Epidemia koronawirusa odcisnęła wyraźne piętno na sytuacji w polskiej onkologii, a dane statystyczne pokazują, że mimo pewnej poprawy w porównaniu z miesiącami wiosennymi – cały czas pozostaje wyraźna luka dotycząca pacjentów nieobjętych należytą opieką.
Widać to bardzo wyraźnie w danych dotyczących liczby wystawianych kart DiLO. W całym 2020 roku wystawiono ich aż o 17 tysięcy 717 mniej niż rok wcześniej. Żeby dobrze sobie wyobrazić tę skalę – to tak, jakby w jednym miesiącu w roku w całej Polsce nikt nie miał podejrzenia choroby nowotworowej.
Rzeczywistość niestety nie jest tak różowa – pacjenci niestety nie są zdrowsi tylko rzadziej trafiają do lekarza.
Najgorsze pod tym względem były miesiące wiosenne – w kwietniu spadek wystawianych kart DiLO sięgał 40 procent.
We wrześniu, po głośnych namowach onkologów i kampaniach społecznych sytuacja wróciła do poziomów z poprzedniego roku. Ale tylko na moment. W październiku i listopadzie wraz z drugą falą epidemii przyszło kolejne załamanie w onkologii (w sumie w tych dwóch miesiącach wystawiono o ponad 5 tysięcy kart DILO mniej niż w tym samym okresie poprzedniego roku). Spadek nie był już tak drastyczny jak wiosną, ale ciągle znaczny. Tym bardziej, że wiosennej luki nie udało się odrobić.
Grudzień to jeden z dwóch miesięcy od początku epidemii COVID-19, gdy liczba wystawionych kart DiLO przekroczyła poziom z roku 2019. Oby to był dobry prognostyk na przyszłość, by pacjenci, z podejrzeniem choroby nowotworowej byli szybko i bez dodatkowych utrudnień diagnozowany. Bo przy nowotworach czas ma kluczowe znaczenie. Szybkie wykrycie nawet groźnego raka znacznie poprawia rokowania pacjenta.
[[PLIK-1]]
Agnieszka Witkowicz-Matolicz
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!