CEO o zdrowiu: Stajemy w obliczu redefinicji roli apteki i farmaceuty

28 Kwietnia 2021, 9:09

Stajemy obecnie w obliczu całkowitej redefinicji roli apteki i farmaceuty w opiece zdrowotnej - ocenia w wywiadzie dla Polityki Zdrowotnej Prezes Gemini Polska Artur Łakomiec.

Polityka Zdrowotna: Ten rok wiele nas wszystkich nauczył. Jakie są główne wnioski dla państwa branży biorąc pod uwagę wiele perspektyw? Jaka jest Pana pierwsza myśl po roku funkcjonowania w pandemii z punktu widzenia biznesu?

Artur Łakomiec, Prezes Gemini Polska: Myślę, że jako społeczeństwo stajemy obecnie w obliczu całkowitej redefinicji roli apteki i farmaceuty w opiece zdrowotnej. To, co do tej pory było tylko przedmiotem dyskusji i rozważań, dzisiaj kształtuje się ostatecznie, a właściwie już się wydarza. COVID spowodował na tyle istotną presję w systemie, który nie mógł już funkcjonować tak jak do tej pory, że musieliśmy się odwołać do wszystkich zasobów.

Rzeczą, która mnie najbardziej zaskoczyła, gdy rozpoczynałem pracę w sektorze aptecznym, było niespotykanie nieefektywne zagospodarowanie zasobów. Jeżeli mamy w Polsce 30 tysięcy farmaceutów i zastanowimy się, przez jaką część swojej pracy zajmują się oni jedynie wydawaniem leków czy produktów medycznych, możemy dojść do wstrząsających wniosków.

Jako wykształceni profesjonaliści, farmaceuci powinni stać się elementem opieki zdrowotnej w Polsce. Powinni służyć swoją wiedzą i wykorzystywać kompetencje na rzecz pacjentów. Studia, które kończą są bardzo wymagające. Co istotne, duża część osób wybiera ten kierunek z powodu pewnego powołania i kończąc go nie powinna tego powołania zgubić. Z moich rozmów z farmaceutami wynika, że wystarczą 3-4 lata pracy w przeciętnej aptece w Polsce, żeby cały etos zawodowy zanikł, żeby przesłoniła go codzienna rutyna.

Dane wskazują, że nie mamy wystarczającej liczby lekarzy, pielęgniarek, by sprostać potrzebom zdrowotnym. W konsekwencji lekarz traci pacjenta z pola widzenia zaraz po jego wyjściu z gabinetu czy ze szpitala. Zaczyna się terapia lekowa i nikt jej nie nadzoruje, a skutki takiej sytuacji mogą być opłakane. Na zapewnieniu pacjentom wsparcia w tym kluczowym momencie powinni skoncentrować się farmaceuci.


Czyli generalnie zarządzanie personelem. Czy branżę stać na to, aby dokonać takiej dość rewolucyjnej zmiany w funkcjonowaniu?

Odpowiedź na tę wątpliwość wydaje się oczywista: musi być stać, bo koszt alternatywny zaniechań jest bardzo duży. Tu pojawia się pytanie, na czym polega opieka farmaceutyczna, o której obecnie tak wiele się mówi i która być może wkrótce przyjmie m.in. formę uczestniczenia farmaceutów w szczepieniach. To nowe rozwiązania, które już próbujemy wdrożyć.

Opieka farmaceutyczna jest dla naszego społeczeństwa bardzo dużą szansą. I ogromnym wyzwaniem. Jeżeli pacjenci jej nie podlegają, znacznie trudniej o uczestnictwo w terapii lekowej, a także o przestrzeganie terapii lekowej zapisanej przez lekarza. Z drugiej strony - dużo częściej mamy do czynienia z zaniechaniem przyjmowania lekarstw po jakimś czasie, bo są terapie, które są mało komfortowe. Pacjenci mogą też ulec przekonaniu, że już się lepiej poczuli i nie doprowadzają terapii do końca. Efekt jest taki, że wracają potem do systemu, co generuje dodatkowe koszty. Czyli tracą pacjenci ponosząc konsekwencje na swoim zdrowiu i traci budżet państwa. To koszty znacznie wyższe niż te związane z zakupieniem leków i zapewnieniem dodatkowego nadzoru nad terapią lekową.

 

Czyli jak rozumiem, wdrożenie opieki farmaceutycznej powinno się odbyć przy udziale finansowym budżetu państwa?

Ja bym powiedział, że na koniec to ma sens dla budżetu państwa. Nie chciałbym przesądzać, który model opieki farmaceutycznej w Polsce wybierzemy, ale doświadczenia wielu krajów, np. Holandii, prowadzą do wniosku, że są bardzo istotne i trudne do kwestionowania korzyści z uczestnictwa państwa w finansowaniu opieki farmaceutycznej. Rozwiązania stosowane w Holandii są też ciekawe z uwagi na to, że w środowisku przedsiębiorców odbywa się konkurencja o pacjenta, o to, kto zapewni mu najlepsza opiekę. Regulator w pełnym poczuciu komfortu obserwuje to, co się dzieje na rynku, obserwuje modele, które się doskonalą i wybiera potem taką praktykę, która według niego jest najlepsza i podlega dwóm następnym krokom, a mianowicie jest warta upowszechnienia i jest warta refundacji. Są konkretne korzyści dla systemu - płatnik publiczny jeżeli się tym zajmuje płaci na końcu mniej, niż gdyby się tym nie zajął.

Drugim punktem odniesienia i przykładem są kraje skandynawskie, które liczą koszt pacjenta przez całe życie w rachunku ciągnionym, wobec czego widzą, np. jakie są koszty zaniechań. Te państwa mają bardzo duże osiągnięcia skutkujące tym, że wydłuża się średnia długość życia, przy czym większość osób przez długi czas pozostaje aktywna zawodowo i cieszy się dobrą jakością życia. To skutek tego, że kraje skandynawskie - nieproporcjonalnie bardziej niż pozostałe - zajmują się profilaktyką. Podsumowując, doświadczenia są i możemy z nich czerpać. A ponieważ pochodzą z krajów Unii Europejskiej, wymiana informacji jest ułatwiona, więc jest z czego korzystać.

My wchodzimy teraz w system opieki farmaceutycznej, gwałtownie w kontekście pandemii. Weszła właśnie w życie ustawa o zawodzie farmaceuty i opiece farmaceutycznej. To jest bardzo dobry pretekst do tego, aby się zastanowić, jak w ogóle system ma funkcjonować, jak farmaceuci mają uczestniczyć w jego działaniu, i najważniejsze - jaka jest całościowa filozofia funkcjonowania farmaceuty w Polsce, jak ma się on wpisać w system, jak komplementarny ma być jego udział w opiece, jak ma być uzbrojony w technologię, aby działać skutecznie. Bo my mamy pewne zaległości, pewnie 30-letnie we wdrażaniu opieki farmaceutycznej, więc teraz powinniśmy pójść szybką ścieżką.

Gdy przyszedłem do tej branży, to było dla mniej najbardziej fascynujące, jak ludzie tak wykształceni mogą się zajmować takimi prostymi rzeczami, wydawaniem towaru. Z całym szacunkiem dla osób pracujących na kasie w sklepie, farmaceuci w dużej mierze wykonują podobna pracę, więc ich wiedza i potencjał pozostają kompletnie niewykorzystane.

 

Czy ci farmaceuci, którzy zdążyli już zagubić swój etos i wypalili się, są gotowi, aby teraz podjąć się opieki farmaceutycznej? Czy jednak część będzie się obawiała nowych zadań?

Jeżeli nie ma systematyczności i ciągłości, to zawsze są tego konsekwencje. Tu nie możemy mieć złudzeń, że będzie łatwo. Podczas  konferencji z udziałem byłych wiceministrów zdrowia Krzysztofa Łandy i Marcina Czecha w kontekście raportu o opiece farmaceutycznej, wstrząsnęła mną zasadniczość w ocenie sytuacji wygłoszonej przez ministra Łandę. Powiedział on, że są leniwi farmaceuci i są ambitni farmaceuci. To jest rzecz bardziej na poziomie strukturalnym, część ludzi jest po prostu bardziej zaangażowana. Co ważne, system musi sprzyjać promowaniu takiego zaangażowania i wspierać zmianę, a zwłaszcza w zakresie median, w stronę ambitnego podejścia, a nie odwrotnie.

Dużo się mówi, że ten zawód potrzebuje redefinicji, ale można zapytać: co przeszkadzało przez 30 lat w tym, żeby wprowadzić ustawę o zawodzie farmaceuty i o opiece farmaceutycznej. Nawet jeżeli nie stać nas było na finansowanie nowych usług od razu, można było otworzyć przestrzeń na konkurencyjnym rynku początkowo bez refundacji. I zobaczyć wówczas, jakie są tego konsekwencje, tzn. jakie rozwiązania są proponowane, czy część farmaceutów i przedsiębiorców konkurując o pacjenta, i dbając o jego dobrostan, zaproponuje coś od siebie, czy jest gotowa sfinansować część - lub na pewnym odcinku całość - opieki farmaceutycznej, np. dzięki technologii, która pozwala działać przy dosyć niskim koszcie krańcowym. Więc co stało na przeszkodzie? Ja nie widzę żadnych racjonalnych powodów poza tymi, o których mówił minister Łanda. Wspomniał on, że inercja układu może być taka, iż powstanie pokusa, że ci niechętni zmianom farmaceuci będą ciągnąć tych ambitnych w dół. Takie ryzyko istnieje, ale regulator, samorząd zawodowy i przedsiębiorcy muszą temu przeciwdziałać. Powinniśmy na wszelkie możliwe sposoby promować tych, którzy są ambitni i chcą dać więcej od siebie dla dobra pacjenta i na koniec - ku pożytkowi ogólnemu.

Czyli potrzebne byłyby szkolenia dla tych "leniwych" farmaceutów, którzy zasiedzieli się w obecnym systemie? A może inne rodzaje zachęt?

Na pewno potrzebne są szkolenia, ale najbardziej potrzebna jest zmiana filozofii. Musimy się wyswobodzić z myślenia, że farmaceuta, który kończy uczelnię, ma dyplom, ma kompetencje, musi jeszcze uzyskać dodatkowy certyfikat, specjalne namaszczenie, aby realizować opiekę farmaceutyczną. To, co mamy na podstawowym poziomie opieki farmaceutycznej, czyli przegląd lekowy, nadzór nad terapią, wprowadzanie nowych leków dla danego pacjenta, to są rzeczy, które są absolutnym fundamentem wykształcenia farmaceuty. Czyli on kończąc studia jest do tego przygotowany. Oczywiści musi odbyć staż pod nadzorem bardziej doświadczonych kolegów. Domyślne rozwiązanie powinno być więc takie, że wychodzimy z uczelni i świadczymy opiekę farmaceutyczną, bo inaczej jesteśmy tylko sprzedawcami. Natomiast myślenie części środowiska jest takie, że farmaceuci po studiach potrzebują dodatkowej edukacji, umocowań, akredytacji, a to służy wyłącznie konserwowaniu sytuacji komfortowej dla farmaceutów "leniwych". Czego się boimy tak naprawdę...?

Odpowiedzialności?

Boimy się odpowiedzialności na poziomie indywidualnym i konkurencji na poziomie ogólnym.

W całym obrocie farmaceutycznym mamy przedsiębiorców, a przedsiębiorcy funkcjonują w warunkach konkurencji. Oczywiście działają też w warunkach regulacji. Czyli zderzają się dwa światy: świat konkurencji i efektywności oraz świat regulacji, procedur, ograniczeń itd. Nie może być jednak tak, że prawo zabija konkurencję, tylko to musi działać w pewnej przyjaźni. Przykład holenderski pokazuje, że regulator daje możliwość świadczenia usług opieki farmaceutycznej, samorząd zajmuje się doskonaleniem procedur, wypracowywaniem praktyk, oglądaniem tego, co robią przedsiębiorcy i jakie ciekawe rozwiązania proponują. Potem się wszystko składa w model, dopracowuje i upowszechnia, a regulator wybiera sobie najlepsze rozwiązania, które uznaje za warte refundacji. To jest system, który działa na korzyść pacjenta, na korzyść płatnika i na korzyść ambitnego farmaceuty, a na sam koniec, z powodu tego, że pacjent, który trafi do opieki farmaceutycznej staje się lojalnym pacjentem, nawet przedsiębiorca ma z tego korzyść. To jest prosty model, tylko nie wolno zabijać konkurencji.

Wracając do opieki farmaceutycznej. Ministerstwo Zdrowia zaproponowano 7 usług opieki farmaceutycznej w ostatnio opublikowanym raporcie, ale dosyć odległe są terminy wdrażania i pojawiły się propozycje pilotaży. Czy nie potrzebujemy szybszych zmian? Pandemia pokazała, że kwestię rozszerzenia szczepień można było przygotować w kilka tygodni. Raport mówi zaś o "stopniowym wprowadzaniu usług farmaceutycznych w dłuższej perspektywie czasowej".

Tutaj znowu posłużę się opinią ministra Łandy, który mówił, grając rolę adwokata diabła, że gdyby chciał spowalniać wdrażanie opieki farmaceutycznej, to proponowałby niekończące się pilotaże. Odpowiedź na pytanie, czy nie za późno się za to zabieramy jest krótka: tak, prawdopodobnie o 30 lat. Pytanie - czy nas stać na kolejne 30 lat zaniechań?

Czytając ustawę o zawodzie farmaceuty i widząc zakres nowych możliwości, jesteśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni. Może z powodu tego, że oczekiwania były niewielkie. Obiektywnie patrząc w ustawie zapisano odważne i mądre propozycje. Teraz diabeł tkwi w szczegółach i konfrontujemy się z problemem filozofii. Ustawa to jednak akt nadrzędny, więc przedsiębiorcy na podstawie ustawy, jeżeli chcą to robić z własnych kosztów, mają otwartą drogę. Jeżeli ktoś stwierdzi, że nie chce, nie stać go, to czeka wówczas na refundację.

A państwo chcą to robić?

My nie bez powodu byliśmy partnerami dwóch raportów na temat opieki farmaceutycznej. Uważamy, że farmaceuci generalnie mają poczucie frustracji wynikające z tego, że robią zbyt proste rzeczy w stosunku do kompetencji. Na to nakłada się jeszcze jeden element w naszej organizacji - współpracujemy z wieloma farmaceutami, którzy mają aspiracje i tzw. napęd. My jako przedsiębiorca możemy się tylko z tego cieszyć, bo najważniejszy dla nas jest pacjent. A skoro jako przedsiębiorcy i farmaceuci dzielimy ten pogląd, to jeżeli chodzi o opiekę farmaceutyczną, zastanawiamy się natychmiast nad tym, jak lepiej konkurować o pacjenta właśnie przy pomocy opieki farmaceutycznej.

Od kiedy będą więc państwo wdrażać to u siebie?

Czekaliśmy na wejście w życie ustawy. Podpisaliśmy list intencyjny z Gdańskim Uniwersytetem Medycznym i z Politechniką Gdańską. Chodzi nam o to, aby optymalizować terapię lekową i żeby eksperci akademiccy zastanowili się nad tym, jak pomóc nam w tej optymalizacji, a potem w upowszechnieniu w ramach grona aptek, które działają pod marką Gemini oraz jeszcze szerzej. Do realizacji celów chcemy wykorzystać technologię – w zakresie przesyłu i przechowywania danych oraz zadbać szczególnie o cyberbezpieczeństwo, aby pacjenci czuli się pewnie i komfortowo. Bez technologii nie osiągniemy sprawności działania. Potrzebny jest system, który jest szczelny i pewny co do danych, a wobec tego wnioski płynące z analizy informacji z systemu będą dobre i istotne statystycznie. Trzeci element, to usługi techniczne, które pomogą farmaceucie, np. eliminować konflikty lekowe u pacjentów, którzy są jednocześnie pod opieką kilku lekarzy specjalistów. Nie mamy geriatrów, czyli nie ma tego miejsca, gdzie jeden „dyspozytor” czuwa nad tym, aby leki się nie dublowały i nie pojawiały się interakcje między nimi. System informatyczny musi zatem wspomóc farmaceutę, aby nie przyjęło to takiej formy, że starsze osoby przychodzą do apteki z torbą leków i wysypują je, oczekując szybkiej porady czy weryfikacji.

Musi być więc dostęp do dokumentacji medycznej dla farmaceutów...

Oczywiście. Jeżeli chcemy to zrobić porządnie i efektywnie, to dostęp musi być. Można stopniowo zacząć działać, zanim system dokumentacji zostanie scentralizowany. Moje myślenie idzie w duchu tego, co zobaczyliśmy w Holandii. Pacjent chce stworzyć sobie konto i na nim farmaceuci zaczynają widzieć wszystkie recepty. Jednak zanim farmaceuta zobaczy wszystkie recepty, to system musi je zobaczyć. Konieczne są tu algorytmy, które wyłapują niezgodności między lekami. Taki system stymulowałby alerty, które widziałby farmaceuta, gdy pacjent chciałby coś wykupić. Wtedy nie mając dalej scentralizowanego systemu, farmaceuta może skontaktować się z lekarzem pacjenta i zaproponować zmianę terapii. To duża praca do wykonania, ale jeżeli zaimplementuje się system informatyczny, który to wspomoże na rozsądnym poziomie, nawet z prostymi algorytmami, to już będziemy mogli pomóc i dać dużą wartość pacjentom.

Więc kiedy u państwa takie rozwiązania? Na jakim jesteście etapie?

W pierwszej kolejności chcielibyśmy pomóc pacjentom kardiologicznym, bo to jest najbardziej palący problem cywilizacyjny. Dlaczego? Mamy ok. 6 milionów zdiagnozowanych pacjentów z nadciśnieniem i różnymi chorobami związanymi z krążeniem, a dodatkowo szacuje się, że 3-4 miliony osób jest niezdiagnozowanych. To w sumie jedna czwarta naszego społeczeństwa. Problemy dotyczą najczęściej osób, które są w szczycie aktywności zawodowej. Wypadają oni z rynku, wcześniej kontrybuując do sytemu, zarówno do budżetów domowych, jak i do systemu publicznego w postaci podatków, składki. Teraz zaczynają generować koszty, a jak są niezdiagnozowani, to dochodzi do nagłych incydentów, jak np. zawał czy wylew i potem pacjenci ci wracają do systemu jako biorcy ogromnych środków.

Zabieramy się zatem do pracy tak szybko, jak to możliwe. Trudno powiedzieć, że są tu rozpisane kamienie milowe, bo musimy zapewnić, że system jest szczelny, bezpieczny. Ale już rozpoczynamy prace nad infrastrukturą.

W opiece farmaceutycznej jest też mowa o miernikach, które trzeba wypracować. Jak powinny wyglądać?

To jest ważne dla przedsiębiorcy i płatnika, ale przedsiębiorca może myśleć trochę inaczej niż płatnik. Przedsiębiorcy zależy na lojalizacji pacjentów poprzez wysoką jakość serwisu i zaopatrzenia. Wewnętrznie dyskutowaliśmy ten temat i przekonaliśmy się, że wysoki standard obsługi dzięki technologii, która w efektywny sposób będzie pomagała farmaceucie wychwytywać wszystkie nieregularności, jest opłacalna. Nie pociąga za sobą wysokich kosztów związanych z czasem pracy farmaceutów. Oczywiście to wymaga przebudowania modelu funkcjonowania apteki, bo musimy z czasu pracy farmaceuty wyjąć takie działania jak zbieranie leków z półek, aby więcej czasu miał na opiekę farmaceutyczną. Z naszego punktu widzenia bilans się zgadza.

A z punktu widzenia płatnika?

Przyzwyczailiśmy się do myśli, że rozpoczniemy prace nie licząc na finansowanie czy refundację z systemu publicznego. Przemyśleliśmy, które elementy jesteśmy w stanie wprowadzić tak, aby już znacząco zwiększyć jakość obsługi pacjenta bez odwoływania się do płatnika.

Ostatecznie jestem zdania, że taka filozofia musi być powszechna. Z punktu widzenia nas, jako przedsiębiorców, to jest okazja do konkurowania na rynku o pacjenta. Nie ukrywamy tego, bo to jest dosyć oczywiste. Jeżeli możemy coś zrobić wcześniej, to zrobimy to wcześniej.

Natomiast odwołaniem do interesu ogólnego powinien zająć się regulator. To decydenci na poziomie systemu mogą stwierdzić: są praktyki, upowszechniamy je i finansujemy. Jeżeli chodzi o dobre praktyki, to najlepsze, jak sądzę, są w Skandynawii, bo działania są odpowiednio opomiarowane. Bada się grupy pacjentów objętych i nieobjętych opieką farmaceutyczną. Analizuje się, jak podnosi się poziom adherence, czyli przystąpienia do terapii, a potem compliance, czyli zgodności i doprowadzania jej do końca. Obserwuje się różnice w stanie zdrowia pacjentów, którzy są poza systemem i w ramach systemu. A potem jeszcze bada się koszt alternatywny, bo gdy mamy pacjentów, którzy nie uczestniczą w systemie, to ich stan zdrowia się pogarsza i oni wracają do sytemu z takimi problemami, że system musi ponosić większe koszty. W krajach, które to liczą wnioski są bardzo oczywiste, że wdrożenie i finansowanie opieki farmaceutycznej po prostu się opłaca.

Perspektywa wprowadzenia takich mierników na polskim ryku to pewnie perspektywa kilku lat.

Możemy już teraz zacząć budować na doświadczeniu innych krajów. Dlaczego mielibyśmy sądzić, że u nas to nie zadziała? Jesteśmy z tego samego kręgu kulturowego. Żeby znowu nie czekać kolejnych 30 lat musimy korzystać z dobrych praktyk i gotowych rozwiązań. Oczywiście są modele takie, jak opłata za serwis lub za efekt. W niektórych przypadkach korzyści są tak widoczne, że wystarczy wprowadzenie opłaty za serwis. W bardziej zaawansowanej sytuacji wymagamy, np. zrozumienia efektu, ale to dotyczy zwykle drogich innowacyjnych terapii. Opieka farmaceutyczna to koncepcja bardzo dojrzała, mamy dużo wniosków i trzeba z nich jak najszybciej korzystać.

Oprócz mierników, przydałyby się też standardy opieki farmaceutycznej.

Dokładnie. Po pierwsze - zaangażowaliśmy część farmaceutów, którzy zajmują się właśnie przygotowaniem takich standardów. Po drugie - podpisaliśmy list intencyjny z GUM-edem, aby jego zespół pomógł nam wypracować optymalne procedury i schematy działania. Będziemy więc opracowywali standardy w kontekście projektów, które chcemy uruchomić. W Holandii jest tak, że jak przedsiębiorcy opracują swoje standardy, to wówczas samorząd aptekarski przegląda je i stara się je upowszechnić działając w interesie społecznym, powszechnym. Przedsiębiorca ma też interes partykularny, to jest oczywiste. Więc samorząd i regulator starają się potem upowszechniać najlepsze praktyki. Mielibyśmy więc szanse otrzymać uwagi od samorządu holenderskiego. Nie mamy takiego zaufania u nas, bo samorząd nie jest tutaj stroną neutralną wobec naszej organizacji i kilku innych firm. W normalnym stanie rzeczy, samorząd powinien być naszym partnerem i powinien pomagać w opracowaniu standardów. Samorząd patrzy na rynek, zbiera dobre praktyki, doszlifowuje je i przedstawia regulatorowi. Rozmawia z nim, a ten potem upowszechnia najkorzystniejsze standardy, może je wpisać w akty prawne, a niektóre z tych procedur opłaca mu się refundować.

Każdy etap opieki farmaceutycznej musi być ujęty w karby, bo inaczej nie będziemy w stanie zrozumieć i zmierzyć efektów. Musi być opisany i śledzony, bo inaczej będziemy we mgle, więc to się musi stać już na etapie danej organizacji, a potem na etapie upowszechnienia.

 

A co z finansowaniem? Co sądzi pan o możliwości współpłacenia przez pacjentów?

System generalnie powinien działać na zasadzie pomocniczości. Już pewna część świadczeń jest współfinansowana. Dotyczy to np. leków, z których tylko część jest refundowana. Po wprowadzeniu ustawy o zawodzie farmaceuty będzie wymagało wyważenia to, na ile jesteśmy w stanie dopłacić do systemu, a jak bardzo z tego co musielibyśmy dopłacić, skompensuje wprowadzenie nowoczesnej technologii, która obniży globalny koszt. Oszczędności mogą płynąć z tego, że farmaceuci nie będą np. przeglądać wszystkich leków na miejscu, ale to system będzie im podpowiadał, na co zwrócić szczególną uwagę. To dopiero początek myślenia o konkretnych rozwiązaniach.

Regulator musi zastanowić się nad tym, które elementy systemu najbardziej służą pacjentowi. Najpierw wprowadzamy coś, co jest oczywiste, a potem to, co jest mniej oczywiste.

Zanim wprowadzimy refundację, można pozwolić przedsiębiorcom działać i zobaczyć, co się wydarzy. Powstaną różne systemy. Niektórzy przedsiębiorcy wezmą finansowanie na siebie. Powstanie macierz różnych usług i różnego poziomu współfinansowania. W praktyce okaże się, w którym kierunku zmierza rynek i na bazie tego będzie można ocenić, które rozwiązania się sprawdzają. Z proponowanych ostatnio pilotaży nie można wyciągnąć tego typu wniosków dotyczących współpłacenia.

My sugerujemy, by zobaczyć, co rynek zrobi z nowymi możliwościami i potem na zasadzie pomocniczości ingerować w te części, z którymi sobie nie poradzi. Jestem zdania, że to biznes powinien sam wykreować model, a regulator i środki publiczne powinny być komplementarne. Trzeba zastanowić się, którym grupom pacjentów pomóc.

Grupom pacjentów i farmaceutów, bo będą pojedyncze apteki, które nie będą w stanie wdrożyć pewnych schematów.

Problem wydaje się bardziej fundamentalny, bo wynika bardziej z liczby farmaceutów pracujących w pojedynczej aptece. Jeżeli mamy w aptece jednego farmaceutę lub jednego i część statystycznie, to jak w ogóle wprowadzić opiekę farmaceutyczną?

Ale czy to nie będą podmioty wykluczone? Być może jest mała miejscowość, gdzie jest taka apteka i są starsi pacjenci, którzy chcieliby skorzystać z opieki farmaceutycznej.

Gdybym miał być rzecznikiem regulatora w tym względzie, prawdopodobnie zastanawiałbym się, jak tej małej aptece, gdzie jest jeden magister farmacji, system może pomóc, na przykład - przez pracę technika i asystenta farmaceutycznego. Czyli jaki system efektywnego nadzoru stworzyć, aby leki były wydawane pacjentowi bez błędów, a jednocześnie aby farmaceuta przez zmianę struktury godzin pracy mógł skoncentrować się na opiece farmaceutycznej. Musimy uniknąć takiej sytuacji, że przez to, iż część rynku przypomina PRL-owski skansen, wszyscy będziemy pozbawieni opieki farmaceutycznej. Tak nie może być.

To powinno być więc rolą regulatora. Trzeba szukać rozwiązań i wydaje się, że leżą one w systemie pracy. Musimy się wspomagać. Na pewno nie możemy deprecjonować zawodu technika farmaceutycznego, co od czasu do czasu ma miejsce. Pomóżmy temu zawodowi poczuć się stabilnie w systemie. Powiedzmy jego przedstawicielom jak bardzo są ważni. Jeżeli chcemy mieć opiekę farmaceutyczną, to mówiąc "a", trzeba powiedzieć "b". Aby magister farmacji miał więcej czasu, musi scedować więcej procedur na technika. Jak się popracuje nad tym poważnie, to jest tu coś do zrobienia wspólnie, bo interes wszystkich środowisk jest bardzo spójny.

Dużo mówił pan o podziałach w środowisku. Niedawno odbyło się spotkanie środowiska farmaceutycznego u Prezydenta RP Andrzeja Dudy. To wyłącznie gest polityczny czy próba przełamania impasu?

Mam takie marzenie. Zastanawiam się, kiedy będzie lepszy moment na przełom, jak nie teraz - w kontekście tak poważnego wyzwania, jakim jest wyszczepienie pacjentów, w którym mają uczestniczyć farmaceuci. Na spotkaniu padły poważne deklaracje. Patron jest poważny, więc wszyscy zachowali się bardzo poprawnie. To moment, gdy zrobiło się nam przyjemnie i mam nadzieję, że to nie jest krótkotrwałe wrażenie.

Jest absolutnie niedopuszczalne, aby samorząd dzielił farmaceutów ze względu na to, dla kogo pracują. Nawet biorąc przykład polskich lekarzy, to nie do wyobrażenia jest, aby izba lekarska zaczynała dzielić lekarzy, bo ten pracuje dla tej dużej sieci, a ten - dla publicznego podmiotu. To nie do pomyślenia. To oburzające, że samorząd próbuje ingerować we własność, w przenoszenie licencji, a czyni to notorycznie. Notorycznie jest w postępowaniach, w których widzimy naszych franczyzobiorców, którzy są objęci ostracyzmem ze strony samorządu. Nie widzieliśmy chyba ani jednego przypadku, w którym samorząd pomógłby farmaceucie i stanął za farmaceutą, który obligatoryjnie jest przecież członkiem tego samorządu. Zawsze jest opozycja. Samorząd aptekarski w Polsce nie wypełnia swojej roli. Zarówno w kontekście dobrych praktyk w innych krajach, jak i tego, jakie są standardy w Polsce wśród innych grup zawodowych, np. lekarzy czy prawników. Może mówię dosadnie, ale wydaje się, że to środowisko może się naprawić wyłącznie pod wpływem presji i uświadamiania, że to co robią, to jest głęboko niewłaściwe.

A kto miałby tę presję wywrzeć?

Myślę, że my wszyscy, a na koniec sami farmaceuci, którzy są członkami tego samorządu. Także regulator. Ten wystąpił ostatnio z inicjatywą, gdzie postanowił odciąć samorząd od nominacji wojewódzkich inspektorów farmaceutycznych. Wiemy o tym podstawowym konflikcie interesów, który tam funkcjonuje tworząc niewłaściwą sytuację. Tworząc ją powoduje, że system zaczyna iść w niewłaściwym kierunku.

Kolejność jest taka: najpierw mamy konflikty interesów, potem mamy czas kształtowania się praktyki i niewłaściwych pokus, nadużyć, a kolejny etap - to już etap patologii. Tu regulator ma więc też rolę do odegrania.

Widzą Państwo taki krok w kierunku przełomu?

Ciekawa sytuacja jest z tym rozporządzeniem o WIF, w ramach którego wreszcie samorządy zostaną odcięte od wyboru inspektorów wojewódzkich. Problem został dostrzeżony i regulator, czyli państwo polskie, musi zadać sobie proste pytanie: czy chce mieć niezależny aparat urzędniczy do bycia arbitrem, czy komfortowo czuje się w sytuacji, która w jednym z raportów została określona jako "przejęcie regulatora"? To są rzeczy w kraju należącym do Unii Europejskiej w XXI w. absolutnie nie do zaakceptowania. Wydaje się, że presja cywilizacyjna jest wystarczająco duża, aby to się przestało dziać. W kontekście wizyty u Pana Prezydenta, wyzwania są też takie, że najwyższy czas przestać się zajmować regulowaniem własności, a trzeba pochylić się nad dobrostanem pacjentów i dobrostanem farmaceutów jako elementem tego pierwszego.

Czy oczekują Państwo, że Prezydent będzie tego gwarantem?

Trudno wymagać od Prezydenta, aby był gwarantem. Dobrze, że Prezydent zadeklarował kolejne nieodległe spotkanie. Dobrze, że Prezydent będzie stymulował nas do tego. Kto ma odwagę w tak dobrej sprawie odmówić Prezydentowi?

W ostatnich dniach ukazała się też odpowiedź resortu zdrowia na interpelację poselską dotyczącą interpretacji przez część WIF-ów zapisów ustawy "apteka dla aptekarza"(AdA). Czy tutaj Naczelny Sąd Administracyjny powinien wydać interpretację przepisów?

W imieniu Gemini i franczyzobiorców prowadzących swoje apteki pod tą marką, chciałbym powiedzieć, że my nie jesteśmy przeciwko AdA. Gdyby ta ustawa była egzekwowana zgodnie z jej pierwotnym duchem, to w istocie zmusza ona korporacje do podzielenia się zyskiem z farmaceutami. Nie da się rozwijać dalej biznesu bez rozwoju sieci franczyzowej. Ponadto taka sieć franczyzowa jest ważna również w innym kontekście. Wśród hurtowni mamy daleko idącą konsolidację, czyli funkcjonuje trzech graczy, którzy mają 80 proc. udziału w rynku. Przy rozdrobnionym, zatomizowanym rynku aptecznym, jaką pozycję negocjacyjną ma pojedyncza apteka wobec tak bardzo skonsolidowanego hurtu. Ustawa AdA w tym sensie czyni coś dobrego, mówi: korporacjo chcesz się dalej rozwijać, to albo konsolidujesz się na podstawie zezwoleń wydanych przed wejściem w życie AdA, albo rozwijasz jakąś sieć partnerską, franczyzową przy pomocy farmaceutów. To powoduje, że przed farmaceutami, przed tą częścią z nich, którzy oprócz tego, że są kompetentni zawodowo, mają jeszcze ducha przedsiębiorczości, chcą zostać aptekarzami, przed nimi jest szansa.

Dla młodego człowieka, który idzie do tego zawodu i nie ma rodziców aptekarzy, po których może odziedziczyć aptekę, pojawia się nowa perspektywa. Myśli sobie: skończę studia, już nie będę tylko sprzedawcą, ale będę uczestniczył w opiece farmaceutycznej, stanę się partnerem w opiece zdrowotnej. Co więcej, mogę to zrobić w miejscu, gdzie będą wykorzystywane nowoczesne technologie, a na końcu - jak będę miał doświadczenie - to jestem w stanie przy pomocy jednej z sieci partnerskich zostać aptekarzem i zapewnić sobie godne wynagrodzenie za pracę. Ta szansa staje także przed nowymi adeptami zawodu, więc staje się on atrakcyjny.

Ponadto po upływie 30 lat, gdy mamy wolną Polskę, pojawiło się całe pokolenie ludzi, którzy w latach 90-tych brali udział w prywatyzacji, tworzeniu aptek, a teraz chcą przejść na emeryturę. Rodzi się pytanie: czy oni będą mogli swoje apteki sprzedać za uczciwą cenę, czy ich biznesy będą upadały? Z tego punktu widzenia AdA wprowadziła do systemu bodziec motywacyjny i niech on działa. Problem jest z interpretacją, która jest wypaczana pod wpływem samorządu. Nie wszystkie WIF-y w kraju podążają za sugestią tej części samorządu, która chce kształtować własność tego rynku. Ta część, która podąża, musi być odizolowana od wpływu członków samorządu hamujących rozwój. Nie może być tak, że w procesie dotyczącym własności uczestniczy samorząd, bo nie ma do tego legitymacji i kompetencji. Kompetencje w zakresie kształtowania się konkurencji na rynku mają urzędy antymonopolowe, wyspecjalizowane jednostki, które mają aparat instytucjonalny i doświadczenie w tym zakresie.

Trzeba zacząć od kształtowania modelu niezależnego od wpływów lobby. Krokiem w tym kierunku jest oddzielenie kompetencji samorządu od oddziaływania na struktury WIF. Ministerstwo zauważyło wreszcie problem i podejmuje próby, by go rozwiązać.

Inną kwestią jest interpretacja mocy licencji przyznanych przed wejściem AdA. Kolejny problem dotyczy programów franczyzowych i grup partnerskich. W pierwszym obszarze jest już bardzo dużo orzecznictwa, ale jednocześnie panuje chaos. Skutki mogą być bardzo poważne, bo mogą dotyczyć wywłaszczeń, co potem może wiązać się z odszkodowaniami ze strony skarbu państwa, czyli zapłacimy za to wszyscy. Sytuacja jest tu tak nabrzmiała, że należałoby poprosić Naczelny Sąd Administracyjny o stosowną uchwałę.

W przypadku grup franczyzowych i partnerskich- sprawa jest dość prosta: samorząd musi być absolutnie odseparowany od ingerencji. Możemy korzystać z dorobku kilku instytucji: Krajowej Izby Skarbowej, Prezesa UOKiK, Prezesa Rady Ministrów, Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości i stanowiska Komisji Europejskiej. Wszystkie one są zgodne i definiują prawidłowo franczyzę, a ponadto, mimo że wydały akty niezależnie, nie ma między nimi sprzeczności.

Na jakiej podstawie samorząd jest w stanie twierdzić, że ma lepszą definicję franczyzy? Musimy skorzystać z dobrego dorobku, który jest. Powinien wreszcie stać się instrukcją dla urzędów i inspektoratów farmaceutycznych. One w trakcie przenoszenia licencji powinny merytorycznie zajmować się częścią farmaceutyczną, a w kwestii własności - powinny obowiązywać jednoznaczne instrukcje, do których w każdym momencie można się odnieść.

Inną kwestią budzącą kontrowersje jest zakaz reklamy aptek, zwłaszcza w kontekście wejścia opieki farmaceutycznej. W jakim kierunku powinien iść ten zakaz?

W jaki sposób skutecznie wdrożyć opiekę farmaceutyczną bez możliwości poinformowania pacjentów, że ona jest świadczona? To wszystko zaczyna przybierać karykaturalną formę. Dobrze, że w temat zaangażowała się Unia Europejska, chociaż powinniśmy być w stanie sami zdefiniować sobie rozsądny punkt odcięcia. Takim - według mnie - jest poinformowanie pacjenta o tym, że istnieje dana apteka, że działa w takich godzinach i że ma taki zakres usług. Podobnie jak dzieje się to w przypadku podmiotów leczniczych. W kontekście opieki farmaceutycznej, która 16 kwietnia br. weszła w życie, to wydaje się absolutnym minimum. Trzeba zastanowić się, które elementy niosą korzyści dla pacjenta.

W ostatnim czasie pojawił się też inny projekt rozporządzenia, który dotyczy zakupów bezpośrednio w hurtowniach farmaceutycznych. Czy nie uderzy on w apteki indywidualne, gdzie wcześniej DPS-y, domy dziecka robiły zakupy?

Ten projekt chyba nie jest dobrze przemyślany, także w kontekście wprowadzenia opieki farmaceutycznej. Jeżeli jednym z punktów tej opieki ma być nadzór nad terapią lekową i przygotowywanie leków dla osób starszych, deblistrowanie i pakowanie leków ponowne dla pacjentów, to trudno sobie wyobrazić hurtownika, który ma świadczyć takie usługi dla DPS-u. Wydaje się to nieprzemyślaną propozycją. Z jednej strony robimy krok do przodu wdrażając opiekę farmaceutyczną, a z drugiej pojawiają się tego typu pomysły. Projekt ten może mieć dodatkowo konsekwencje dla bezpieczeństwa obrotu i odwróconego łańcucha dystrybucji.

Mam jeszcze pytanie o sytuację finansową rynku farmaceutycznego, bo były np. przerwane łańcuchy dostaw, podrożał transport, rosną koszty pracy i utrzymania biznesu. Czy planują Państwo zmianę marż?

Nie, nie myślimy o zmianie marż. Polska jest szczęśliwie takim krajem, gdzie istnieje dość silna konkurencja na rynku farmaceutycznym. Teraz jest szczególny, trudny moment, kiedy wielu pacjentom się nie przelewa. Skarb Państwa zaciąga kolejne długi na walkę z COVID, więc to nie jest moment, gdy przedsiębiorcy powinni oczekiwać więcej. Biznes musi konkurować w warunkach, które są obecnie. Płace oczywiście rosną i są wyzwaniem.

Wracamy tu do pierwotnej idei, czyli tego, od czego zaczęliśmy rozmowę. Jeżeli zmienimy definicję i model pracy apteki, magistrowie farmacji będą zajmowali się usługami o wyższej wartości dodanej, wtedy będziemy w stanie świadczyć usługę opieki farmaceutycznej większej liczbie pacjentów i wtedy możemy liczyć na większą ich lojalność. Tym samym można spodziewać się większych przychodów. A w przyszłości być może refundacji dla nowych usług. To jest droga do zwiększenia rentowności biznesu - poprzez korzyść dla pacjenta.

Czy kolejne miesiące mogą być okresem wzrostowym jeżeli chodzi o przychody i sprzedaż? Jedno, dwucyfrowym? Czy to Eldorado mają już państwo za sobą?

Wydaje się, że z powodu COVID narasta nam dług zdrowotny i to się w którymś momencie ujawni z dużą mocą. Wydaje się, że rynek powinien wrócić do normalności, jeżeli uda nam się wyszczepić wystarczającą liczbę obywateli, zrezygnować z lockdownu itd.

Obserwujemy, że gdy rynek wychodzi z kolejnych lockdownów, wówczas organicznie wraca po pewnym czasie do swojego normalnego stanu. Zwłaszcza w kontekście tego, że pacjenci zaczynają efektywnie dbać o swoje zdrowie, efektywnie się diagnozować. Zawsze jak jest lockdown - jest spadek, a gdy wychodzimy z lockdownu - próbujemy nawet nadrabiać zaległości... po czym wchodzi następny lockdown. Więc jesteśmy jako sektor w trudnej sytuacji, ale musimy przez to przejść.

A ograniczenia w dostawach są widoczne?

My nie obserwujemy tego. Rok temu w marcu, kwietniu była faza bardziej kryzysowa. Dodatkowo sytuacja nałożyła się na pierwszy lockdown i falę pacjentów, którzy chcieli zaopatrzyć się na zapas.

Czy farmaceuci są już gotowi do szczepień?

Dzisiaj odsetek chętnych farmaceutów u nas jest wyższy, niż średni na rynku. Musimy jeszcze sprawdzić, w których aptekach mamy wystarczającą liczbę magistrów farmacji, ale jesteśmy w sytuacji lepszej, niż przeciętne podmioty na rynku, bo mamy średnio 4,5 etatu magistra farmacji na aptekę.

Ważną kwestią jest też infrastruktura i przygotowanie, czyli muszą zostać szybko zdefiniowane wymogi. Patrząc na to, jak np. organizowano to w Izraelu, tam nie przesadzano z wymogami. To znaczy wystarczył dosyć prosty zestaw, parawan itd., bo sytuacja jest nadzwyczajna. Ważne będzie czuwanie nad tymi 15 minutami po szczepieniu i procedury na wypadek wstrząsu anafilaktycznego.

Kolejny punkt to przepustowość w zakresie szkoleń i to już od nas tak bardzo nie zależy. Chyba, że dostaniemy imprimatur ze strony regulatora na to, abyśmy mogli zatrudnić trzecią stronę do szkoleń. Sytuacja jest na tyle poważna, że powinny pojawić się takie rozwiązania. Inaczej powstają wąskie gardła. Są już organizowane szkolenia dla farmaceutów i nie ma problemu z częścią teoretyczną, ale jest problem z częścią praktyczną przy uczelniach. Byłoby więc dobrze, gdybyśmy mogli do części praktycznej sami kontraktować pielęgniarki, aby uczyły szczepić naszych farmaceutów.

Jeszcze jest trochę do zrobienia, skoro chcemy ruszyć w maju, aby okres wakacji został dobrze wykorzystany. Fala szczepionek nadciąga, więc musimy mieć przygotowanych farmaceutów, miejsca. Do zrobienia jest też kampania społeczna, bo mamy nadal dużą liczbę osób nieprzekonanych do szczepienia się.

I niech to będzie podsumowanie naszej rozmowy. Dziękujemy.

Dziękuję.

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz