Płace w ochronie zdrowia szybują w górę jak nigdzie

22 Lipca 2021, 10:09 lekarz lekarze szpital

NFZ z roku na rok, wypłaca dwa razy wyższe kwoty na dodatki do pensji medyków. Sami lekarze uważają, że jednak start był z niskiego pułapu, a dyrektorzy szpitali wskazują, ze każdą podwyżkę składki zdrowotnej i tak skonsumują pensje. 

Płace w ochronie zdrowia rosną tak dynamicznie, jak w rzadko którym sektorze gospodarki. Udowadnia to sprawozdanie z działalności NFZ za 2020 r., w którym Fundusz wskazuje ile przekazał na dodatkowe kwoty do wynagrodzeń medyków.

Otóż od połowy 2018 r. lekarze z racji tego, że zobowiążą się do pracy w szpitalu i nieświadczenia usług w innym podmiocie leczniczym wykonującym ten sam zakres usług w ramach kontraktu z NFZ, otrzymują podstawową pensję w kwocie ok. 6800 zł brutto. 

W 2018 r. NFZ przekazał na ten cel szpitalom ok. 315 mln zł a już w 2020 r.  650 mln zł. Jeszcze więcej pieniędzy poszło na dodatki dla pielęgniarek. Te ostatnie od kilku lat otrzymują do pensji dodatek miesięczny w kwocie 400 zł brutto, które wywalczyły sobie strajkami jeszcze w 2015 r. To tzw. zembalowe. W 2016 r NFZ przekazał na wypłatę szpitalom dodatków dla pielęgniarek i położnych 1,5 mld zl. Ale już w 2020 r. było to 5,8 mld zł. 

Wszyscy domagają się wyższych pensji

Teraz przedstawiciele resortu zdrowia zapowiedzieli, że w związku wprowadzeniem ustawy o płacy minimalnej w ochronie zdrowia, przekazują szpitalom łącznie 3,4 mld zł na podwyżki dla personelu medycznego i pomocniczego. Ale już nie dla administracji.

- Podwyżki mają być od lipca, ale my jeszcze tych pieniędzy nie widzieliśmy. I administracji wobec tego też podwyżki się należą. Wszystko zostawia się niestety na ostatnią chwilę. Płace może i rosną, ale my startowaliśmy z bardzo niskiego pułapu. Nie da się zatrzymać w szpitalu lekarza specjalisty, który będzie zarabiał średnią krajową. Panie pielęgniarki, które podkreślają, że są specjalistkami i kończyły studia wyższe, też domagają się adekwatnych płac- zauważa Jerzy Friedigier, dyrektor szpitala miejskiego im. Stefana Żeromskiego w Krakowie. 

Warto jednak pamiętać, że kwoty podane przez NFZ są kwotami brutto. Dodatki dla pracownika są ozusowane i opodatkowane, stąd część pieniędzy i tak wraca do budżet Państwa i NFZ.

Pensje rosną bo szpitale konkurują o pracownika

- To taka pochodna od pochodnej. Podwyżki wynagrodzeń w ochronie zdrowia to niekończąca się historia. Rząd zapowiada, że podniesiona składka zdrowotna dla przedsiębiorców pójdzie na ochronę zdrowia, czyli de facto skonsumują ją wynagrodzenia. Pieniędzy będzie ciągle za mało. A błąd tkwi w nieuporządkowanym systemie - wskazuje Ewa Książek- Bator z Polskiej Federacji Szpitali.

 

Jej zdaniem tej sytuacji winny jest fakt, że szpitale tak mocno konkurują między sobą o pracowników medycznych, że podbijają stawki wynagrodzeń. – Pensja powinna być ustawowo określona. Niechby lekarz dostał jedną a porządną, a w zamian za to zobowiązał się, że faktycznie pracuje tylko w szpitalu. - dodaje Ewa Książek-Bator. Poza tym zastanawia się dlaczego dla pracowników ochrony zdrowia wprowadzono odrębną ustawę o płacy minimalnej skoro w innych sektorach jej nie ma?

A apetyt rośnie w miarę jedzenia. Od listopada 2020 r. rząd przekazywał pieniądze szpitalom na 100 proc. dopłaty do pensji medyków pracujących przy pacjentach z COVID-10 oraz na SOR-ach i izbach przyjęć. Od niedawna dodatki otrzymują już tylko pracownicy oddziałów covid-owych. 

- Dlatego ci, którym odebrano dodatki się niepocieszeni. Jeszcze do niedawna rozmawialiśmy o stawkach godzinowych ze specjalistami w granicach 100 zł za godzinę dziś oczekują 200 zł - mówi Władysław Perchaluk, dyrektora Miejskiego Szpitala Specjalistycznego w Bytomiu. 

Nie każdy powiat potrzebuje pełnoprofilowego szpitala

Mamy obecnie ok. 900 szpitali w Polsce. Z tego 600 jest w sieci podstawowego zabezpieczenia szpitalnego. Obecnie wiele szpitali, zwłaszcza powiatowych, zgłasza do NFZ konieczność zawieszenia działalności oddziału pediatrycznego czy internistycznego z powodu braku kadry lekarskiej.

- To nie jest groźne zjawisko.Nie w każdym powiecie potrzebna jest pediatria. Tym bardziej, że dziś hospitalizuje się mało dzieci. A jeśli już to potrzebny jest im zespół specjalistów złożony m.in. z diabetologa, który jest już dostępny w szpitalu specjalistycznym. Nie w każdym powiecie potrzebna jest także porodówka i położnictwo, gdzie odbywa się mniej niż 600 porodów rocznie- wskazuje Ewa Książek Bator. 

W przyszłości zatem można się spodziewać, że część oddziałów szpitalnych czy całych szpitali, zniknie z powodu braku kadry. Zresztą i Polaków jest coraz mniej. 

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz