Niewydolność serca – zatrważające dane, pilna potrzeba zmian

18 Grudnia 2020, 7:45

Niewydolność serca to rosnący od wielu lat problem społeczny, ale i kolosalne wyzwanie dla systemu opieki medycznej w Polsce. To właśnie niewydolność serca jest najczęstszą przyczyną zgonów Polaków. Priorytetem jest wdrożenie dla tej grupy chorych dwóch rozwiązań poprawy sytuacji. Pierwsze to opieka koordynowana. Drugie, to pilne udrożnienie dostępu do innowacyjnych terapii. Tylko tak kompleksowe rozwiązanie jest w stanie zredukować liczbę hospitalizacji  i poprawić rokowania pacjentów.

Najważniejsze wskazówki dotyczące zmian w obszarze zapobiegania i leczenia niewydolności serca przygotowało Porozumienie Organizacji Kardiologicznych. Wnioski zawarte w raporcie „Niewydolność serca w Polsce", były przedmiotem dyskusji pomiędzy ekspertami, pacjentami i przedstawicielem Ministerstwa Zdrowia, zorganizowanej przez redakcję Polityki Zdrowotnej.

Epidemia XXI wieku 

Już co 30 Polak ma rozpoznaną niewydolność serca, a liczby te w ostatnich latach rosną intensywnie. W sumie, ponad milion mieszkańców naszego kraju boryka się z tą niebezpieczną chorobą (1,24 mln). Od 2018 r. obserwujemy niepokojący trend, w którym liczba zgonów pacjentów z niewydolnością serca przewyższa już liczbę nowych zachorowań. Dr Marta Kałużna-Oleksy, kardiolog, prezes Polskiego Stowarzyszenia Osób z Niewydolnością Serca, która jest współautorką wspomnianego raportu podkreśla, że choć wszyscy wiedzą, że niewydolność serca to epidemia XXI w., to jednak w raporcie dane są "zatrważające".

Raport wskazuje bowiem, że poważnym problemem w Polsce jest szalenie wysoki wskaźnik hospitalizacji - 2,5-krotnie wyższy niż średnia dla krajów OECD. Wbrew powszechnym wyobrażeniom, każda hospitalizacja związana z niewydolnością serca tylko pogarsza rokowanie pacjenta, jest bowiem wynikiem zaostrzania się jego stanu chorobowego . Finalnie też zwiększa koszty dla systemu ochrony zdrowia.

Koszty dla systemu 

Jak wynika z raportu, łączne koszty niewydolności serca w Polsce w 2018 r. wyniosły 6,2 mld zł. Większość tej kwoty stanowiły tzw. koszty pośrednie (4,4 mld zł), a koszty bezpośrednie, czyli koszty właściwego leczenia to 1,6 mld zł. Trzeba brać także po uwagę wpływ na system ubezpieczeń społecznych, czyli w tym przypadku to ponad 300 mln zł – wylicza prof. Marcin Czech, prezes Polskiego Towarzystwa Farmakoekonomicznego.

Według niego ograniczenie liczby hospitalizacji jest kluczowe, bowiem właśnie hospitalizacje stanowią główną część kosztów bezpośrednich. Wprowadzenie kompleksowej opieki, a także innowacyjnych leków, mogłoby doprowadzić do potencjalnego uniknięcia incydentów prowadzących do konieczności hospitalizowania osób dotkniętych niewydolnością serca.  

Prof. Przemysław Leszek, przewodniczący Asocjacji Niewydolności Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, komentując wyniki raportu podkreślał, że to właśnie kolejne hospitalizacje, niezależnie od innych czynników, są decydujące jeżeli chodzi o wpływ na przeżywalność pacjentów z niewydolnością serca. Dane epidemiologiczne wskazują, że pacjentów cierpiących na to schorzenie przybywa, a liczba zgonów jest porównywalna z obszarem nowotworów. 

Prof. dr hab. n. med. Adam Witkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego stwierdził, że wnioski z raportu są przygnębiające.

- Mimo, że koszty bezpośrednie to ponad 1,5 mld zł, to śmiertelność się nie zmniejsza - zaznaczył.

  

Nierozłączne dwa filary

Dyskusja pokazała, że podstawowymi narzędziami do poprawy rokowania chorych z niewydolnością serca są nowoczesna farmakoterapia oraz kompleksowa opieka nad pacjentem. Według ekspertów, oba te rozwiązania muszą być wdrożone jednocześnie, gdyż skupienie się tylko na jednym z nich, nie przyniesie oczekiwanych efektów.

- Pewne rozwiązania są dość łatwe do wprowadzenia, a mogą przynieść dużą korzyść i dla pacjentów, i dla systemu - mówiła dr M. Kałużna-Oleksy podkreślając, że w ostatnich latach jesteśmy świadkami dużych przełomów w kardiologii, szczególnie w niewydolności serca, jednak dostępność do nowych terapii w Polsce jest ograniczona. Chodzi między innymi o sakubitryl/walsartan, ale także zarejestrowane w listopadzie flozyny dla pacjentów z niewydolnością serca z obniżoną frakcją wyrzutową. Flozyny dają nadzieję na poprawę sytuacji chorych, bo zmniejszają ryzyko hospitalizacji nawet o 30 proc., a szansa przeżycia rośnie o 20 proc. Także Polskie Towarzystwo Kardiologiczne od wielu lat  podkreśla konieczność wdrożenia programu kompleksowej opieki nad pacjentem z niewydolnością serca (KONS). 

Z wnioskami pozostałych ekspertów zgodził się także wiceminister zdrowia Maciej Miłkowski. Ocenił, że głównym problemem leczenia niewydolności serca w Polsce jest leczenie tego schorzenia w ramach hospitalizacji, zamiast w ramach opieki ambulatoryjnej. Istotna jest tutaj współpraca między POZ i AOS, a w zależności od jakości tej opieki, pacjenci mogliby uniknąć hospitalizacji przez wiele lat. Według wiceministra Macieja Miłkowskiego, same leki nie spowodują, że pacjent już nigdy nie trafi do leczenia szpitalnego. 

Prof. dr hab. Jarosław Kaźmierczak, konsultant krajowy ds. kardiologii, odnosząc się do słów Ministra podkreślał, że to musi być działanie kompleksowe. - W KONS chodzi o pilnowanie, prowadzenie i edukowanie pacjenta, ale ważne są też leki, bo bez nich nie ma możliwości szerszej poprawy - przekonywał. Zwlekanie z refundacją nowoczesnych leków to "stracone lata i stracone życia pacjentów". - Dlatego jeszcze przed rejestracją flozyny w Europie złożyłem wniosek o objęcie refundacją w niewydolności serca, do którego złożenia zachęcał mnie sam Pan Minister. – przypomniał.

Jak zaznaczył szef PTK prof. A. Witkowski, program KONS został opracowany już dwa lata temu, ale do tej pory nie został wdrożony nawet w formie pilotażu. Według niego, podstawą oprócz KONS i refundacji nowoczesnych leków o udowodnionej skuteczności, jest też tworzenie oddziałów hospitalizacji jednodniowej, edukacja pacjentów, ale także telemonitoring urządzeń wszczepialnych. - Bezwzględnie, dwa filary optymalizacji systemu opieki to kompleksowa opieka oraz dostępna skuteczna terapia farmakologiczna. Tylko dzięki zmianie organizacji nie uzyskamy tak dobrych efektów, jak dzięki równoległemu dostępowi do skutecznych terapii - dodała dr M. Kałużna-Oleksy.

Pacjent to nie koszt

Celem nadrzędnym dyskusji było uwypuklenie realnych problemy pacjentów, a sam raport jest w zamyśle autorów zaproszeniem do wspólnych działań, aby poprawić sytuację chorych i zwyczajnie dać im szansę na przeżycie. - W kraju jest 140 tys. zgonów osób z niewydolnością serca rocznie i 16 osób umierających z tego powodu w każdej godzinie– wyliczała Agnieszka Wołczenko, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Pacjentów ze Schorzeniami Serca i Naczyń "EcoSerce", inicjator Porozumienia Organizacji Kardiologicznych. Jak mówiła, pacjenci rozumieją, że budżet na refundację ma swoje ograniczenia, ale też z nadzieją czekają na nowoczesne leczenie.

- Prowadzenie pacjenta przez lekarza POZ i AOS z dodatkową farmakoterapią spowodują lepszą kondycję pacjenta, a także być może powrót do pracy. Mamy coraz więcej pacjentów młodych, w wieku produkcyjnym więc może warto pochylić się dla nich nad takimi rozwiązaniami, które są dostępne w Europie. Warto dać pacjentom z niewydolnością serca szansę na powrót do normalności, stabilizacji i do pełnienia wielu ról społecznych - przekonywała A. Wołczenko. 

Apel pacjentów

W ostatnich dniach do resortu zdrowia trafił apel ws. leczenia pacjentów z niewydolnością serca, z uwzględnieniem wspomnianych dwóch filarów. Pod apelem podpisali się również eksperci. Swoje wsparcie zadeklarował m.in. Prof. A. Witkowski, który jasno podkreślił, że PTK przyłącza się do tego apelu. - Nie traktujmy tego jako wydatek, ale jako inwestycję w zdrowie, bo dzięki temu przywrócimy część ludzi do normalnego funkcjonowania, także zawodowego.

- Apelu nie widziałem. Zawsze zgadzam się z takimi apelami, zwłaszcza  jako obywatel - całkowicie - mówił wiceminister zdrowia M. Miłkowski. 

Potwierdził, że resort otrzymał 13 listopada wniosek o refundację dapagiflozyny, który będzie procedowany. Wskazywał jednocześnie, że podejmowanie decyzji o refundacji to nie jest łatwy proces. - I tak jak powiedziałem, jest to co państwo widzą, ponieważ widzą jakie ceny są tych leków pomiędzy sakubitrylem/walsartanem to jest mniej więcej 4-krotna różnica pewnie w kosztach na rzecz dapagiflozyny przy podobnych efektach klinicznych. – zauważył.

- Nadal widzimy, że będzie problem, aby sfinansować w całości te 150 -200 tys. (pacjentów z NS ze wskazaniem do leczenia flozynami - przyp. red.), więc będziemy być może szukać tej populacji, która jest najbardziej istotna - dodał. Jak mówił, resort zdrowia musi w ramach dostępnych środków finansować nie tylko najnowsze technologie lekowe, ale także podstawowe technologie, a także elementy systemu ochrony zdrowia, jak np. wynagrodzenia lekarzy. 

Pole do rozmowy

Były wiceminister zdrowia prof. M. Czech także wskazywał na trudności i złożoność decyzji dla większych populacji. - Na zdrowie trzeba patrzeć jako na inwestycję, bo gospodarka zależy od zdrowia, a zdrowie od gospodarki, co jeszcze bardziej uświadomił nam COVID-19 – argumentował.

Polski system refundacji leków przewiduje dużo różnych instrumentów dzielenia ryzyka, więc jest pole do rozmowy i znalezienia porozumienia. - W kardiologii jeżeli chodzi o farmakoterapię nie mamy specjalnie dużo nowych opcji, które trzeba rozważyć, więc trzeba szukać rozwiązań, które będą akceptowalne – zaznaczył prof. Czech.

Pacjenci z niewydolnością serca to jedna z niewielu grup chorych, która w ciągu ostatnich 8 lat nie otrzymała szansy na ograniczenie częstości hospitalizacji, poprawę jakości życia i rokowania choroby. Tymczasem dla tych osób liczy się czas, bo to właśnie pacjenci z chorobami współistniejącymi są bardziej narażeni na ciężki przebieg i zgon w związku z COVID-19, szczególnie z chorobami układu krążenia, o czym mówi Światowa Organizacja Zdrowia. Pandemia to najbardziej uzasadniony moment, by zaopiekować się tą właśnie grupą chorych. 

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz