Diagności laboratoryjni: to co mieliśmy od ręki, teraz jest dobrem luksusowym

30 Października 2020, 14:46 laboratorium diagnostyka koronawirus covid

Dramatycznie brakuje niektórych odczynników do testów na COVID-19. Problemem staje się także zamówienie materiałów zużywalnych jak końcówki pipet do badania PCR. Z tego powodu niektóre laboratoria mają opóźnienia. Diagności laboratoryjni są przeciążeni ilością wykonywanych testów, a dodatkowo sfrustrowani zamieszaniem z dodatkami za pracę przy covid-19.

O to, jak wygląda sytuacja diagnostów laboratoryjnych i praca laboratoriów w tzw. drugiej fali koronawirusa i przy gwałtownie rosnącej liczbie nowych zakażeń, zapytaliśmy wiceprezes Krajowej Izby Diagnostów Laboratoryjnych Matyldę Kłudkowską.

Polityka Zdrowotna: Pojawiają się doniesienia o brakach niektórych odczynników w laboratoriach covidowych. Jak wygląda sytuacja?

Matylda KłudkowskaBrakuje odczynników do automatycznej izolacji na niektórych aparatach. Ministerstwo zdrowia przestało zamawiać odczynniki do PCR-a, na którym pracowało 50 laboratoriów i teraz laboratoria muszą te odczynniki zamówić sobie same, co generuje duże problemy. Nowa ustawa covidowa jeszcze nie weszła w życie, więc obowiązuje prawo zamówień publicznych i laboratoria muszą rozpisać przetarg, co wydłuża cały ten czas.

To dla laboratoriów duży problem, bo naprawdę w naszej pracy obecnie dosłownie każda minuta jest na wagę złota. Jeżeli pojawiają się jakiekolwiek przestoje, jakiekolwiek problemy, to generuje również wydłużanie czasu oczekiwania pacjentów na wyniki testu. Jeżeli siłą rzeczy coś nas od tej pracy odciąga, to musi się to na czymś odbić.

Jakich jeszcze materiałów brakuje?

Materiały zużywalne, zwykłe najprostsze końcówki do pipet. Nagle okazuje się, że to, co do tej pory mieliśmy w laboratoriach praktycznie od ręki, teraz staje się dobrem luksusowym, bo przecież takie końcówki wykorzystuje teraz cały świat.

Jest też określona liczba firm, która te specjalne końcówki do tych PCR-ów produkuje, więc tu nie tylko odczynniki, ale także drobny sprzęt staje się dobrem luksusowym.

Jest też problem z terminami dostaw. To co dostawaliśmy kiedyś maksymalnie w ciągu 2-3 dni, teraz ten czas zdecydowanie się wydłużył. Dotychczasowi dostawcy ponadto nieustannie mówią: nie mamy, szukajcie u innych. I to jest problem, bo trzeba szukać nowych dostawców. Przepisy znoszące zamówienia publiczne dla sprzętu covidowego wygasły na początku września. Wcześniej wystarczyła pieczątka covid i można było zamawiać bez przetargów, które zdecydowanie wydłużają nam procedury. To jest czas, którego my naprawdę nie mamy.

Co jeszcze jest obecnie wyzwaniem w pracy laboratoriów?

Problemem jest obecnie ilość badań sama w sobie. Laboratoria są po prostu zalane po sufit wymazami. Takie informacje płyną do nas z każdego niemal laboratorium. Diagności tam pracujący są u skraju sił.

Trzeba też pamiętać, że my też chorujemy. Jako samorząd zawodowy opieramy się na statystykach z ministerstwa zdrowia, ale wiemy, co dzieje się w laboratoriach, bo te informacje między sobą przekazujemy. Niekiedy brak nawet jednej osoby i kwarantanna trzech, czterech następnych osób może spowodować absolutną demolkę pracy laboratorium i niemożność spięcia grafików. My pracujemy często w systemie 24-godzinnym.

Tych problemów jest teraz cała masa, a do tego dochodzi jeszcze frustracja związana z zamieszaniem z dodatkami za pracę przy covid. To jest jakieś kuriozum, wykluczające się wzajemnie informacje, poprawka do ustawy, która jeszcze nie weszła. Wszyscy są pogubieni, nie wiemy jak to odczytywać, ale pracownicy odbierają to jednoznacznie, że nam te dodatki po prostu nie będą się należały.

A jak było do tej pory z dodatkami dla diagnostów laboratoryjnych?

Do tej pory te dodatki, które były przyznawane w wysokości 50 proc. wynagrodzenia, a gdzieniegdzie 20 proc., często diagnostów ominęły. Na przykład mazowiecki oddział NFZ kazał wykreślać diagnostów laboratoryjnych z wykazów przekazywanych przez dyrektorów do NFZ i dopiero po bojach i bataliach ci diagności zostali tam wpisani.

Trudno się dziwić, że w mojej grupie zawodowej – diagnostów laboratoryjnych te napięcia są szczególnie potężne, bo o ile wśród lekarzy i pielęgniarek takie sytuacje zdarzały się rzadziej, to moją grupę zawodową te wykluczenia dotknęły bezpośrednio.

Trzeba podkreślić, że diagności nie pracują tylko w laboratoriach covidowych, ale też w szpitalach koordynacyjnych, wcześniej jednoimiennych. Są tam laboratoria, do których cały czas spływa materiał od pacjentów covidowych z oddziałów z tych placówek, bo ci pacjenci wymagają stałego monitorowania parametrów życiowych, a to robi się również poprzez badania laboratoryjne. Diagności pracują tam cały czas w kombinezonach wykonując rutynowe badania, nie tylko te spektakularne PCR. Jeżeli ci diagności zostaną pominięci przy dodatkach, to będzie to skandal, bo trafia do nich materiał od pacjentów covidowych, więc mają nagromadzenie tego superzakaźnego materiału i są narażeni na zakażenie.

Epidemia na razie nie wygasa...

Widzimy co się dzieje. Więcej laboratoriów już nie powstanie. Brakuje wszystkiego, ale to jest epidemia i idealnie nie będzie, ale liczmy na to, że ministerstwo pomoże diagnostom.

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz