Epidemia raka

29 Września 2020, 8:42 rak nowotwór chemioterapia onkologia pacjent

Dziś zachorowało 500 osób, niestety z przykrością informujemy, że 270 zmarło. Brzmi znajomo? Tylko dlaczego liczba zmarłych jest tak wysoka? Powinna być dziesięciokrotnie niższa. Odpowiedź jest prosta. To nie są dane dotyczące COVID-19 to dane dotyczące nowotworów.

Uśrednione na podstawie informacji o zachorowaniach rocznych zebranych w Krajowym Rejestrze Nowotworów. Dane za rok 2017, bo niestety w przeciwieństwie do informacji o koronawirusie – jeśli chodzi o zachorowania na nowotwory – nowszych informacji brak.

Tymczasem lekarze i organizacje pacjenckie biją na alarm. W dobie epidemii koronawirusa zapomnieliśmy o innej – groźniejszej z punktu widzenia zdrowia i życia pacjentów – epidemii XXI wieku – epidemii raka. Sytuacja jest poważna, żeby nie powiedzieć dramatyczna. Lekarze ze zmartwieniem patrzą w przyszłość, bo wiedzą, że skoro od wiosny pacjentów jest mniej – to nie może być inaczej – lada moment będzie ich więcej. Co gorsza – prawdopodobnie w bardziej zaawansowanym stadium choroby, gdy leczenie jest bardziej agresywne, a rokowania gorsze.

Profilaktyczny lockdown


W czasie wiosennego lockdownu praktycznie została wstrzymana profilaktyka. Bardzo ucierpiała też diagnostyka. Dobitnie pokazuje to raport „Onkologia w dobie COVID 19” przygotowany przez Fundację Onkologia 2025 do którego jako pierwsza dotarła Polityka Zdrowotna.

Pokazuje on, że w kwietniu i w maju w badanych województwach (śląskie, mazowieckie, warmińsko-mazurskie) liczba wykonywanych mammografii spadła o ponad 90 procent, cytologii od 85 do 95 procent. Największy procentowy spadek liczby mammografii odnotowano w województwie warmińsko-mazurskim, gdzie w maju 2020 roku odnotowano ich tylko 14, podczas gdy rok wcześniej było ich 2585!

Województwo warmińsko-mazurskie

 Źródło: „Onkologia w czasach COVID”, Fundacja Onkologia 2025, wrzesień 2020

Województwo śląskie  

Źródło: „Onkologia w czasach COVID”, Fundacja Onkologia 2025, wrzesień 2020

Województwo mazowieckie

 

 Źródło: „Onkologia w czasach COVID”, Fundacja Onkologia 2025, wrzesień 2020

„Badania profilaktyczne mają duże znaczenie w onkologii. Ratują życie tysiącom ludzi. W Polsce niestety zgłasza się na nie mniej ludzi niż w innych krajach. Epidemia dodatkowo spowodowała, ze wiele badań profilaktycznych zostało wstrzymanych na kilka miesięcy. To będzie miało swoje skutki”- prognozuje prof. dr hab. n. med. Jacek Jassem, kierownik Katedry i Kliniki Onkologii i Radioterapii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, prezes Zarządu Polskiej Ligi Walki z Rakiem.

Dwumiesięczny zastój w profilaktyce to nie jedyny kłopot. W czasie epidemii koronawirusa drastycznie spadła też liczba wydawanych kart Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego (DiLO), choć jeszcze w styczniu i w lutym wydawano ich więcej niż w tym samym okresie poprzedniego roku.

Raport fundacji Onkologia 2025 obejmujący trzy województwa pokazuje spadek o jedną trzecią w kwietniu i w maju. Dane z całego kraju są jeszcze bardziej pesymistyczne – w kwietniu liczba wydanych kart DiLO w całej Polsce była o prawie 40 procent niższa niż w tym samym okresie poprzedniego roku!

Liczba wydanych kart DiLO

styczeń

luty

marzec

kwiecień

maj

czerwiec

lipiec

sierpień

2019

21674

20327

22404

21868

22499

19283

23454

19549

2020

23520

23538

20633

13494

15829

18922

21565

19515

          2019 vs 2020

108%

115%

92%

61%

70%

98%

91%

99%

 Dane NFZ – liczba wystawianych kart DiLO w Polsce ogółem

Luka na etapie diagnostyki powoduje reakcję łańcuchową, którą dokładnie widać w danych. Na pierwsze wizyty do chirurgów trafiało w kwietniu i w maju o połowę mniej pacjentów niż w tym samym okresie poprzedniego roku. Niewiele lepiej było z pierwszymi wizytami u onkologów klinicznych czy radioterapeutów. To oznacza, że prawie połowa pacjentów trafiła lub trafi na pierwsze wizyty później niż powinna. W tym kontekście jeszcze boleśniej brzmi w uszach stwierdzenie, że w onkologii liczy się czas.

 

. Źródło: „Onkologia w czasach COVID”, Fundacja Onkologia 2025, wrzesień 2020

 Rak nie poczeka

Liczby potwierdzają to, co mówią lekarze – wskazując na bombę z opóźnionym zapłonem. Problem nie zniknie, Polacy nie są nagle cudownie zdrowsi. Ci, którzy zachorowali na raka, a nie zostali zdiagnozowani na czas w końcu trafią na onkologię. Tylko, że wtedy może być już dla nich za późno.

 „W Polsce pacjenci i tak zgłaszali się później do lekarza niż w innych krajach. Pamiętajmy, że nawet bardzo groźną chorobę na wczesnym etapie można skutecznie wyleczyć – dotyczy to między innymi raka piersi, raka szyjki macicy, raka płuca, raka skóry, nowotworów jelita grubego, czy nowotworów głowy i szyi – takich jak na przykład rak krtani. Problem COVID 19 jest realny, ale opóźnienie leczenia onkologicznego to realne zagrożenie dla życia i zdrowia. Im późniejsza diagnoza tym leczenie bardziej agresywne, a rokowania gorsze. Powiedzmy to wprost - przez opóźnienie pacjent może stracić szansę na całkowite wyleczenie.” – podkreśla dr Jacek Ciupis, Specjalista Radioterapeuta Onkolog z Radomskiego Centrum Onkologii i mówi o realnych przypadkach, z którymi ma do czynienia w swojej codziennej pracy „Pacjentki same zauważają i zgłaszają objawy wskazujące na postęp choroby. Mówią, że w marcu guzek był wyczuwalny, ale znacznie mniejszy niż teraz.”

Bardziej zaawansowany nowotwór to nie tylko dramat pacjenta i jego lekarza – bo leczenie jest dłuższe, trudniejsze, bardziej intensywne i daje gorsze rezultaty, to też większy koszt dla systemu. Sama terapia jest znacznie droższa, a koszty społeczne niewspółmiernie wysokie.

„Ludzie boją się raka i to jest zupełnie oczywiste. Część ludzi chowa głowę w piasek. Widzą jakieś objawy, ale nie idą do lekarza, bo lepiej nie wiedzieć. To fatalna postawa. Teraz dodatkowo mamy epidemię, która też paraliżuje ludzi strachem. Wyobraźmy sobie sytuację chorego, który ma objawy, a boi się wyjść z domu. Temu choremu trzeba powiedzieć: nie bój się, hasło ‘zostań w domu’ ciebie nie dotyczy, bo ty powinieneś iść do lekarza. Choroba, która może się u ciebie rozwijać może być bardziej niebezpieczna niż zakażenie koronawirusem” – mówi prof. Jacek Jassem

„Chciałbym tu bardzo wyraźnie zwrócić uwagę na dwie liczby – ostatnie statystyki pokazują, że z powodu koronawirusa w naszym kraju umiera dwadzieścia kilka osób w ciągu doby.  Z powodu nowotworów w Polsce umiera średnio 270 osób dziennie. To dziesięć razy więcej. Nie umniejszam znaczenia epidemii koronawirusa, ale liczby mówią same za siebie” – podkreśla dr Tomasz Lewandowski, ordynator  Oddziału Onkologii Klinicznej Radomskiego Centrum Onkologii

Jest lepiej, ale wciąż nie jest dobrze

Lekarze wskazują na to, że w tej chwili system powoli się odtyka. Szpitale onkologiczne nauczyły się bezpiecznie funkcjonować w dobie epidemii, działają sprawniej, pacjentom łatwiej się dostać na wizytę niż w kwietniu, czy w maju.

Ale do wątpliwego ideału sprzed koronawirusa jeszcze daleko. Gdy przyjrzymy się danym dotyczącym wydanych kart DiLO widać, że wbrew temu, co mówi rzecznik Ministerstwa Zdrowia nie udało się jeszcze wrócić do poziomów z ubiegłego roku.  Najbliżej byliśmy w sierpniu, gdy liczba wydanych kart DiLO była zbliżona (choć nie większa) do ubiegłorocznej.

Rzeczywiście w kwietniu i w maju mieliśmy duży spadek wydanych kart DiLO, jednak w następnych miesiącach ta liczba znacznie wzrosła a kart było wydawanych nawet trochę więcej niż w roku ubiegłym” – przekonuje Wojciech Andrusiewicz. „Mówimy o mniejszej liczbie wydanych kart, ale nie na poziomie 20 proc., tylko na poziomie 8 proc.” - informował Andrusiewicz zapewniając przy tym, że resort opiera się na "twardych danych przesłanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia".

Niestety – twarde dane przesłane przez NFZ pokazują, że nie jest tak różowo. Chyba, że ktoś patrzy na nie przez różowe okulary i bierze pod uwagę wyniki od początku roku, także te sprzed epidemii koronawirusa, gdy w styczniu i w lutym widoczny był wyraźny wzrost liczby wydawanych kart DiLO. Jeśli porównamy liczby dotyczące miesięcy „covidowych”(od marca do sierpnia)  – ciągle widać kilkunastoprocentowy spadek. Patrząc na liczby bezwzględne - w czasie epidemii wystawiono o prawie 20 tysięcy mniej kart DiLO niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Co z tą luką?

To pytanie pozostaje otwarte. Liczba wystawianych kart DiLo pokazuje, że nie zaczęliśmy jeszcze tej luki nadrabiać. A to może nie być pełen obraz.

„Nasz raport pokazuje, że na początku epidemii liczba świadczeń w onkologii drastycznie spadła. W normalnej sytuacji liczba świadczeń by rosła, bo coraz więcej osób choruje na nowotwory. Powstaje pytanie, co się stanie z tą luką, w jaki sposób nadrobić ten spadek, bo problem nie zniknie” – mówi jedna z autorek raportu „Onkologia w czasach Covid 19” Anna Andrzejczak z Fundacji Onkologia 2025

Pytanie też jak tę lukę nadrobić w czasie, gdy lekarze POZ zostali dodatkowo obciążeni masowymi szczepieniami przeciwko grypie i diagnozowaniem COVID 19, część przychodni proponuje głównie teleporady, a część jest dla pacjentów po prostu niedostępna.

 „Dziś system się odblokowuje, ale pozostaje strefa cienia. Trudniej się dostać do lekarza rodzinnego, dostać skierowanie na niezbędne badania obrazowe, to opóźnia diagnozę” – mówi dr Jacek Ciupis.

„Wiele placówek służby zdrowia pracuje w tej chwili na pół gwizdka. A nie wszystko da się załatwić przez telefon. Chorzy wymagają opieki i uwagi, epidemia nie może być wymówką” – dodaje prof. Jacek Jassem.

W tej sytuacji pozostaje hasło – pacjencie nikt tak o ciebie nie zadba jak ty sam - i zachęta nie tylko do tego, by wyzbyć się strachu i pójść na badania, ale też, by o nie zawalczyć. Może część osób przekona argument, że przynajmniej na razie skróciły się kolejki – zwłaszcza jeśli chodzi o diagnostykę obrazową.

Epidemia koronawirusa trwa pół roku. W tym czasie z powodu COVID 19 zmarło w Polsce prawie 2,5 tysiąca osób. Z powodu nowotworów rocznie w Polsce umiera prawie 100 tysięcy ludzi.

Niebawem minister zdrowia Adam Niedzielski ma przedstawić plan odbudowy zdrowia Polaków.

Agnieszka Witkowicz-Matolicz

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz