agendzie muszą być inwestycje strategiczne. Zaczęliśmy już od, przez niektórych dyskutowanego, ale jednak zapewnienia 6 proc. PKB. Po drugie, zaczynamy oceniać świadczeniodawców pod kątem jakości czy efektywności usług. Wzmacniamy lecznictwo otwarte i idziemy jeszcze mocniej w informatyzację systemu zdrowia i profilaktykę. Włączamy system prywatny i ustalamy zakres jego odpowiedzialności, przy okazji wzmacniając go poprzez prywatne finansowanie w postaci rozwiązań ubezpieczeniowych. Dajemy mu czas na dostosowanie, ale jak sektor prywatny zobaczy długofalowe myślenie o projekcie zdrowie, to zacznie inwestować. Sektor prywatny nie może się zadłużać i musi widzieć perspektywę, która pozwoli mu się stabilnie utrzymać.

To jest plan na kilkanaście lat minimum. 

Ale jeśli rząd nie powie sobie tego dzisiaj, to te kilkanaście lat znowu się przesuwa.

Skoro przy rządzie jesteśmy. Znalazłam Pani wywiad z 2017 roku dla Polityki Zdrowotnej. Mówi w nim Pani tak: Liczymy, że Morawiecki będzie myślał o zdrowiu jak o gospodarce, mamy nadzieję na nieco inne podejście do świadczeniodawców również jako do przedsiębiorców i wsparcie nas w różnych działaniach w ochronie zdrowia. Spełnił te oczekiwania?

Myśleliśmy, że  skoro wywodzi się z sektora prywatnego, to jeszcze lepiej rozumie siłę przedsiębiorczości. W drugiej części kadencji premier Morawiecki bardzo mocno postawił na sektor publiczny. To nas trochę zaskoczyło. Generalnie, żaden rząd nie wykazał się myśleniem strategicznym, długofalowym i ponadpartyjnym w tym obszarze. Powiedziałabym wręcz, że był taki moment, w którym robiono bardzo wiele, żeby sektora prywatnego nie było w szpitalnictwie, w POZ był akceptowalny, ale ani kroku dalej.

Jest kampania wyborcza, pada mnóstwo obietnic. Ma Pani jakieś konkretne oczekiwanie?

Tak długo, jak długo zdrowie nie będzie ponad kadencyjne i nie będzie tylko populistycznym hasłem, to nic się nie zmieni. Życie zmusi polityków do zmiany. Im bardziej zdrowie będzie zaniedbane, a będzie, tym trudniej będzie wygrywać wybory obietnicami. To dotyka każdego z nas, a może być gorzej niż jest teraz. Była koniunktura gospodarcza, składek w budżecie NFZ było więcej i można było dorzucić a to na diagnostykę, a to na zaćmę. I świetnie. Ale to powoduje, że na jedne rzeczy pieniądze się znajdują, a na inne nie i są obszary, które pozostają długo zaniedbane, jak np. psychiatria. Dlatego kluczem jest spojrzenie na zdrowie całościowo, a nie poprzez doraźne działania i zapychanie dziur. Koronawirus może ten obraz wyostrzyć. Będzie gorzej.

Czy powinno się zatem podnieść składkę zdrowotną?

Jeśli już, to nie może być działanie samodzielne, ale wsparte wieloma, o których mówiłam wcześniej. W tym w szczególności w połączeniu z oceną jakości i efektywności. Profilaktyka leży. Wydajemy raptem ok. 4 proc., razem z samorządami, na profilaktykę. I teraz, jeśli wdroży się zdrowotną politykę ponad kadencyjną, określi ścisłą strategię, to w 10 lat jest Pani w stanie te procesy wyprostować. A tu co rząd, to nowy pomysł. I brak odwagi zmian.

Wspominała Pani o tym, że w systemie zdrowia może być tylko gorzej. Ten rok pewnie nie pokaże nam efektu koronawirusa tak bardzo, jak przyszły. Padają szacunki ubytku w NFZ rzędu 20 mld zł w 2021 roku. Państwa świadczenia też są finansowane z publicznych środków w części. Jakie ograniczenia zakłada Pani w systemie prywatnym?

My mamy działalność „nfz-ową” w takich obszarach jak onkologia, a to jest dziedzina wymagająca inwestycji i musi być traktowana poważnie. Nowotwory to dziś drugi zabójca. Mamy też POZ i diagnostykę, więc ja nie zakładam newralgicznych spadków - działamy w obszarach, które są bardzo potrzebne Pacjentom.

Zapewne zakłada Pani straty w części abonamentowej w związku ze spadkiem zatrudnienia w wyniku lockdown’u. Bezrobocie będzie jesienią rosło. Jak to się odbije na Państwa przychodach?

Już się odbiło. Fee-for-service, stomatologia, diagnostyka. To wszystko, za co pacjent płaci z własnej kieszeni. Jeśli chodzi o pracodawców, to widzimy niewielkie spadki. Pracodawca widzi benefit zdrowotny jako część, z której nie chce zrezygnować. To, czego się boimy, to zwolnień. My tego jeszcze nie czujemy, bo zaoferowaliśmy naszym pacjentom, którzy tracą dziś pracę, darmową pomoc w postaci abonamentów do końca wakacji. My ich w portfelu klientów jeszcze mamy. Poczujemy to zaraz na składce, ale nie na liczbie ludzi pod opieką. Gdyby Pani mnie zapytała, czego dzisiaj się boimy, to mniejszego zatrudnienia i to będzie miało wpływ na nasz portfel, ale nie to, że pracodawca będzie rezygnował z pakietów. Rezygnują pracodawcy w sytuacji dramatycznej. Benefit zdrowotny nie jest tym, który jako pierwszy jest obcinany. Zdrowy pracownik to zdrowe przedsiębiorstwo.

Jaki to będzie spadek?

Nie szacujemy go na więcej niż 10 proc. w przyszłym roku. W tym roku to będzie procent.

Pani Prezes, zaczęłyśmy rozmowę od wniosków dla systemu ochrony zdrowia po pandemii, także w obszarze zarządzania. Wrócę do tego na chwilę. Jak zarządzili Państwo łańcuchem dostaw, w tym środków ochrony osobistej, w opiece prywatnej? Czy także były to zakupy „nawet od diabła”, jak w systemie publicznym?

Trochę odczuliśmy zerwanie tego łańcucha, ale mamy bardzo stabilnych dostawców.

Spodziewałam się, że tak Pani odpowie. To gdzie jest różnica, w porównaniu z systemem publicznym, poza oczywiście skalą, której nie można pominąć. Dlaczego system publicznym dokonywał zakupów w szaleństwie, nie zawsze w sposób transparentny, a w rozmowie z Panią takich emocji nie widzę.

Na maseczki oczywiście wszyscy się rzucili, na środki dezynfekcyjne podobnie, a ceny poszybowały. Tutaj były problemy, ale przedsiębiorca prywatny działa inaczej. My mamy długofalowe relacje i kontakty również poza Polską. Ale powiem Pani jedną kluczową rzecz. Mieliśmy posiedzenia wewnętrznych komitetów kryzysowych na długo przed pojawieniem się pierwszych zachorowań w kraju. Pierwsze spotkania odbywały się na początku stycznia, a później już wszystko układaliśmy. W sztabie byli dyrektorzy departamentów, w tym zakupów. Przygotowaliśmy się dużo wcześniej i wszystkie procedury zadziałały.

Na koniec naszej rozmowy, poproszę Panią o nakreślenie tego, gdzie będzie prywatny system ochrony zdrowia za 5 lat.

Uważam, że czas koronawirusa zmienił wiele. Teraz ma szansę zaistnieć to, na co czekam od 20 lat,. Za 5 lat w Polsce będziemy mieć prywatne ubezpieczenia zdrowotne. Jeśli ktoś nie rozumie tej potrzeby, to robi krzywdę Polakom. Najmniejszy jest w tym interes sektora prywatnego, najważniejszy jest pacjenta.

Każdy tak mówi…

Ale każdy pacjent chciałby mieć wybór. I nie być skazany tylko na sektor publiczny. Nie stać nas już dzisiaj na inne rozwiązanie.

To jest wybór tylko powyżej klasy średniej. Co najmniej. Reszty nie będzie stać na lepsze procedury, czy komfortowe warunki chorowania.

Będzie, jeśli dopłaci do tego pracodawca i będzie miał z tego tytułu ulgi podatkowe. I wtedy będziemy mieć efekt skali, co będzie miało bezpośredni wpływ na wysokość składki i szerszą dostępność produktu.  Premiowanie zamożnych jest tylko wtedy, kiedy oferta trafia do nielicznych, a my mówimy o budowaniu nowej jakości dla wszystkich. Jeśli udało się to wszystko zrobić w Hiszpanii, kraju niezbyt zamożnym i nie polaryzuje to społeczeństwa, to w Polsce też da się to zrobić. 

Porozmawiamy o tym za 5 lat. Dziękuję Pani za spotkanie.

Dziękuje bardzo.

Rozmawiała Karolina Hytrek-Prosiecka

Rozmowa odbyła się 19 czerwca 2020 r. 

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz