Wyższe daniny na zdrowie, ale tylko za lepszą jakość

15 Marca 2021, 15:10 pieniądze

Pracodawcy proponują podniesienie składki zdrowotnej o 0,25 proc. dzięki czemu do budżetu NFZ wpłynie rocznie o 2,7 mld więcej. Posłowie jednak wskazują, że za tym musi iść podniesienie jakości usług zdrowotnych a w tym zmniejszenie kolejek. 

Federacja Przedsiębiorców Polskich odnosząc się do planowanego przez rząd podniesienia składki zdrowotnej, zorganizowali w poniedziałek 15 marca  konferencję poświęconą temu zagadnieniu. Analizowali w jej trakcie ostatni pandemiczny rok. 

Podali w poniedziałek, że w 2020 r. było 256 mln dni absencji chorobowych. 8,4 mld zł wydali pracodawcy na finansowanie tych absencji. Ich wyliczenia wskazują, że firmy mają 87 mld straty z powodu utraty wartości dodanej. 

- Od czasu uchwalenia ustawy 6 proc. PKB na zdrowie, nakłady NFZ na zdrowie od 2018 r. faktycznie rosły, gdyż była dobra koniunktura. Podnosiły się wynagrodzenia, ale i tak już trzy lata temu nie dało się zrealizować założeń przepisów, gdyż brane jest pod uwagę PKB sprzed dwóch lat. Pandemia wszystko zmieniła - wskazał podczas poniedziałkowej konferencji Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich. Podkreślił, że tylko systemowe działania zapewnią wyższe wpływy do NFZ, a nie podatek od reklam, bo z tego może pójść do Funduszu zaledwie 0,01 proc. PKB.

 Wzrost o 0,25 proc.

- Proponujemy podwyżkę składki o 0,25 proc. Dzięki temu w 2022 r. wpłynie do budżetu NFZ 2,7 mld zł więcej. W roku 2024 w kasie Funduszu znalazłoby się dzięki temu o 8 mld zł więcej - mówił Łukasz Kozłowski. 

Pracodawcy wyliczyli, że w przypadku pracownika zarabiającej minimalną pensję, czyli 2800 zł byłby to wzrost składki o 6 zł, a dla zarabiający 10 tys. zł miesięcznie - o 26 zł.

Pracodawcy zaproponowali też wprowadzenie pracowniczych planów zdrowotnych, tak aby odciążyć odrobinę publiczna ochronę zdrowia. Byłby to dodatkowy system dobrowolnych ubezpieczeń zdrowotnych. Uczestniczący w tym pracownik płaciłby dodatkowo 0,75 proc. składki zdrowotnej i otrzymałby w zamian za to gwarantowany maksymalny czas oczekiwania na świadczenie.

Z ich wyliczeń wychodzi, że dzięki podwyżkom składki zdrowotnej i pracowniczych planów kapitałowych do 2024 r. osiągnięty zostałby wzrost nakładów na ochronę zdrowia  o 0,45 proc. PKB pokrywających 70 proc. luki finansowej. - Tylko systemowe podniesienie składki zdrowotnej zapewnią, że rzeczywiście te pieniądze trafiłby do NFZ, gdyż takiej gwarancji nie ma w przypadku podatku od mediów i podatku cukrowego - przekonują pracodawcy.

W konferencji i w debacie wzięli udział także posłowie, ale niektórzy z nich zaznaczali, że za wzrostem składki zdrowotnej musi iść wzrost jakości usług zdrowotnych.

 Tylko za wyższą jakość

Obywatele nie zechcą płacić więcej, jeśli jakość się nie podniesie. Do specjalisty czeka się teraz 2 lata, do ginekologów nie da się dostać w mniejszych miastach, do fizjoterapeuty oczekiwanie w Warszawie trwa pół roku. Podwyżka składki powinna być wypracowana w porozumieniu ze społeczeństwem – wskazywała Hanna Gil-Piątekprzewodnicząca Koła Poselskiego Polska 2050.

Podobnego zdania był poseł Artur Dziambor z Konfederacji, ale dodał, że jest za tym, aby kłaść bardziej nacisk na prywatną ochronę zdrowia.

- Tylko wtedy, gdy ochrona zdrowia będzie w większym stopniu biznesem dbającym o zdrowie, będziemy lepiej obsłużeni. Prywatnej klinice będzie zależało na tym. W publicznym systemie można nieustannie dolewać pieniędzy, a szpital i tak będzie traktował pacjenta jak petenta, a nie klienta - wskazał poseł A.Dziambor.

Zaś Tomasz Latos, przewodniczący sejmowej Komisji Zdrowia, wskazał że trzeba będzie wypracować jakiś kompromis co do zwiększania nakładów na ochronę zdrowia. Posłowie zwracali też uwagę, że nacisk trzeba będzie położyć na profilaktykę i dobrze byłoby także, aby pracowników wspierali w tym przedsiębiorcy. 

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz