50 lat pracy bez żadnego zakażenia. „Wystarczy trzymać się zasad”

03 Czerwca 2021, 8:53

Większość Polaków zna osobę, która była zakażona koronawirusem bądź sama chorowała na COVID-19 a co piąta osoba zetknęła się ze śmiercią spowodowaną tą chorobą w swoim bliskim gronie. Wciąż nie brakuje jednak śmiałków, którzy nie przestrzegają prostych zasadach higieny chroniących przed zakażeniem groźnym wirusem.

Koronawirusa SARS-CoV-2 znamy już coraz lepiej, jednak zmienność wytycznych na przestrzeni ponad roku spowodowała, że mniej niż połowa Polaków jest przekonana do ustanowionych w tym czasie wytycznych i obostrzeń (45,4 proc.). Teoretycznie doskonale wiadomo, co należy robić, szczególnie w czasie luzowania obostrzeń, by pozostać zdrowym i odpowiedzialnym społecznie. Jednak mimo tej wiedzy, Polacy zdają się nie czuć ryzyka ewentualnej kolejnej fali koronawirusa w Polsce, szczególnie dotkliwej w miejscach pracy.

Jak wskazują eksperci, obecnie najbardziej odpowiedzialnym jest dążenie do zaszczepienia się. Jednak, dopóki nie zrobi tego odpowiedni odsetek społeczeństwa, który pozwoli wykluczyć ryzyko szerzenia się epidemii, powinniśmy stosować się do podstawowych wytycznych sanitarnych.

Nie wszyscy wiedza, że zaszczepienie się bądź przechorowanie niekoniecznie musi nas zwalniać z odpowiedzialności - mówi w rozmowie z Polityką Zdrowotną prof. Andrzej Gładysz, specjalista chorób wewnętrznych i chorób zakaźnych

- Przechorowanie, czy uodpornienie poprzez szczepienie pozwoli wytworzyć przeciwciała, które będą nas chronić przed zakażeniem, ale też nie chronią nas całkowicie – zaznacza. . Mamy dowody kliniczne, że  u osób, które przechorowały lub zostały zaszczepione występują zakażenia powtórne. Dopóki w otoczeniu jest określona ilość wirusa, to musimy ciągle zachowywać wszystkie zasady ograniczające epidemiczne szerzenie się wirusa, a przynajmniej przerywające ten łańcuch epidemiczny – mówi prof. Andrzej Gładysz.

Jeszcze nie tak dawno, bo zaledwie 1,5 miesiąca temu, w szczycie trzeciej fali koronawirusa, Minister Zdrowia podkreślał, że z raportów sanepidu, które otrzymuje wynika, że zakład pracy jest dominującym miejscem w generowaniu nowych zakażeń. Minister zdrowia zaapelował, by tam, gdzie to możliwe, przechodzić na pracę zdalną. "To jest bardzo ważne, żebyśmy wrócili do tego trybu pracy zdalnej i w ten sposób ograniczyli możliwość zakażenia" - podkreślał. (21 marca br.) Tyle że nie wszędzie praca zdalna jest możliwa, ale możliwe jest zapewnienie bezpieczeństwa pracowników i kadry menadżerskiej. Co w czasie obecnego poluzowania obostrzeń pracodawcy powinni mieć w sposób szczególny na uwadze.

Jak skutecznie chronić siebie, współpracowników i bliskich przed zakażeniem?

Podstawą jest szybka identyfikacja problemu. Jeśli czujemy się osłabieni, bądź chorzy to zostańmy w domu i udajmy się do lekarza. Natomiast jeśli prowadzimy na przykład placówkę medyczną warto postawić na certyfikowane, szybkie testy antygenowe. To oczywiście dodatkowy koszt dla pracodawcy, ale może radykalnie obniżyć ryzyko absencji większego zespołu, który w przypadku zakażenia powinien zostać skierowany na kwarantannę.  Poprzez proste pobranie próbki wymazu z jamy nosowo-gardłowej lub jamy nosowej (przednia część nosa), za pomocą testu możliwe jest wykrycie zakażenia SARS-CoV2 we wczesnej fazie choroby, szczególnie bezpośrednio po wystąpieniu typowych jej objawów. Antygenem docelowym wykrywanym przez test jest białko N (nukleokapsyd) o wysokim stopniu identyfikacji, nawet w przypadku mutacji wirusowych.  Ceny takich testów wahają się  30-60 zł za sztukę.

 

Trzeba jednak pamiętać, że zachorowanie jednego pracownika, może spowodować także zakażenie jego bliskich oraz całkowite wyłączenie funkcjonowania firmy czy jej istotnej części. Dodatkowo wdrożona praca zmianowa, zachowanie dystansu społecznego i zakładanie dobrej jakości maseczki, gwarantują dużą dozę bezpieczeństwa dla zespołu i klientów.

- Dziś wiemy, że największe zagęszczenie wirusa znajduje się w przestrzeni 1-1,5 m osób ze sobą przebywających – podkreśla ekspert. Dodaje, że jeśli maseczki to tylko „dobrej jakości”. - Nie bawełniana czy jedwabna. Tylko maska z odpowiednim certyfikatem FFP2, to jedyna ochrona, która ogranicza w sposób optymalny wydalanie wirusa a przy mowie z kimś kto nie mam maski, bądź ma maseczkę gorzej jakości, ogranicza ilość wdychanego wirusa z otoczenia – mówi.

Trzecia sprawa to higiena osobista. Po wykonaniu dużych zakupów, po byciu w środowisku, gdzie mijamy się z wieloma osobami na przykład na korytarzach w biurze i przebywamy tam dłuższy czas, powinniśmy starannie zdjąć odzież w którą nosiliśmy, wziąć prysznic bądź umyć starannie twarz, oczy, odkryte części ciała.  - Przy każdej możliwości powinniśmy umyć ręce choćby dlatego, że nie zawsze kontrolujemy swoje odruchy jak poprawianie włosów, które mogą być mocno zasiedlone przez wirusy albo też otarcie oczu, które sprzyja przyswojeniu wirusa. – mówi prof. Andrzej Gładysz.

Które maseczki najskuteczniejsze?

Po blisko 15 miesiącach pandemii, kiedy większość wyrobów medycznych jest już bez problemu dostępna, teoretycznie o maseczkach wiemy wszystko. Zniesienie obowiązku ich noszenia na zewnątrz spowodowało, że czasem zapominamy, że maseczka powinna trafić na usta i nos wchodząc z ulicy do budynku. Skoro używamy ich nieco rzadziej, to tym bardziej warto postawić na najlepsze.

- Powinniśmy nadal próbować używać najskuteczniejszych urządzeń, jakie są dostępne. W tym przypadku taki warunek spełniają właśnie półmaski filtrujące typu FFP2 i FFP3, które cechują się sprawdzalnym, bardzo wysokim poziomem ochrony – mówi ekspert.

Skuteczność ochrony zależy zarówno od poziomu filtracji, który w przypadku tych urządzeń jest bardzo wysoki, jak również i od ilości powietrza, którą zasysamy poprzez nieszczelności maski. To jest właśnie podstawowa różnica pomiędzy maską medyczną a półmaską filtrującą.

- W masce medycznej duża cześć powietrza przedostaje się poprzez szczeliny i niedopasowanie do twarzy. Ma ona jednak na celu ochronę pacjenta w czasie wykonywanej przez lekarza czynności zabiegowej. – podkreśla.

Dodaje, aby pamiętać o tym, że lepiej „nie liczyć na innych a zabezpieczyć się samemu najlepiej jak potrafimy”.

- Jeśli ktoś obsługuje 100 klientów, to niech tylko każdy wydali po 10 cząsteczek wirusa. To dużo... Dodatkowo jeśli nie ma filtracji powietrza w pomieszczeniach, to wirus wisi w powietrzu i prędzej czy później, z wdechem wciągniemy te cząsteczki – tłumaczy ekspert. - To może naiwnie brzmiący przykład, ale codzienny  - dodaje.

Czy powinniśmy nosić maseczki na zewnątrz?

Od połowy maja, Polacy nie mają obowiązku zakrywania ust i nosa maseczkami w przestrzeni publicznej. Zwolnienie to obejmuje jedynie miejsca niezatłoczone.  41,5% Polaków do tej pory stosowało środki ochrony osobistej w przestrzeni publicznej, tylko i wyłącznie przez wzgląd na obowiązujące przepisy.

Ekspert zapytany o to czy warto się maskować na świeżym powietrzu stwierdził, że :„maskę mam na twarzy na zewnątrz cały czas”.

Środowiskowo jesteśmy nadal bardzo narażeni. Wirus tak długo jak będzie w środowisku, tak często będzie mutował. Dopóki nie osiągniemy minimum 75% odporności to zapomnijmy, że poradzimy sobie z wirusem – mówi.

A co grzybicą płuc i zakażeniem gronkowcem z powodu noszenia maseczek?

Spośród osób ankietowanych, które wskazały że „zdarza im się nie zakrywać ust i nosa w miejscach publicznych” co czwarty (26,6%) ankietowany wskazał, że w jego ocenie, maseczki „są niezdrowie”.

Informacje o możliwych powikłaniach zdrowotnych wskutek noszenia maseczek ekspert stanowczo dementuje.

- To są mity. Jeśli stosujemy maski nieprofesjonalne, kupowane byle gdzie i nie wiadomo z czego szyte i  trzymamy je w kieszeni a prane są po tygodniu to rzeczywiście, nie jest to ani higieniczne, ani zdrowe – mówi ekspert.

- Maska ulega zasiedleniu przez standardowe drobnoustroje wokół nas. Jeśli wypiorę ją w gorącej wodzie z mydłem i wysuszę, to mogę użyć jej kolejny raz. Ale jeśli noszę ją przez tydzień w kieszeni i zakładam kiedy wchodzę do sklepu to nie dziwmy się, że ta maska może i chronić przed wirusem ale staje się źródłem wielu innych mikrobów – dodaje.

Czy maseczki zostaną z nami na stałe?

Pandemia COVID-19 to jedna z największych lekcji o patogenach. Czy kiedy teraz jesteśmy bardziej świadomi szkodliwości wirusów, tego jak się rozwijają i jak się przenoszą to środki ochrony indywidualnej jak maseczki staną się coraz bardziej powszechnym obrazkiem, nawet jeśli pandemia minie?


- Maseczki powinny zostać. W gabinecie lekarskim powinny być obowiązkowe tak samo jak rękawiczki czy ręczniki jednorazowe. To od razu minimalizuje ryzyko zakażeń – mówi ekspert.

- Po 50 latach pracy na oddziałach zakaźnych nie mam żadnego pozytywnego markera choroby zakaźnej. To trzymanie się zasad. Trzeba było chronić dziecko, żonę w domu. Pachniałem chloraminą, w przedpokoju się przebierałem, brałem prysznic po powrocie z pracy i dopiero zaczynałem życie domowe. Nikt z kim spotykałem się na pierwszej linii frontu w szpitalu nie zakaził się. To odpowiedzialność moja i pracowników – dodaje prof. Andrzej Gładysz.

Partnerem materiału o bezpieczeństwie epidemicznym w pracy jest marka Bisaf.

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz