Lekarz ze wschodu nie musi znać języka polskiego. Spór prawny

26 Stycznia 2022, 9:58 Lekarze

Samorząd lekarski nie bierze odpowiedzialności za lekarza ze wschodu, który pracuje w polskim szpitalu, ale nie ma prawa wykonywania zawodu. Pacjent nie będzie się mógł poskarżyć na niego do lekarskiego rzecznika odpowiedzialności zawodu. 

Według stanu na drugą połowę grudnia 2021 r. Ministerstwo Zdrowia wydało lekarzom ze wschodu 742 decyzje pozytywne oraz 21 odmownych w procedurze podejmowania pracy na określony zakres czynności, czas i miejsce zatrudnienia. Chodzi o procedurę wdrożoną po koniec 2020 r do polskiego systemu prawnego, która pozwala medykom spoza UE pracować w polskich podmiotach leczniczych, przez kilka lat, bez konieczności nostryfikacji dyplomu.

W kolejnym kroku, taki medyk powinien otrzymać w izbie lekarskiej warunkowe prawo wykonywania zawodu. Szkopuł w tym, że nie wszyscy, mimo nadania ministra zdrowia, dostają zielone światło z izby. Np. warszawska izba wydała w ciągu 2021 r. 67 decyzji o przyznaniu prawa wykonywania zawodu na uproszczonych zasadach, z tego 16 było negatywnych. Powód? Brak znajomości języka polskiego. Nawet jednak i wtedy, jeśli dyrektor szpitala ma taką wolę, może zatrudnić lekarza na podstawie i w zakresie określonym w decyzji Ministra Zdrowia i jest w tym okresie uznawany za lekarza albo lekarza dentystę posiadającego odpowiednie prawo wykonywania zawodu.

Negatywne decyzje dla Ukraińców

Pomiędzy izbami lekarskimi a ministrem zdrowia wyrósł spór na tym tle, gdyż z przepisów ustawy o zapewnieniu kadr medycznych na czas epidemii, które weszły w życie w końcówce 2020 r. nie wynikało jasno, czy izba lekarska może odmówić prawa wykonywania zawodu lekarzowi nie znającemu w wystarczającym stopniu języka polskiego. Skoro jednak, minister i tak mimo sprzeciwu samorządu, dopuszcza pracę tych medyków, samorząd lekarski uznał, że nie bierze za nich odpowiedzialności

- Izby nie odpowiadają za pracę lekarza bez prawa do wykonywania zawodu na terenie Rzeczpospolitej. Bo taki lekarz nie jest jego członkiem. Nie jest lekarzem w naszej ocenie. Stąd jeśli jakiś poszkodowany w wyniku błędu medycznego pacjent przez takiego lekarza, złoży do izby skargę na niego, nie będzie ona rozpatrywana - wskazuje prof. Andrzej Matyja, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej (NRL). 

Spór pomiędzy działaczami samorządowymi a izbą lekarską zaognił się na przełomie roku, gdy Sąd Najwyższy zakwestionował działania Naczelnej Rady Lekarskiej w wyroku z 29 grudnia 2021 r. (sygn. akt I NO 26/21). Do SN minister zdrowia zaskarżył bowiem uchwałę Naczelnej Rady Lekarskiej Nr 1/21/VIII z 29 stycznia 2021 r. w sprawie zmiany uchwały w sprawie szczegółowego trybu postępowania w sprawach przyznawania prawa wykonywania zawodu lekarza i lekarza dentysty oraz prowadzenia rejestru lekarzy i lekarzy dentystów. Krótko mówiąc, w tej uchwale samorząd lekarski ustalił, że będzie odmawiał prawa wykonywania zawodu tym lekarzom zza granicy, którzy nie znają języka polskiego i mają stan zdrowia nieodpowiedni do pracy przy pacjentach. 

Samorząd przekroczył kompetencje 

SN uchylił uchwałę NRL uznając, że samorząd przekroczył swoje uprawnienia. 

„Samorząd lekarski wykroczył w zakresie opisywania wymogów dotyczących znajomości języka polskiego przez osoby ubiegające się o przyznanie prawa wykonywania zawodu w dwóch wprowadzonych w 2020 r. trybach, poza ramy ustawowe, jakie dla tych szczególnych, przewidzianych na czas pandemii, trybów przyznawania szczególnych rodzajów prawa wykonywania zawodu wprowadził ustawodawca.” - uzasadnił SN. Wskazał też, że rozpatrywana sprawa ma charakter precedensowy, odnosi się do kwestii granic władztwa samorządu oraz polityki publicznej w zakresie dostępu do lekarzy w czasie epidemii.

- Uważam, że jest to porażka polskiego systemu ochrony zdrowia, a w szczególności pacjentów. Naszą regulacją chcieliśmy zapewnić bezpieczeństwo polskim pacjentom poprzez taką interpretację nieprecyzyjnych, marnej jakości przepisów ustawy - wskazuje prof. Matyja

SN uznał tylko, że izby lekarskie mają prawo badać stan zdrowia lekarza zza granicy.

Dyrektorzy szpitali nie boją się cudzoziemców

Czy zatem szpitale i pacjenci powinni się bać medyków zza granicy, którzy czasem nie posługują się wystarczająco komunikatywnie językiem polskim?

- Samorząd jako to samorząd, broni swych interesów. My jednak już nie mamy wyjścia, braki kadrowe są tak duże, personel zmęczony epidemią, że musimy ratować się lekarzami ze wschodu. Wiele szpitali jest w trakcie procedury ściągania pracowników zza wschodniej granicy - mówi Waldemar Malinowski, prezes Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych.

Powstaje zatem bezprecedensowa sytuacja prawna. W polskich szpitalach będą pracować lekarze nieuznawani przez polskich lekarzy za lekarzy. 

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz