Stwardnienie rozsiane: czy diagnostyka i leczenie są optymalne?

09 Czerwca 2021, 11:35

W ostatniej dekadzie znacznie poprawiła się sytuacja chorych na stwardnienie rozsiane. Nastąpił przełom w leczeniu. Nadal pozostają jednak obszary, które wymagają udoskonalenia, m.in. ścieżka diagnostyczno-terapeutyczna. Chodzi o szybki dostęp pacjentów do skutecznego leczenia, które pozwala zahamować postępy choroby.

Stwardnienie rozsiane to choroba autoimmunologiczna, z którą wg danych Narodowego Funduszu Zdrowia zmaga się w Polsce ok. 45-50 tysiące pacjentów. - Najczęstsza postać, to postać rzutowo-remisyjna, która występuje u ok.65 proc. chorych – wyjaśnia w rozmowie z Polityką Zdrowotną prof. Konrad Rejdak, Prezes Elekt Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.

Choroba najczęściej dotyka osoby młode, a jej pierwsze objawy pojawiają się między 20. a 40. rokiem życia. Należą do nich: zaburzenia widzenia, zaburzenia czucia, zaburzenia równowagi oraz niedowład kończyn.

Niezbędna jest optymalizacja ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej. Niezwykle istotne jest skrócenie ścieżki diagnostycznej, czyli drogi od wystąpienia pierwszych objawów do postawienia diagnozy SM. Wpływa to bowiem na odległe wyniki leczenia i skuteczność terapii. Czas - w przypadku chorych na stwardnienie rozsiane - ma więc ogromne znaczenie. To właśnie od czasu ścieżki diagnostycznej zależy w dużym stopniu rozpoczęcie terapii, która pozwoli na utrzymanie sprawności pacjentów i wpływa na jakość ich życia.

Oprócz diagnostyki istotny jest także dostęp do terapii. W Polsce w ostatnim dziesięcioleciu nastąpił wyraźny przełom w leczeniu stwardnienia rozsianego, co przełożyło się na znaczącą poprawę sytuacji chorych na SM. Do refundacji włączono bardzo wiele nowych leków. To efekt m.in. ścisłej współpracy pomiędzy środowiskiem ekspertów, pacjentów i decydentów.

Eksperci jednak zabiegają o dalsze udoskonalanie tego obszaru., aby pacjent z SM mógł być leczony zgodnie z aktualnymi kryteriami międzynarodowymi.

- Pojawia się problem kwalifikacji do leczenia. Mamy tu wiele do zrobienia – ocenia prof. K. Rejdak. - Ambicją jest to, by szybko kwalifikować pacjentów i dać im szansę na leczenie, bo wówczas możemy zapobiec niekorzystnym mechanizmom, trwałemu uszkodzeniu i dajemy szansę na normalne życie – dodaje.

Chodzi m.in o dostosowywanie terapii do potrzeb pacjentów i możliwość szybszego włączania skutecznych terapii. - Przyzwyczailiśmy się do pewnej eskalacji. Krok po kroku dokładamy leki o większej skuteczności, gdy poprzednie terapie okazały się nieskuteczne (...) Teraz zmienia się postrzeganie. Chcielibyśmy użyć leków nowocześniejszych wcześniej, aby nie czekać, aż się komuś pogorszy - podkreśla prof. K. Rejdak.

Chodzi m.in. o większą możliwość terapii pacjentów lekami II linii, które są wysoce efektywne. Zgodnie z ChPL i rekomendacjami międzynarodowymi taki pacjent powinien być od razu kwalifikowany do terapii wysoce efektywnych.

Prof. K. Rejdak zwraca też uwagę na konieczność zapewnienia pacjentom kompleksowej opieki i podobnie jak w Europie Zachodniej stworzenia w Polsce centrów leczenia SM.

Warto podkreślić, że beneficjentem korzyści z poprawy ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej SM będą nie tylko pacjenci, ale także system ochrony zdrowia, gdyż sprawnie funkcjonująca ścieżka opieki powoduje optymalizację wydatków i usprawnienie kontroli kosztów terapii. Skuteczne leczenie pacjentów z SM przynosi też korzyści dla całej gospodarki, gdyż młodzi ludzie utrzymują sprawność i pozostają na rynku pracy. Niezbędna jest więc optymalizacja w tym obszarze.

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz