A. Matyja o ust. covidowej: zamiast tarczy, wymierzona w medyków broń

23 Października 2020, 14:36 Andrzej Matyja NRL

- Lekarze i inne zawody medyczne zamiast tarczy otrzymały broń wymierzoną prosto w nich - ocenia prezes Naczelnej Rady Lekarskiej prof. Andrzej Matyja, wskazując na specustawę covidową, która w czwartek przyjął Sejm. W poniedziałek ustawa ma trafić pod obrady Senatu.

Chodzi o ustawę o zmianie niektórych ustaw w związku z przeciwdziałaniem sytuacjom kryzysowym związanym z wystąpieniem COVID­19, która ma zabezpieczyć pracę medyków w dobie pandemii. Przygotowało ją ministerstwo zdrowia w porozumieniu z klubem PiS i została zgłoszona jako projekt poselski, aby przyspieszyć ścieżkę legislacyjną.

Według A. Matyi, ustawa została przedstawiona Sejmowi przez grupę 34 posłów, wśród których reprezentacja lekarzy praktycznie nie istniała. - Czy to przypadek, że ustawa nie była konsultowana z żadnym partnerem społecznym ze środowiska medycznego, także z Naczelną Radą Lekarską? Gdyby ustawa była taka dobra, to czy jej zapisy byłyby ukrywane do samego końca przed światem medycznym? - pyta prof. Andrzej Matyja w komentarzu zamieszczonym na stronie NRL. Prezes Rady przyznał, że w trakcie obrad sejmowej Komisji Zdrowia głos zabrał dopiero po stanowczej interwencji. Ponadto - jak wskazuje, przewodniczący pozwolił jedynie na kilkuminutową wypowiedź w trakcie, której praktycznie nie miał szans w pełni przedstawić wszystkich racji środowiska medyków.

Brakowało merytorycznej dyskusji, ludzkiego podejścia

- Poza mną do głosu nie był dopuszczony żaden inny przedstawiciel środowiska medycznego. Tymczasem dla garstki posłów obecnych na sali (ci uczestniczący zdalnie ze względów technicznych praktycznie nie uczestniczyli w dyskusji) i wiceministra zdrowia Sławomira Gadomskiego zarezerwowano blisko 10 godzin. Brakowało poważnej merytorycznej wymiany zdań, ludzkiego podejścia, głębszej refleksji i analizy obecnej sytuacji. Była butna polityka i brak szacunku do pracy medyków- uważa A. Matyja.Przedstawiciele NRL przekazali posłom propozycje poprawek, jednak jedynie nieliczne zostały uwzględnione w procedowanym projekcie. - Proponowaliśmy, aby 200 proc. wynagrodzenia mieli zagwarantowane wszyscy lekarze walczący z COVID-19, nieważne czy oddelegowani do pracy czy nie, nieważne czy pracujący w szpitalu wojewódzkim, powiatowym czy innym podmiocie. Poprawka została odrzucona, a obecny zapis obejmuje znikomą część środowiska, co może doprowadzić do wewnętrznych konfliktów - podkreśla prezes NRL.

Lekarze z zagranicy
Ponadto zwraca uwagę, że po uchwaleniu ustawy w aktualnym brzmieniu, na wyłączną odpowiedzialność Ministra Zdrowia, zostaną w uproszczonym trybie dopuszczeni do wykonywania w Polsce zawodu osoby posiadające dyplom lekarza zdobyty poza granicami Unii Europejskiej.- Mało tego, według przyjętych zapisów, znajomość języka polskiego będzie stwierdzana jedynie poprzez złożone oświadczenie. Pewnie jak ja, zachodzicie w głowę jaką gwarancję daje to oświadczenie, że przybyły lekarz będzie w stanie skomunikować się z pacjentem czy kolegą/koleżanką „po fachu”? Ciekaw jestem czy Minister Zdrowia zdaje sobie sprawę, jaki ciężar bierze na swoje barki? To przecież odpowiedzialność za bezpieczne wykonywanie zawodu przez lekarzy, którzy nie ukończyli 5-letnich studiów i, na dodatek, niemówiący po polsku! - zaznacza A. Matyja. Jak podkreśla, polscy lekarze nie obawiają się konkurencji zza zagranicy, ale ich troskę budzi kwestią bezpieczeństwa pacjentów.
Listy lekarzy do oddelegowania
- Ustawa przewiduje, że izby lekarskie powinny wydawać wojewodom listy lekarzy, których można skierować decyzją do pracy przy zwalczaniu COVID-19. Nie powiedziano tylko skąd izby lekarskie mają wiedzieć, czy lekarz nie podlega wyłączeniu od tego nakazu tj. czy nie jest w ciąży (w przypadku kobiet), czy nie cierpi na chorobę przewlekłą, czy nie sprawuje samodzielnie opieki nad dzieckiem do lat 14. I tu się zatrzymam, ponieważ poseł Piecha, którego wszystkie poprawki zostały zaakceptowane, chciał posunąć się jeszcze dalej i obniżyć samodzielną opiekę nad dzieckiem do 8 lat. Na szczęście Komisja zrobiła wyjątek od reguły i była to jedyna uwaga posła, której nie wprowadzono. Obawiam się jednak, że poseł Piecha nie spocznie i będzie dalej próbował wprowadzić tę poprawkę w dalszych etapach legislacyjnych - alarmuje A. Matyja. Wyjaśnia, że żadna izba lekarska nie ma prawa gromadzić takich danych o swoich członkach.Do projektu nie zostały również przyjęte postulowane przez samorząd m.in. objęcie ochroną ubezpieczeniową na koszt państwa wszystkich medyków walczących z COVID-19, a także rozwiązania dotyczące klauzuli dobrego samarytanina. - Bez uwzględnienia naszych poprawek klauzula, która miała być tarczą chroniącą medyków przed odpowiedzialnością karną, cywilną i zawodową, jest rozwiązaniem kadłubowym, redukującym tylko odpowiedzialność karną i to też przy sporym marginesie interpretacji - uważa prof. A.Matyja.
 

Zamiast tarczy...
W jego opinii, ustawa jest kolejnym, smutnym przykładem lekceważenia głosu środowisk medycznych. - Ustawa, która mogłaby być dla nas tarczą  jest bronią wymierzoną w nas, lekarzy i w innych przedstawicieli zawodów medycznych. Będzie nasz dzielić, konfliktować i nakładać na nasze izby obowiązki nie do zrealizowania. Powstająca ustawa to może być kolejny policzek wymierzony w całe środowisko medyczne - stwierdza prezes NRL. Według niego, nowe przepisy zostały spisane w pośpiechu, bez wyobraźni, zrozumienia i zwykłego, ludzkiego spojrzenia na sytuację.
Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz