Lekarze POZ doszli do ściany. Premie nic tu nie zmienią

26 Lipca 2021, 16:18 Szczepienia

Premie jakie rząd zapowiedział dla POZ za zachęcanie do szczepień na tym etapie realizacji Narodowego Programu Szczepień już raczej dodatkowych efektów nie przyniosą - mówią w rozmowie z Polityką Zdrowotną lekarze rodzinni. Podkreślają, że od początku wykorzystywali wszystkie możliwe narzędzia, aby zachęcać swoich pacjentów do szczepień, a pula chętnych już się wyczerpała. Zwracają uwagę, że większe zaangażowanie w promocję szczepień nie powinno odbywać się kosztem innych pacjentów. Przekonują, że to rząd powinien postawić na porządną akcję edukacyjną, a nie reklamową - jak do tej pory.

Rząd szuka sposobów na zwiększenie poziomu zaszczepienia w społeczeństwie. Jednym z nich jest pomysł, aby płacić premie lekarzom POZ, którzy wykażą się największą liczbą zaszczepionych wśród przypisanych do nich pacjentów. 

Wojciech Pacholicki, wiceprezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie, pytany o to, jakie jeszcze metody może wykorzystać POZ, aby zachęcić kolejnych pacjentów do zaszczepienia się, ocenia, że jakie to by nie były pomysły, raczej będą to już działania jednostkowe, czyli z niewielkim efektem. Lekarze są sceptyczni co do skali efektów dalszych działań w ramach POZ. Jak mówią, lekarze rodzinni zaszczepili już wszystkich, którzy chcieli się zaszczepić.

- Większość przychodni obdzwoniła już pacjentów niezaszczepionych - dodaje. 

Przyczyną  załamania jeżeli chodzi o liczbę chętnych do szczepienia jest przede wszystkim brak wiedzy na temat szczepień i rzetelnej informacji o tych szczepieniach ze strony rządu.

- Rząd skupił się na działaniach reklamowych, a nie na edukacji. Osoby nieprzekonane są zalewane antyszczepionkową propagandą, a nie ma rzetelnej odpowiedzi rządu, oprócz haseł, że trzeba się szczepić - mówi.

Wskazuje, że niezbędna jest dobrze przemyślana kampania edukacyjna właśnie ze strony rządu, bo lekarze POZ swoich pacjentów edukowali od początku, co przyniosło już efekty.

POZ już doszedł do ściany

- POZ już doszedł do ściany - uważa W. Pacholicki odnosząc się do skuteczności ewentualnych dalszych działań ze strony lekarzy rodzinnych. Jak dodaje, lekarze będą oczywiście włączać się w kolejne akcje, jak np. festyny wspólnie z samorządami, jednak nie oczekuje po takich działaniach spektakularnych efektów.

- Wymyślona teraz premia ma zmotywować lekarzy POZ do większej aktywności, ale to jest źle pomyślane. Kto miał być aktywny, to był i jest, nawet bez tych dodatkowych środków - zaznacza.

Podaje przykład swojej przychodni, gdzie na populację 10 tys. pacjentów, w pierwszych miesiącach zapisywało się do 60 proc. pacjentów do których dzwonił personel. Od czerwca ten odzew zmniejszył się do kilkunastu procent, zaś w lipcu są to już pojedyncze jednostki.

- Wykonaliśmy cztery cykle telefonów i mamy poziom wyszczepienia na poziomie 40 proc. - relacjonuje. Jak dodaje, obecnie pozostali niezaszczepieni ci, którzy wolą słuchać znajomych i rodziny negatywnie nastawionych do szczepień nawet bez konkretnej argumentacji. 

Trzeba zmienić sposób informowania przez rząd z reklamy na edukację, czyli naukowe i przystępne tłumaczenie skoordynowane w skali kraju - stanowczo podkreślają lekarze. 

- Środki ministerialne to miły gest, ale teraz została już grupa osób, która co do zasady lekceważy swoje zdrowie, a także osoby, które mają obawy - mówi W. Pacholicki.

Dodatkowe środki za standardowe działania

Po ogłoszeniu pomysłu premiowania lekarzy POZ, pojawiały się też sceptyczne komentarze, dlaczego lekarze rodzinni mieliby otrzymywać dodatkowe środki za promowanie szczepień, które są elementem profilaktyki. Ta z kolei jest wpisana do zadań lekarzy POZ, za co otrzymują finansowanie w ramach stawki kapitacyjnej za każdego pacjenta.

Jak zaznacza W. Pacholicki, premia za wynik jest pewnym elementem zarządzania również w innych obszarach. Jednocześnie stawia pytanie, dlaczego tylko dla lekarzy POZ, a nie również dla pozostałych specjalistów.

- Powinno to być zadanie całego środowiska lekarzy - przekonuje. 

Według niego "ładnie wygląda, że lekarze rodzinni będą premiowani", jednak nie takie działania są teraz potrzebne.

Co z pozostałymi pacjentami w POZ?

W. Pacholicki ostrzega też, że większa aktywność, np. wysyłanie personelu do domów pacjentów, aby rozmawiali o szczepieniach, odbyłoby się kosztem czasu dla pozostałych pacjentów. Podobne wątpliwości ma prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia Bożena Janicka. Według niej, trzeba patrzeć na możliwości personelu.

- Każda rozmowa na temat korzyści ze szczepień p/COVID-19 to kolejne minuty, które uciekają - dodaje.

Jak zaznacza B. Janicka, trzeba próbować różnych działań, jednak podstawą powinno być szukanie rozwiązań logistycznych, a finanse będą tylko ewentualnym dodatkiem.

Szczepienia popołudniu, w weekendy, na piknikach

Jako działania logistyczne wskazuje np. szczepienia w godzinach popołudniowych, które w jej przychodni przyniosły odzew w postaci większej liczby zgłaszających się. Przekonuje także, że więcej osób może zdecydować się na szczepienie podczas weekendowych pikników, szczepionką jednodawkową, dlatego lekarze rodzinni i przychodnie "dogadują" się z samorządami i włączają szczepienia do takich wydarzeń. Organizowane są także spotkania edukacyjne z urzędami. Jak dodaje, dobre efekty przynosi promowanie szczepień przez księży z ambony, zwłaszcza w małych wiejskich środowiskach.

Jednocześnie przyznaje, że są też regiony, zwłaszcza tam gdzie silne są ruchy antyszczepionkowe, gdzie "głową muru się nie przebije" i wszystkie dotychczasowe aktywności efektów nie przyniosły i raczej nie przyniosą. 

Pytana o wątpliwości dot. tego, czy lekarze powinni otrzymywać dodatkową premię, B. Janicka wskazuje, że lekarze i tak podejmowali od początku wszelkie aktywności i możliwe działania. Przypomniała, że premiowanie za efekt działań to nie jest nic nowego, bo już wiele lat temu lekarze rodzinni otrzymywali dodatkowe środki finansowe za wysoki poziom wyszczepialności swoich pacjentów w ramach kalendarza szczepień.

Model francuski

Kiedy wszystkie możliwości związane z zachętami się wyczerpią i zaszczepieni będą już wszyscy świadomi roli szczepień, pozostają takie rozwiązania jak we Francji, czyli uzależnienie możliwości pójścia do restauracji, kina, teatru od zaszczepienia się. Lekarze przyznają, że to środki radykalne, ale konieczne, aby ochronić nas przed IV falą koronawirusa.

NFZ próbował już dzwonić do osób niezaszczepionych. Jednak odzew był na poziomie 2,5 proc. Telefony do niezaszczepionych. Czy skuteczne? Czy telefony od lekarzy POZ oraz inne akcje, jak pikniki, szczepienia popołudniowe i rzetelne informowanie podczas każdej wizyty pomogą podnieść odsetek zaszczepionych obywateli?

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz