Czy rządowi zależy by zredukować liczbę palaczy do zera? Pytamy eksperta

20 Listopada 2020, 14:01 paczka papierosów nikotyna tytoń

Polska zadeklarowała, że do 2030 roku będziemy krajem wolnym od tytoniu. Do realizacji tego celu zostało 10 lat. Na jakim jesteśmy etapie, ilu Polaków pali papierosy i co możemy jeszcze zrobić, by ten wskaźnik zredukować do zera? M.in. na te pytania odpowiada prof. Andrzej Fal kierownik Kliniki Alergologii, Chorób Płuc i Chorób Wewnętrznych w szpitalu MSWiA w Warszawie i prezes zarządu Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego.

JK: Polska zadeklarowała, że do 2030 roku będziemy krajem wolnym od tytoniu. Na jakim jesteśmy etapie?

A.F: Niezmiernie cieszy mnie ta deklaracja. Należy jednak zauważyć, że mniej więcej od 10 lat w Polsce stale pali ten sam odsetek populacji. To ok. 21-24 proc. Polaków.

Do tej pory stosowaliśmy wszystkie sposoby, tj. baning społeczny (wyrzuciliśmy palaczy z przestrzeni publicznej), podnosiliśmy akcyzę zgodnie z europejskimi wytycznymi, refundowaliśmy farmakoterapię wspomagającą rzucanie palenia, organizacje pozarządowe wykonały solidną pracę pokazując jak zdrowo można żyć bez tytoniu… i dalej pali ponad 20 proc. społeczeństwa.

Jedyną skuteczną metodą, którą możemy dojść do zerowego poziomu palaczy w kraju jest edukacja pokoleniowa, która zabierze jednak 20-40 lat. Do 2030 r. aż tyle czasu nie mamy.

JK:  Drabinka leczenia nikotyzizmu – jak to wygląda to w praktyce?

A.F: Formalnego podejścia do leczenia nikotynizmu w Polsce nie ma. Znamy opracowania gremium specjalistów i towarzystwa naukowego, które sugerują w jakiej kolejności należy postępować z pacjentem uzależnionym od nikotynizmu. Mówi ona o przejściu w procesie walki z nałogiem pacjenta przez wszystkie jej elementy kolejno, tj. poradę lekarza, rozszerzoną poradę lekarsko-psychologiczną, stosowanie preparatów nikotynozastępczych, leczenie farmakologiczne czy ostatecznie, w przypadku pacjentów całkowicie niechętnych, i po kilku próbach rzucania nałogu, podejście harm-reduction, czyli ograniczania szkód w zdrowiu.

To tradycyjny system postępowania, ale oficjalnego dokumentu, który jasno wskazuje jak postępować z pacjentem, nie znajdziemy.

 

Graf. Produkty tytoniowe oparte na podgrzewaniu tytoniu (heat-not-burn) a zdrowie pacjentów — opinia grupy ekspertów, Filip M. Szymański, Piotr Kuna, Anna E. Płatek, Robert Kowalik, Joanna Gotlib, Krzysztof J. Filipiak, Katedra i Zakład Patologii Ogólnej i Doświadczalnej Warszawski Uniwersytet Medyczny,

JK: Czy liczba poradni antynikotynowych jest piętą achillesową w walce z nikotynizmem w Polsce?

A.F: Absolutnie tak. Istniejące poradnie są stworzone przez osoby, które się temu poświęcają. Systemowa sieć poradni nie istnieje.

JK: A zwiększenie ich liczby zbliżyłoby nas do osiągnięcia założonego przez rząd celu?

A.F: Myślę, że tak. Każda forma wsparcia, czy to grup wsparcia, czy środowiska i tego typu poradni to dobra droga do celu całkowitego zerwania z nałogami.

JK: Skąd więc wynikają te braki?

A.F: Wydaje mi się, że dotąd nie byliśmy tak naprawdę zainteresowani rzeczywistą redukcją palenia do zera. Sukces osiągnięty z przełomu lat 80 i 90, gdzie paliło ponad 40% społeczeństwa do lat 2010 gdzie pali ponad 20% jest oszałamiającym sukcesem i na tym poprzestaliśmy, a w tle jest 25 mld zł z akcyzy, które wpływają rok rocznie do polskiego budżetu. Uwierzyłbym w deklarację każdego rządu, że chce zwalczać za wszelką cenę palenie, jeśli te 25 mld zł z akcyzy, w całości przekazałby na walkę z paleniem.

JK: Jak wygląda walka z nikotynizmem w innych krajach?

AF: Walki z nikotynizmem w innych krajach Unii Europejskiej czy w Stanach Zjednoczonych z użyciem wszystkich srodków, w tym fiskalnych, trwa nieco dłużej niż w Polsce, ale i tam nie ma oszałamiających sukcesów.

W krajach skandynawskich, gdzie odsetek palaczy jest najniższy spośród wszystkich krajów UE ostatnio odnotowywane są pewne wzrosty. Tam młodzież zaczyna palić. Należy też pamiętać, że kraje, które obecnie mają jeden z najniższych wskaźników palaczy, zaczynały z zupełnie innego pułapu. Kiedy w Polsce paliło 40% społeczeństwa w latach ‘80, w krajach skandynawskich było ich już o połowę mniej.

W związku z pewną stagnacją w narzędziach, jakimi dysponowaliśmy dla wspomagania rzucających palenie, zaczęto poszukiwania rozwiązań w innych sektorach. W pewnym momencie rozpoczął się etap vapingu, który wydawał się świetnym rozwiązaniem z grupy harm-reduction, ale stał się zbyt popularny wśród młodzieży i dzieci.

Problemem też stała się dowolność w stosowanych w tych urządzeniach liquidach, co doprowadziło do kilkudziesięciu zgonów wskutek inhalacji przez urządzenia substancji narkotycznych. To załamało nadzieje pokładane w tej technice.

Środowiska zaangażowane w walkę z problemem nikotynizmu jednak się nie poddają. Pojawiła się kolejna koncepcja. Większośc najbardziej szkodliwych substancji w dymie tytoniowym, w tym substancje smoliste, pojawia się wskutek spalania tytoniu. Radykalnie mniej tych substancji uwalnia się przy podgrzewaniu tytoniu, zamiast jego spalania. Z takich badań rozwinęła się koncepcja produktów Heat not Burn.

To nie jest oczywiście zdrowy produkt, ale jest jedynym obecnie efektywnym półśrodkiem redukującym szkody palenia względem tradycyjnego papierosa u pacjentów, którzy wprost mówią klinicystom, że nie zamierzają się oduczać palenia. Niestety dość często spotykam się z tym w praktyce.

JK: Co możemy zrobić żeby wskaźnik palaczy w Polsce był mniejszy?

A.F: W kraju, gdzie wciąż aktywne są nielegalne fabryczki papierosów, gdzie funkcjonuje nielegalny przemyt wyrobów tytoniowych, całkowite wyeliminowanie tego problemu nigdy nie będzie możliwe.

Możemy cały czas zaostrzać restrykcje dot. palenia w miejscach publicznych, podnosić kary za łamanie tych przepisów i podnosić koszty palenia. Zawsze jednak pozostanie procent społeczeństwa, któremu będzie trzeba zapewnić namiastkę palenia. Co powiedzieć pacjentowi, który z powodu palenia wycięto płuco i dalej utrzymuje, że będzie palił i już…? Jedyną szansą w takich wypadkach jest redukcja szkód.

Koncepcja harm reduction jest dobrze znana i stosowana w przypadku redukcji szkód wywoływanych przez różne substancje, takie jak np. alkohol czy narkotyki. Podkreślam, nie jest to podejście idealne, ale jego krytykę proponuję odsunąć do czasu, kiedy znajdziemy lepszą, bardziej skuteczną i szybszą metodę ograniczania szkodliwych skutków tego nałogu. Możemy zostawić palaczy samych sobie, ale jeśli zamierzamy im pomóc, to powinniśmy korzystać z każdego środka, którym dysponujemy do realizacji tego celu.

JK: Czym różnią się e-papierosy od produktów Heat not Burn?

A.F: W jednym przypadku podgrzewany jest płyn, który zamienia się w mgłę. W przypadku Heat not Burn podgrzewany jest tytoń, bez dodatkowych produktów. Jest on też podgrzewany do konkretnej temperatury (w przypadku niektórych e-papierosów temperatura podgrzania zależy od użytych przez użytkownika ogniw do przewodzenia energii oraz modyfikowanych ustawieniach urządzeń – przyp. red.).

JK: Czy produkty tego typu produkty, niepapierosowe, ograniczą inicjację nałogu nikotynowego?

A.F: Są badania, które wykazują, że w przypadku Heat not Burn jedynie marginalny odsetek osób zaczyna palić od tego typu produktów. Są to wartości jednocyfrowe, jednakże jednoznacznych dowodów na to, że tak się nie stanie w przyszłości - nie ma. Problem większy był z modą na vapowanie u młodzieży, co stało się wręcz subkulturą.

JK: Kiedyś i papierosy były promowane jako zdrowe. W przypadku nowych produktów mówimy już tylko o ograniczaniu ryzyka, jednak design tych produktów oraz cała kampania marketingowa jest bardzo zachęcająca do ich korzystania..

AF: No może nie tak dosłownie – jako zdrowe papierosy nie były określane, co najwyżej jako nieszkodliwe. Ale rzeczywiście jest duże, potencjalne niebezpieczeństwo zbytniej popularności. To jeden z dwóch powodów, które zaszkodziły vapującym produktom. Trzeba ten proces bacznie obserwować, ale na ten moment trudno ferować wyroki na przyszłość bez konkretnych doświadczeń w tej kwestii.

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz