Na razie w szpitalach nie ma tabunów zagranicznych lekarzy

20 Stycznia 2021, 16:02 lekarze

Dyrektorzy szpitali nie zaczęli jeszcze korzystać z ułatwień i zatrudniać medyków spoza UE. O kwalifikacje ukraińskich czy białoruskich lekarzy są spokojni, ale mają problem ze znalezieniem chętnych w swoich placówkach, którzy nadzorowaliby na początku pracę cudzoziemców.

Od początku 2021 r. obowiązują przepisy ułatwiające zatrudnianie medyków spoza Unii Europejskiej. Chodzi o ustawę o zmianie niektórych ustaw w celu zapewnienia w okresie ogłoszenia stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii kadr medycznych, która przewiduje, że lekarze, pielęgniarki, położne i ratownicy medyczni spoza Unii Europejskiej mogą być przyjmowani do pracy na uproszczonych zasadach. Medycy spoza UE nie muszą potwierdzać żadnym certyfikatem znajomości języka polskiego. 

Wbrew protestom samorządu lekarskiego, który alarmował, że przepisy przyczynią się do zatrudniania w Polsce niekompetentnych lekarzy, wielu dyrektorów szpitali od lat czekało na te rozwiązania. Tym bardziej, że lekarzy z Ukrainy czy Białorusi zatrudniają już od dawna placówki zlokalizowane bliżej wschodniej granicy Polski. 

Białorusini i Ukraińcy już pracują u nas

Np. Mazowiecki Szpital Wojewódzki im. Jana Pawła II w Siedlcach od kilku lat prowadził program zatrudniania kadry  medycznej zza granicy. Szpital jest zlokalizowany zaledwie 100 km od granicy z Białorusią. Dyrekcja szpitala sprowadzała do swojej placówki białoruskich specjalistów i zatrudniała ich na początku jako sanitariuszy. W takim charakterze mieli szansę popracować od kilku miesięcy do roku, nauczyć się języka polskiego po czym przystąpić do egzaminu nostryfikującego dyplom. 

Co ciekawe, jak sprawdziła Polityka Zdrowotna, nowe przepisy ułatwiające zatrudnienie obcokrajowców, wcale jednak nie spowodowały, że rekruterzy z polskich szpitali łowią specjalistów za naszą wschodnią granicą.

– Na razie dyrektorzy szpitali rozglądają się i przymierzają do tego. Choć w praktyce utrudnieniem w zatrudnianiu medyków spoza UE może być fakt, że nad takim lekarzem trzeba będzie, przynajmniej na początku, sprawować nadzór, a wśród polskich lekarzy nie ma do tego chętnych - mówi prof. Jarosław Fedorowski, szef Polskiej Federacji Szpitali.

Prof. Andrzej Matyja, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej wystosował niedawno list o do dyrektorów szpitali z apelem o to, aby nie zatrudniali specjalistów o wątpliwych kwalifikacjach. Niemniej jednak, prof. J. Fedorowski zapewnia, że nie ma się czego bać.

- Lekarzy, także na terenach wschodnich rekrutują firmy pośredniczące, jak np. ProMedica. One są w tym wyspecjalizowane i nie ma szans, aby do pracy w Polsce czy do szpitala w Wielkiej Brytanii, bo Brytyjczycy też eksplorują wschodnie tereny Europy, trafił lekarz ze sfałszowanym dyplomem ukończenia studiów.  Przecież jego prawo wykonywania zawodu można zawsze sprawdzić w internecie na stronie właściwej izby w przypadku Polski. Poza tym międzynarodowe koncerny rekrutacyjne biorą odpowiedzialność za kwalifikacje lekarzy i mają ubezpieczenia OC - uspokaja Jarosław Fedorowski. 

Według nowych zasad, lekarz zza granicy może znaleźć pracę w Polsce bez wcześniejszej nostryfikacji dyplomu, bez podpisywania oświadczenia o znajomości języka polskiego. Medyk musi być tylko zatrudniony w polskim szpitalu i pracować w nim przez kilka lat do czasu nostryfikacji. 

Niektóre specjalności tylko z językiem polskim

Dyrektorzy przymierzają się do rekrutacji, choć w niektórych przypadkach obawiają się barier językowych.

- Poszukuję pilnie hematologa. Ale to musi być osoba z dobrą znajomością języka polskiego, gdyż gdy idzie o szczegóły, to nie mogliśmy się dogadać z lekarką z Hiszpanii, która pracowała u nas w tym charakterze. Ale już np. ortopedę mógłbym zatrudnić i bez znajomości języka polskiego, bo jego praca polega głównie na wykonywaniu badań fizykalnych - mówi Mariusz Paszko, prezes Zamojskiego Szpitala Niepublicznego. Wskazuje, że hematologowi, który zgłosi się do pracy, szpital oferuje nawet mieszkanie na zamojskiej starówce.

Nie bałbym się tego, że z ukraińskimi lekarzami nie będzie można się porozumieć. Ci, którzy do nas przyjeżdżają dobrze mówią po polsku - wskazuje Mariusz Paszko. 

Z danych Naczelnej Izby Lekarskiej wynika, że prawo do wykonywania zawodu lekarza lub lekarza dentysty na terytorium Polski posiadało na koniec 2019 roku 1823 obcokrajowców. Najwięcej lekarzy i dentystów cudzoziemców pochodziło z:

  • Ukrainy - 547 osób
  • Białorusi - 306 osób
  • Niemiec - 140 osób
  • Republiki Litewskiej - 66 osób
  • Rosji - 65 osób
  • Syrii - 47 osób
  • USA - 50 osób
  • Czech - 39 osób
  • Szwecji - 36 osób
Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz