Pary walczące o dziecko zostają na lodzie

07 Stycznia 2021, 16:09 dziecko noworodek

Ministerstwo Zdrowia zamyka Program Walki z Niepłodnością i pozostawia pary nie mogące mieć dzieci bez jakiegokolwiek wsparcia finansowego. A badania diagnostyczne kosztują nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych.

W Polsce niepłodność dotyka 1,5- 2 mln par, czyli ok, 20 proc. polskiego społeczeństwa w wieku reprodukcyjnym. Takie są szacunki Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu i Embriologii. 

Dla tej grupy par, małżeństw w 2016 r. rząd uruchomił projekt „Poprawa Zdrowia prokreacyjnego” na lata 2015-2020, w którym lekarze, specjaliści mieli się skupiać na poszukiwaniu przyczyn niepłodności, diagnostyce i doprowadzeniu do naturalnego poczęcia. 

7 tyś. par się zgłosiło

Na ostatniej senackiej Komisji Zdrowia, przedstawiciel resortu zdrowia przyznał, że program nie będzie jednak kontynuowany w kolejnych latach- Nie cieszył się popularnością. Liczba par, które zgłosiły do niego swój akces do 30 września 2020 r., to niespełna 7 tys., z tego 3,4 tys. ukończyło diagnostykę, a nieco ponad 1,5 tys. skierowano do dalszego leczenia- przyznał w Senacie Waldemar Kraska, wiceminister zdrowia. 

Przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia tłumaczą, że program nie przyniósł spodziewanych efektów i pożądanych rezultatów nie dało 45 mln zł, które na niego wydano. Do realizacji programu wyłoniono 16 ośrodków referencyjnych w kraju. Jednym z nich był Instytut Matki Polki w Łodzi. 

Ciężko było monitorować efekty

-Nie mogę się zgodzić, że program nie przyniósł efektów. Należało go oczywiście udoskonalać, ale nie zamykać. My podsumowujemy go wstępnie i z naszych pierwszych analiz wynika, że tylko dzięki leczeniu w naszym ośrodku było do końca 2020 r. 210 ciąż. Ale zaznaczam, że to wstępne szacunki- mówi prof. Maciej Banach, dyrektor łódzkiej placówki. Jego zadaniem pojawia się jedna zasadnicza trudność w ocenie efektów leczenia w ośrodku - My nie jesteśmy w stanie de facto monitorować ile jest ciąż, gdyż często kobiety po zakończeniu procesu diagnostyczno-leczniczego prowadzą je już w swoich miejscach zamieszkania. My tylko mogliśmy pary prosić o informacje o wspólnym sukcesie pod postacią zajścia w ciąże lub porodu. Natomiast często mieliśmy trudności z dzwonieniem się czy zwyczajnie z uzyskaniem takiej informacji. I to doskonale rozumiemy, na wczesnym etapie ciąży pacjentki nie chcą o niej oficjalnie mówić, gdyż obawiają się jeszcze poronienia - zaznacza prof. Banach. Podkreśla także, że zamknięcie programu "Poprawa Zdrowia Prokreacyjnego" będzie oznaczało, że możliwości diagnostyczne i terapeutyczne dla tych par zostaną bardzo istotnie ograniczone. Oczywiście, my postaramy się zrobić wszystko, by w zakresie dostępnych zakontraktowanych procedur dalej pomagać parom z problemami z niepłodnością - dodaje. 

Same badania genetyczne potrzebne czasem w diagnostyce niepłodności to koszt sześciu tysięcy złotych. Łódzka placówka w ramach programu przeprowadzała też badania immunologiczne a te kosztują ok. pięciu tysięcy złotych. 

Program, jaki refundował przez cztery lata rząd przewidywał, że zgłosi się do niego 8 tys. par. Ośrodki referencyjne, które go realizowały, według wymogów, prowadziły zarówno diagnostykę kobiet pod kątem niemożności zajścia w ciążę jak i mężczyzn. Gdyż dziś szacuje się, że przyczyny niepłodności leżą tak samo po stronie żeńskiej jak i męskiej. Dlatego ośrodek musiał być wyposażony w specjalistów od andrologii- niepłodności męskiej jak i andrologii. A także oferować możliwość wykonania badań endokrynologicznych czy zabiegów laparoskopowych.

In vitro było wcześniej

W latach 2013-2016 realizowany był program „Leczenie Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego”. Rząd refundował wówczas in vitro. Został zastąpiony właśnie Programem Zdrowi Prokreacyjnego

-Ale pomiędzy tymi programami nie należy stawiać znaku równości. Gdyż my skupiamy się głównie na znalezieniu przyczyn niepłodności, doprowadzenia do naturalnego poczęcia. A gdy po kilku miesiącach leczenia wszelkie badania wskazywały, że para nie będzie w stanie naturalnie począć dziecka, uczciwie była u nas informowana, że pozostaje in vitro lub adopcja- zaznacza prof. Banach

Obecnie jedną z najczęstszych przyczyn niepłodności u kobiet jest endometrioza, hiperprolaktynemia czy coraz starszy wiek, w którym podejmuje się starania o dziecko. Zaś u mężczyzn przyczyną jest pogarszająca się jakość nasienia i także coraz starszy wiek, w jakim podejmuje się starania o dziecko. 

Ulepszać program

Wiceminister zdrowia Waldemar Kraska przyznawał podczas senackiej Komisji Zdrowia, że ma świadomość starzenia się społeczeństwa i braku zastępowalności pokoleń, ale NIK źle ocenił ministerialny program.Ale to, że Ministerstwo Zdrowia zamierza zakończyć program nie podoba się opozycji. Beata Małecka-Libera, przewodnicząca senackiej Komisji Zdrowia podkreślała, że ochrona zdrowia prokreacyjnego była źle realizowana. – Jeśli program nie spełnił oczekiwać, to należy do zweryfikować i przemodelować– przekonywała. 

Być może rząd liczy, że pomocą dla niepłodnych par zajmą się wyłącznie samorządy. Niektóre z nich dofinansowują in vitro. Światowa Organizacja Zdrowia uznaje niepłodność za chorobę społeczną.

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz