Reklama

Lekarz nie może dyskredytować kolegi zza granicy

Polityka Zdrowotna
01/02/2021 19:25

Anestezjolodzy ostrzegają ministra zdrowia, że będą informować publicznie o błędach medycznych popełnianych w polskich szpitalach przez swoich kolegów ze Wschodu, ale w praktyce nie mają prawa tego robić. Poza tym błędy medyczne anestezjologiczne są trudne do udowodnienia.

Poluzowanie standardów opieki anestezjologicznej będzie zagrożeniem dla pacjentów- alarmuje Związek Zawodowy Anestezjologów w odpowiedzi na to, że minister zdrowia skierował do konsultacji społecznych projekt rozporządzenia w tym zakresie. Ma on ułatwić zatrudnianie w placówkach medycznych specjalistów spoza UE. Polscy lekarze podnoszą, że będą nagłaśniać każdy przypadek błędu medycznego popełniony przez anestezjologa z Białorusi czy Ukrainy, którzy rozpoczną pracę w polskich szpitalach. Rząd zmienia przepisy po to bowiem aby umożliwić zatrudnianie szpitalom lekarzy ze wschodu. 

Trudny do udowodnienia związek przyczynowy

Reklama

Upublicznianie ich błędów nie będzie jednak w praktyce takie proste:-Nie można ot tak sobie napisać na stronie internetowej, że jakiś lekarz popełnił błąd medyczny. Jeśli by tak było, to dlaczego lekarze nie ujawniają do jakich błędów dochodził już wcześniej w ich środowisku przy znieczulaniu. Co najwyżej takie informacje można podawać przy opiniowaniu medycznym- wskazuje Jarosław Witkowski, radca prawny i specjalista od prawa medycznego. Przyznaje, że błędy medyczne w anestezjologii zdarzają się często, ale są trudne do wykrycia bo trzeba wykazać jakie procesy biochemiczne zaszły w organizmie pacjenta po podaniu znieczulenia -A trudno wykazać związek przyczynowy między szkodą na zdrowia jaką finalnie doznał pacjent a podaniem znieczulenia-dodaje Jarosław Witkowski

Tak samo uważa Jolanta Budzowska, radca prawny specjalizująca się w reprezentacji pacjentów w procesach o błędy medyczne- Czasem trudno jest udowodnić, że szkoda na zdrowiu pacjenta jest konsekwencją błędów w procedurze znieczulenia, choć niewątpliwie doszło do naruszenia praw pacjenta- podkreśla Jolanta Budzowska. Przyznaje, że rzadko prowadzi sprawy z zakresu błędów anestezjologicznych bo najczęstsze dotyczą spraw związanych z powikłaniami w ginekologii i położnictwie czy chirurgicznymi. 

Reklama

Powikłania w anestezjologii są czasem nie do uniknięcia

Ale pilotowała np. sprawę pacjenta, który trafił do szpitala na zaplanowaną operację usunięcia gruczolaka prostaty. Pobyt w szpitalu został poprzedzony badaniami i kilkoma konsultacjami lekarskimi, m.in. konsultacją internistyczną i urologiczną, które nie stwierdzały przeciwskazań do wykonania tej operacji. Tuż przed zabiegiem, na sali operacyjnej, rozmowę z pacjentem przeprowadził anestezjolog. Wskazał mężczyźnie, że dostanie znieczulenie podpajęczynowe. Nie poinformował o innych możliwościach znieczulenia. Pacjent to zaakceptował, ale po poprzednich rozmowach z członkami personelu medycznego, był przekonany, że będzie znieczulany ogólnie. 

Reklama

Operację usunięcia gruczolaka zespół operujący przeprowadził bez komplikacji i według wszelkich standardów chirurgii urologicznej. Jednak przebieg pooperacyjny był powikłany bo u chorego wystąpił niedowład prawej kończyny dolnej, w której po ustąpieniu znieczulenia nie uzyskał czucia. Mężczyzna poddał się później intensywnej rehabilitacji, ale ta nie przywróciła dawnej sprawności chorej kończyny. Pacjent miał nadal trudności w poruszaniu się, korzysta ze stabilizatora opadającej stopy oraz kul ortopedycznych.

Opierając się na opinii biegłych sąd ustalił, że uszczerbek na zdrowiu, jakiego doznał pacjent, jest rzadkim, choć powszechnie znanym w medycynie powikłaniem po podpajęczynówkowym wstrzyknięciu bupivacainy. Powikłanie takie może nawet wystąpić przy prawidłowo technicznie wykonanym znieczuleniu. Sąd nie dopatrzył się błędu lekarskiego ani w postępowaniu chirurga, ani anestezjologa. Uznał, że doszło do powikłania, a nie błędu w sztuce lekarskiej. Zasądził dla pacjenta 50 tys. zadośćuczynienia za naruszenie praw pacjenta związane z brakiem odpowiedniej informacji o ryzyku zabiegu

Reklama

Ta sprawa dowodzi, że procesy o błędy medyczne też się zdarzają, choć rzadziej. Jeśli jednak anestezjolodzy będą upubliczniać pomyłki kolegów z Ukrainy czy Białorusi, może to doprowadzić do precedensów. Bo wówczas lekarze zaczną ujawniać błędy swoich kolegów z Polski, choć art. 52 kodeksu etyki lekarskiej wskazuje, że lekarz nie ma prawa publicznie dyskredytować innego lekarza.

-Trzeba jednak odróżnić publiczne dyskredytowanie od merytorycznej krytyki - tylko ta druga forma może być akceptowana i uzasadniana dobrem pacjentów- wskazuje Jolanta Budzowska

Reklama

Niemniej jednak, sytuacja medyków spoza UE, którzy mają dostać w Polsce warunkowe prawo do wykonywania zawodu zasadach wprowadzonych przez ustawę o zmianie niektórych ustaw w celu zapewnienia w okresie ogłoszenia stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii kadr medycznych, jest taka, że po pewnym czasie oni także stają się członkami izb lekarskich. 

Cudzoziemiec będzie członkiem izby lekarskiej

-W tej ustawie jest kilka etapów przyznawania prawa do wykonywania zawodu. Najpierw mocą decyzji administracyjnej lekarz dostaje zgodę od ministra zdrowia na wykonywanie zawodu w Polsce. Dopiero później okręgowa izba lekarska, na wniosek zainteresowanego, po dostarczeniu odpowiednich dokumentów potwierdzających kwalifikacje, będzie wydawała prawo do wykonywania zawodu- wskazuje Rafał Hołubicki z Naczelnej Izby Lekarskiej.

Reklama

Co oznacza, że w praktyce dopiero gdy lekarz spoza UE dostanie warunkowe prawo do wykonywania zawodu, zostanie członkiem okręgowej izby lekarskiej. Tym samym rzecznik odpowiedzialności zawodowej będzie mógł mu w razie podejrzenia popełnienia błędu, wytoczyć postępowanie dyscyplinarne. Ale także nie będzie go można publicznie dyskredytować.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości