Jak MZ zbiera dane dotyczące epidemii?

07 Listopada 2020, 14:06

Nie czerpiemy danych z niezweryfikowanych źródeł - zapewniała w sobotę wiceminister zdrowia Anna Goławska na konferencji prasowej, podczas której wyjaśniono jak powstają modele prognozujące przebieg epidemii.

Wiceminister zdrowia Anna Goławska wskazywała, że dane są zbierane przez MZ i stacje sanitarno-epidemiologiczne. - Dokładamy wszelkich starań, by rzetelnie informować o sytuacji. Dane są zbierane przez ministerstwo oraz stacje sanitarno-epidemiologiczne. Nie jest prawdą, że ministerstwo publikuje dane, które nie są zweryfikowane - przekonywała. Dodała, że dane są zbierane z rejestru EWP i rejestru prowadzonego przez Instytut Kardiologii o pacjentach zarażonych koronawirusem. - Zbieramy dane dotyczące ozdrowieńców, zachorowań, testów, również zbieramy dane o testach z laboratoriów komercyjnych - wyliczała.

Jak przypomniała MZ utworzyło zespół, który analizuje dane, któremu przewodniczy dyrektor NIZP-PZH dr Grzegorz Juszczyk.

Zespół w MZ

Dr G. Juszczyk wyjaśnił, że chodzi o zespół ds. monitorowania i prognozowania przebiegu epidemii COVID-19, którego głównym celem jest wymiana doświadczeń, danych i przeprowadzanie analiz epidemiologicznych, które potem mogą być wykorzystywane do podejmowania decyzji w sztabie kryzysowym.

Poinformował, że w zespole są przedstawiciele zarówno instytucji publicznych (GIS, MZ, NIZ-PZH, GUS, AOTMiT, centrum e-Zdrowia) jak i główne zespoły naukowe, ekspercko-badawcze, które od początku epidemii zajmują się modelowaniem epidemiologicznym. Cztery duze modele epidemiologiczne w zespole są reprezentowane przez ich twórców: prof. Anna Gambin - to jest model prowadzony przez Wydział matematyki, informatyki i mechaniki UW, bardzo rozbudowany model prowadzony przez Interdyscyplinarne centrum modelowania matematycznego UW - dr Franciszek Rakowski, trzeci model to model zespołu MOKOS prowadzony przez prof. Tylla Krügera z Politechniki Wrocławskiej. Korzystamy też z wiedzy eksperckiej zespołu ExMetrics, który w Krakowie prowadzi odrębne analizy oparte na modelach sztucznej inteligencji - wyliczał dr G. Juszczyk.

Zwracał uwagę, że jest to "złożony proces" z wykorzystaniem wymiany informacji naukowej. - Porównujemy wyniki różnych modeli epidemiologicznych, odbywają się seminaria metodologiczne (...), zbieramy i przekazujemy do MZ i innych instytucji zapotrzebowanie na szczegółowe dane, aby je udostępniać zespołom badawczym. Zakres tych danych jest znacznie szerszy niż te dane, które są udostępniane w przestrzeni publicznej - wyjaśniał.

Prognozy krótko- i długoterminowe, a także wariantowe

Dodał, że w ramach zespołu przygotowywane są prognozy krótko i długoterminowe, a także prognozy wariantowe. Zaprezentował przykłady prognoz wariantowych, m.in. model grupy MOKOS (Politechniki Wrocławskiej) pokazującą dwa warianty przebiegu epidemii przy umiarkowanym stosowaniu restrykcji (jaki mamy obecnie) oraz przy zastosowaniu się do restrykcji na poziomie z kwietnia br.

- Drugi model też zakłada wariantowość przebiegu epidemii. To model MZ, który uwzględnia dane o mobilności z 3 wariantami przebiegu epidemii do końca roku. Wariant I najniższy i najbardziej korzystny to sytuacja, w której mamy powrót do okresu lockcownu, spadek mobilności na poziomie okresu lockdownu, wariant II - utrzymanie mobilności na aktualnym poziomie, gdzie widzimy różnicę tych zdiagnozowanych przypadków na poziomie 600 tys. i ten najbardziej pesymistyczny, ale obrrazujący konieczność wprowadzania pewnych obostrzeń i zachęcania do ograniczenia naszej mobilności społecznej, wariant III zakładający powrót do mobilności z okresu wakacyjnego, która niewiele różniła się od poziomu mobilności Polaków przed marcem br. (różnica przypadków na poziomie 1,7 mln)" - wyjaśniał dr G. Juszczyk.

Wpływ protestów na epidemię

Dr hab. Norbert Maliszewski, dyrektor Centrum Analiz Strategicznych podkreślał, że jeden z zespołów, z którymi współpracuje MZ to zespół ICM UW dysponujący modelem agentowym, który pozwala na symulowanie wpływu zmian w interakcjach społecznych, np. zamknięcie szkół, ograniczenie interakcji społecznych w zakładach pracy, przestrzeni publicznej, na rozwój epidemii. Jak mówił, np. konsekwencja zwiększenia transmisyjności o 10 punktów proc., to wzrost zakażeń do końca roku o ponad 200 tys. nowych przypadków. Jak podkreślał, np. protesty społeczne ową transmisyjność zwiększają.

Dr N. Maliszewski tłumaczył, że rząd, podobnie jak rządy innych krajów, stara się tę mobilność ograniczyć, stąd w niektórych krajach wprowadza się godzinę policyjną, stąd zamykanie instytucji kultury: kin, teatrów. Przypomniał, że "nawet w liberalnej Szwecji w okresie wiosennym ograniczono liczbę uczestników zgromadzeń do 50 osób". - Także rząd polski wprowadza kolejne etapy restrykcji (...) Na kolejnych etapach wprowadzania obostrzeń udawało się tę mobilność ograniczyć. Mobilność badamy na podstawie danych od operatorów telefonii komórkowej. Widzimy, że po kolejnych etapach restrykcji, ta mobilność malała, a niestety gdy pojawiły się protesty, ta mobilność rośnie o 10 proc., stąd apele, aby w innej formie organizować te protesty - mówił.

Jak podkreślał, rząd ogłosił hamulec bezpieczeństwa i są to trudne decyzje, ale służą redukcji liczby nowych zakażeń. - Te decyzje mogą dać nam znaczące ograniczenie liczby nowych przypadków. Stąd apel, aby pozostawać w domach, stosować się do wyznaczników DDM, aplikacja i wietrzenie. Pozostańmy w domach, aby przeciąć łańcuch wirusa - przekonywał dr N. Maliszewski.

Wyjaśniał, że w kolejnych etapach epidemii wyznaczane były pewne impulsy, które miały ograniczać liczbę zakażeń. - Wyznacznikiem jest średnia tygodniowa. Obecnie wynosi 59 na 100 tys. mieszkańców i wzrasta dziennie o 2 osoby. Gdy zacznie działać hamulec narodowy, to mamy szansę na to, aby nie wprowadzono kwarantanny narodowej - mówił.

Kiedy efekty obostrzeń?

Dodał, że efekty obostrzeń na ogół występują po 7 do 14 dni, ale gdy mamy tak dużą liczbę zakażeń, to może jeszcze przesunąć się w czasie.

- Pojawiło się bardzo dużo uproszczeń w komunikatach medialnych - ocenił odnosząc się do pytań dziennikarzy o to, że rząd korzysta m.in. z danych zbieranych przez hobbystów. - Nikt nie ma złych intencji, ale wszyscy mają jeden cel, poradzenie sobie z dużą liczbą przypadków. Źródła danych, którymi wszyscy się posługują to dane  MZ i dane od powiatowych inspektoratów sanitarnych. Nas interesuje możliwość analizowania różnych scenariuszy, gdzie włączamy lub wyłączamy kontekst szkoły lub to, co się dzieje na ulicy - wskazywał. - Jeżeli ktoś w tym momencie namawia do protestów, które zwiększają transmisyjność wirusa na ulicy, to jest to nieodpowiedzialne - stwierdził.

Z kolei odnosząc się do pytania o ogłoszenie narodowej kwarantanny, wyjaśnił, że decyzje w tej sprawie "będą podejmowane w najbliższym tygodniu lub tygodniach". - Musimy się zastanowić jakie działania będą najbardziej skuteczne. Proszę przypomnieć sobie działania z wiosny, które miały swój efekt. Będziemy chcieli wprowadzić restrykcje jak najmniej uciążliwe, ale takie które będą skuteczne - zaznaczył dr N. Maliszewski.

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz