Były Prezes NFZ o założeniach do projektu budżetu na 2021 r.

30 Lipca 2020, 12:26

Na obecnie pisane założenia do ustawy budżetowej trzeba patrzeć z dużym dystansem - uważa specjalista zdrowia publicznego, dr n. med., były prezes Narodowego Funduszu Zdrowia Tadeusz Jędrzejczyk. Według niego, reguła dotycząca ustawy o 6 proc. PKB na zdrowie, czyli opieranie się przy wyliczaniu tych nakładów na PKB sprzed dwóch lat, może okazać się "pułapką dla rządu". 

We wtorek (28 lipca) rząd przyjął założenia do projektu budżetu na kolejny rok Jaki będzie budżet państwa na 2021 rok? 

Jak powiedział Polityce Zdrowotnej Tadeusz Jędrzejczyk:

Na obecnie pisane założenia do ustawy budżetowej trzeba patrzeć z dużym dystansem. Nawet jeśli lepiej będziemy sobie radzili pod względem klinicznym z leczeniem pacjentów z COVID-19 to nie ulega wątpliwości, że epidemia potrwa tylko do końca bieżącego roku i odciśnie dość trwałe piętno na gospodarce. Ten wpływ jest zarówno bezpośredni jak i pośredni.

Jest jednak praktycznie pewne, że przychody ze składek ubezpieczenia zdrowotnego zebrane w 2021 mogą nie zapewnić wzrostu przychodów powyżej inflacji, przy czarnym scenariuszu (i malejącej inflacji) - może to być nawet spadek nominalny. Dla utrzymania poziomu finansowania niezbędne byłoby zatem dodatkowe finansowanie ochrony zdrowia z innych źródeł, czyli w praktyce z budżetu państwa.

Teoretycznie obowiązująca ustawa "6 proc." oznacza konieczność dodatkowych nakładów, zwłaszcza, że wskazanym rokiem bazowym był 2019. Oczywiście PKB w 2020 i 2021 będzie niższy niż w 2019. Reguła, której wprowadzenie protestujące środowiska medyczne uznały za nieuczciwą zagrywkę, okazała się pułapką dla rządu. Formalnie z pułapki łatwo będzie można będzie się wydostać przez zmianę regulacji w ustawie budżetowej, co jednak może okazać się czynnikiem zapalnym do nowej fali protestów.
 
Oczywiście najlepsze dla systemu ochrony zdrowia w krótkim terminie byłoby przynajmniej utrzymanie nominalnych nakładów (przez zapewnienie dotacji do NFZ z budżetu państwa na poziomie kilkunastu miliardów złotych) i jednocześnie poluzowanie zmian w kierunku dalszej etatyzacji i centralnego wyznaczania podwyżek. Byłby to zresztą dobry moment na zmianę systemu - na przykład w kierunku porozumień z poszczególnymi grupami zawodowymi.
 
Niestety bardziej prawdopodobną decyzją będzie przerzucenie większości kosztów spowolnienia i ubytków środków przeznaczonych na leczenie na podmioty lecznicze, pracowników i organy założycielskie, to jest przede wszystkim samorządy. W szczególności wysiłek może zostać skierowany na reorganizację szpitali powiatowych, które zostałyby postawione przed dylematem: pozostać na kroplówce samorządów, zwiększać swoje zobowiązania czy też reorganizować się - przy rezygnacji z części działalności. 
 
Teoretycznym ratunkiem dla systemu mogłoby być wprowadzenie kontraktów wiązanych, których celem byłoby utrzymanie dostępności i jakości świadczeń, kosztem "produktywności" części świadczeń o wątpliwej jakości i efektywności. To dość trudne zadanie, jednak już wprowadzane przez część ubezpieczycieli w USA, gdzie mimo oszczędności w wydatkach, udawało się utrzymać ich dostępność a nawet podnieść jakość.
Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz