Rząd drastyczną podwyżką składki zdrowotnej wyhoduje szarą strefę

17 Maja 2021, 12:53 kasa pieniądze

Rząd podnosząc składkę zdrowotną uderzy w szpitale, także te podległe mu, gdzie szereg medyków jest samozatrudnionych. Dyrektorzy szpitali już oczekują rozmów o podwyżki. Ekonomiści wskazują, że stopniowe podnoszenie składki np. o 1 proc. jest potrzebne, ale nie dotknie bogatych rolników.

Ogłoszenie w sobotę Nowego Ładu przez rząd wbiło wielu ekspertów od ochrony zdrowia i ekonomistów w osłupienie. Jarosław Kaczyński wespół z premierem Mateuszem Morawieckim ogłosili, że zlikwidowana będzie możliwość odprowadzania zryczałtowanej składki zdrowotnej u osób samozatrudnionych. Tak jak pracownik etatowy, osoba prowadząca działalność gospodarczą, zapłaci 9 proc. składki zdrowotnej liczonej od przychodu. Nie będzie jej można odliczyć od podatku, jak obecnie. Być może tylko reforma ma być neutralna dla osób z przychodami między 6 a 10 tys. miesięcznie brutto. To na razie zapowiedzi. 

Niemniej jednak, rząd podkreślał podczas prezentacji Nowego Ładu jak ważne jest zdrowie, dofinansowanie i restrukturyzacja szpitali, może poprzez zmiany w składkach zdrowotnych sam w te szpitale uderzyć. Bo pośród 2 mln samozatrudnionych według GUS, jest gross lekarzy, ale także pielęgniarek-specjalistek.

- Spodziewam się, że po podwyżce składki będą chcieli renegocjować swoje umowy kontraktowe i żądać możliwości wystawiania wyższych faktur. Dyrektor szpitala nie ma zaś często pola manewru, gdyż w razie braku gwarancji podwyżek, odchodzi mu cały zespół wraz z ordynatorem na czele - wskazuje Władysław Perchaluk, prezes śląskiego Stowarzyszenia Szpitali Powiatowych. 

Alarm związków zawodowych

Po ogłoszeniu Nowego Ładu na alarm biją też związki zawodowe. Krzysztof Bukiel, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy wskazuje, że przedsiębiorca z dochodem 20 tys. zł, który płacił składkę na NFZ ok. 400 zł miesięcznie, teraz zapłaci 1800 zł i będzie to dodatkowe obciążenie do podatku liniowego 19 proc. Wielu lekarzy specjalistów wystawia szpitalom faktury na takie kwoty właśnie. Oczywiście muszą od tego także zapłacić składki emerytalne do ZUS, ubezpieczenie OC czy odprowadzić podatek. Część lekarzy pracuje też na etat w szpitalu, a dodatkowo prowadzi działalność gospodarczą, aby móc wystawiać faktury przychodni specjalistycznej, w której praktykuje. 

- To będzie drastyczna podwyżka. Umowy cywilnie są wygodne dla dyrektorów szpitali, ale i dla samych lekarzy, gdyż zdejmują ograniczenia czasowe, co do możliwości wykonywanych usług. Podmioty medyczne realizujące umowę z NFZ i zupełnie prywatne, nie działają w oderwaniu od rynku. Podwyżka składki zdrowotnej, może zatem spowodować podwyżkę usług, za które finalnie zapłaci pacjent- mówi Marcin Pakulski, były prezes NFZ. 

Rządowe szpitale wolą oferować kontrakty

Jak nieoficjalnie dowiedziała się Polityka Zdrowotna, także rządowe szpitale korzystają z różnych form zatrudnienia. Instytut Kardiologii w Aninie chce zatrudniać lekarzy na kontrakty, bo to jest bardziej elastyczna forma i lepiej się wówczas z medykami pracuje. 

Co ciekawe, specjaliści są oburzeni, że podwyżka składki zdrowotnej obejmie tylko przedsiębiorców, osoby wykonujące wolne zawody. A tymczasem rolnicy, nawet bogaci płacą miesięcznie do NFZ 1 zł składki zdrowotnej liczonej od każdego hektara.

- Już dawno jest policzone w NFZ, że przesyłane przez KRUS pieniądze nie pokrywają leczenia rolników. Jest to zatem głęboko niesprawiedliwe, że podwyżką uderza się tylko w samozatrudnionych, a pozostawia szereg wyjątków. To nie jest solidarny system i przedsiębiorcy mają prawo czuć się oburzeni- mówi Małgorzata Gałązka-Sobotka, ekspert ds. ochrony zdrowia Uczelni Łazarskiego.

Ukryty podatek

Eksperci zauważają, że efekt podwyżek składki może być taki, iż rozrośnie się szara strefa. Kosmetyczki, hydraulicy, budowlańcy, psychologowie czy fryzjerzy przestaną wystawiać część paragonów. Finalnie podniosą dla konsumenta ceny swoich usług czy produktów. 

Ponadto firmy będą rejestrowane w krajach ościennych.

- Jestem zwolenniczką bardziej transparentnych rozwiązań, aniżeli podnoszenie jednym grupom obywateli składki zdrowotnej, a innym nie. Nie jestem przekonana czy ryzyko korzystania z publicznej ochrony zdrowia jest wyższe dla zamożniejszych obywateli, skoro tylko im ma się podnieść składkę. Lepiej jest podnosić podatki. To czyste rozwiązanie - podsumowuje prof. Agnieszka Chłoń-Domińczak, dyrektor Instytutu Statystyki i Demografii SGH.

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz