Wiceprezes NFZ: dostęp do świadczeń wraca do stanu sprzed pandemii

09 Września 2020, 15:06

Dostępność do świadczeń w czerwcu i lipcu pokazuje, że wraca ona do stanu sprzed pandemii - zapewniał w środę wiceprezes NFZ Bernard Waśko podczas posiedzenia senackiej komisji zdrowia.

Tematem posiedzenia komisji było przestrzeganie prawa pacjentów do świadczeń podczas epidemii.

Jak podkreślał B. Waśko, przyczyny ograniczenia w dostępie do świadczeń związane z epidemią były m.in. administracyjne, np. wyłączona na pewien czas realizację rehabilitacji i programów profilaktycznych. - Najpóźniej ograniczenia zostały zdjęte z lecznictwa uzdrowiskowego, które po 15 czerwca mogło wrócić do normalnej działalności - przypomniał. Dodał, że wyłączone z realizacji świadczeń sprzed pandemii były też 22 szpitale przekształcone w placówki jednoimienne.

- Kolejna przyczyna to ograniczenia po stronie placówek - mówił B. Waśko i wskazał, że niektóre placówki zawieszały swoją działalność. - Najwięcej takich zgłoszeń w kwietniu było w zakresie poradni specjalistycznych i leczenia stomatologicznego - poinformował. Jak dodał, niektóre placówki częściowo ograniczały działalność lub zmieniały formę udzielania świadczeń przechodząc na teleporady. Wskazywał, że problemy wynikały też z przejściowych problemów kadrowych, gdy np. pracownicy byli poddawani kwarantannie lub byli na zwolnieniach lekarskich.

Trzecia przyczyna - wskazana przez wiceprezesa NFZ - "to lęk samych pacjentów związany z bezpieczeństwem udzielania świadczeń". Dodał, że głównie dotyczyło to planowych zabiegów, gdzie pacjenci sami odraczali takie wizyty.

Poziom wykonania wraca do normy

B. Waśko przedstawił też dane dot. poziomu wykonania świadczeń od kwietnia do końca lipca. Jak mówił, największy zakres umów to umowy dotyczące sieci szpitali. W kwietniu wykonanie wynosiło ok. 45 proc. , w maju 63 proc., w czerwcu - 78 proc., a w lipcu już 85 proc. - Średnio w skali kraju za okres 7 miesięcy wykonanie umów wynosi 80 proc. - podał.

W zakresie chemio- i radioterapii - jak mówił wiceprezes NFZ – nie było tak dużego spadku w kwietniu, a dane z czerwca i lipca pokazują, że leczenie onkologiczne odbywa się już normalnie. - Jeszcze lepszą sytuację mamy w programach lekowych. W czerwcu było to 100 proc., a w najgorszym okresie, czyli marcu – ponad 70 proc.

Jak zaznaczył B. Waśko najbardziej wrażliwe było planowe leczenie i podał przykład zabiegów wymiany stawu biodrowego i usunięcia zaćmy. - W kwietniu to tylko 18 proc. realizacji umów, w maju 50 proc., a w czerwcu 93 proc. i w lipcu - 97 proc., więc - jak mówił wiceprezes NFZ - dostępność za ostatnie dwa miesiące jest zbliżona do stanu sprzed pandemii.

Jeżeli chodzi o rehabilitację ambulatoryjną, to była ona zamknięta przez 2 miesiące. - Obecnie placówki realizują 110-120 proc. kontraktów,, więc bardzo szybko odrabiają zaległości - mówił B. Waśko. Z kolei rehabilitacja stacjonarna w czerwcu osiągnęła 80 proc. i w lipcu – 90 proc. wykonań.

B. Waśko podał też przykład leczenia stomatologicznego, które podlegało różnym ograniczeniom, a placówki zawieszały działalność. Jednak za czerwiec i lipiec poziom wykonań to 85 i 97 proc.,więc również ten sektor - jak przekonywał - został przywrócony do stanu sprzed pandemii.

Wydłużenie okresu rozliczeniowego - dla kogo?

Jak wskazał B. Waśko placówki mogą mieć problem z odrobieniem zaległości w  trzech rodzajach świadczeń do końca tego roku. W zakresie ryczałtu PSZ,, rehabilitacji stacjonarnej oraz w  leczeniu stomatologicznym rozważane jest wydłużenie okresu rozliczeniowego, aby świadczeniodawcy mogli nadrobić zaległości - poinformował. - Nie przewidujemy  jakiejś formy abolicji i możliwości zapłaty za niewykonane świadczenia, ponieważ NFZ stoi na stanowisku, że byłoby to działanie na szkodę ubezpieczonych - podkreślił.

Przypomniał też, że przepisy dotyczące zaliczkowego opłacania 1/12 umowy ustały 4 września br. o czym Fundusz przypominał świadczeniodawcom.

Kontrola w POZ

B. Waśko poinformował, że od dwóch tygodni trwa kontrola NFZ w zakresie badania dostępności do praktyk lekarzy POZ. Wyjaśnił, że badana jest możliwość dodzwonienia się i uzyskania rejestracji na wizytę, ale też badane jest czy można umówić się nie tylko na teleporadę, ale też na badanie bezpośrednie. Dodał, że kontrola jest w toku, więc jeszcze nie można przedstawić wniosków.

Przypomniał też, że od 26 sierpnia br. obowiązuje zarządzenie o obowiązkowej sprawozdawczości placówek POZ od 1 września br., co do realizacji teleporad, wizyt osobistych, aby poznać skalę udzielania porad w tych formach.

Problemy od strony pacjentów

Dorota Korycińska, prezes Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej podkreślała, że nie zgadza się "na obciążanie pacjentów za tę fatalną sytuację która jest". Zwracała uwagę na ogromy chaos informacyjny, który nastąpił podczas epidemii i brak jasnej informacji, np. co mają zrobić pacjenci, których przychodnie ograniczyły lub zamknęły działalność.

Także Agata Polińska z Fundacji Alivia zaznaczyła, że brakuje informacji dla pacjentów dot. koordynacji leczenia, a pacjenci, którym odwołano wizytę lub zabieg, zostali pozostawieni sami sobie. Zwróciła też uwagę na to, że mimo iż kart DILO jest wystawianych mniej o 18 proc., to jednocześnie wydłużyły się terminy oczekiwania dla pacjentów z kartą DILO do tomografii komputerowej o 2 dni, a do rezonansu o 5 dni. Jak mówiła, wydłużył się także czas oczekiwania na wyniki tych badań. Sygnały o wydłużeniu czasu oczekiwania na wynik badań obrazowych potwierdził B. Waśko.

Z kolei Agnieszka Wołczenko ze stowarzyszenia EkoSerce podkreślała, że "pacjent kardiologiczny nie ma czasu na czekanie", a stowarzyszenie miało bardzo dużo informacji o tym, że pacjenci z objawami zawału czekają od kilkunastu do kilkudziesięciu godzin na wynik testu na koronawirusa na SOR-ach. - Do dziś takie sytuacje są, a nie powinny mieć miejsca - wskazywała. Zwracała też uwagę na problemy z dostępem do diagnostyki, np. EKG, ponieważ ze względu na koronawirusa niektóre placówki ograniczyły swoją działalność.

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz