Choć NFZ zapewnia, że uchodźcy z Ukrainy mają równy z obywatelami polskimi dostęp do leczenia jak i do leków refundowanych, to w praktyce wystawienie recepty ze zniżką pierwszorazowemu pacjentowi nie jest możliwe. Często nie ma on przy sobie historii choroby, a jego przewlekłe schorzenie musi być udokumentowane.
Nikt nie ma pierwszeństwa w dostępie do lekarza
Cudzoziemcy ze wschodu otrzymują prawo do leczenia się w przychodniach, ambulatoriach i szpitalach na takich samych zasadach jak polscy obywatele. Niedawno w specjalnym komunikacie potwierdził to NFZ i Rzecznik Praw Pacjenta, wskazując, że nikt nie ma pierwszeństwa do bycia przyjętym do lekarza ze względu na obywatelstwo. Instytucje wskazały także, że każdy pacjent ma prawo, aby o kolejności jego dostępu do świadczeń medycznych w placówkach medycznych decydowały kryteria medyczne, stan zdrowia oraz miejsce na liście oczekujących (dotyczy np. poradni specjalistycznych, zabiegów planowych).
Sytuacja jaka zaistniała w Polsce po 24 lutego, od kiedy napłynęło już do nas ponad 2 mln uchodźców i dostali oni prawo do bezpłatnej opieki zdrowotnej, nastręcza w przychodniach wiele innych problemów. Ukraińcy uzyskują już w polskich urzędach numery PESEL, ale to nie oznacza, że w przychodniach na tej tylko podstawie można im wypisać np. recepty na leki refundowane.
Uciekają bez dokumentacji medycznej
- Uciekający przed wojną nie mają ze sobą dokumentacji. Jak mamy komuś wypisać receptę na lek ze zniżką, albo i bez, skoro choroba nie jest nigdzie udokumentowana? Nie ma potwierdzenia, że ukraiński pacjent cierpi np. na dane schorzenie kardiologiczne. Jego trzeba najpierw wysłać do specjalisty. Tu pojawia się problem, bo są kolejki do nich - wskazuje Tomasz Zieliński, lekarz rodzinny z Lublina i wiceprezes Porozumienia Zielonogórskiego.
Specustawa nie rozwiązuje tego problemu, nie umożliwia wypisanie refundowanej recepty, np. w chorobach przewlekłych bez diagnozy. Jej przepisy są dość ogólne bo były tworzone szybko. NFZ w jednym ostatnich komunikatów wskazał jednak, że obywatelom Ukrainy przysługuje bezpłatny dostęp do świadczeń gwarantowanych. Wśród nich są leki objęte refundacją przez Ministra Zdrowia. Wynika to z art. 37 ust. Specustawy o pomocy uchodźcom ukraińskim
„Pacjenci z Ukrainy, którzy od 24 lutego 2022 roku przekroczyli granicę z Polską, w związku z agresją militarną Rosji, mają więc pełne prawo — podkreślmy zagwarantowane ustawowo — do otrzymania leków refundowanych. Zasady dotyczące obywateli Ukrainy są tożsame z obowiązującymi od 2012 roku zasadami wystawiania recept dla ubezpieczonych w Polsce.”- napisał NFZ
Tyle w teorii. Tylko, że w praktyce nadal nie oznacza to, że Ukrainiec mówiący u lekarza rodzinnego, że ma nadciśnienie czy cukrzycę dostanie receptę na lek ze zniżką, zwłaszcza jeśli nie ma przy sobie żadnych dokumentów.
- Należy przypomnieć, że na podstawie przepisów specustawy o pomocy obywatelom Ukrainy, uchodźcom ze wschodu przyznane zostało prawo do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Nie uległy natomiast zmianie zasady wykonywania zawodów medycznych na przykład zawodu lekarza, który wobec każdego pacjenta jest zobowiązany wykonywać swoją profesję w szczególności zgodnie z ustawą o zawodzie lekarza i lekarza dentysty oraz Kodeksem Etyki Lekarskiej. Oznacza to konieczność przeprowadzenia wywiadu lekarskiego, wykonania diagnostyki oraz wdrożenia leczenia na zasadach ogólnych, bez względu z jakim pacjentem – uchodźcą czy obywatelem Polski- lekarz ma do czynienia. - mówi dr Sebastian Sikorski, adwokat i ekspert od prawa medycznego Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego.
Podkreśla także, że jeśli występuje stan nagłego zagrożenia zdrowia i życia, to każda osoba – bez względu na swój status - jest uprawniona do otrzymania świadczeń w ramach systemu państwowego ratownictwa medycznego. - Jeśli dany pacjent ma prawo do świadczeń zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych, to ma również prawo do recept z refundacją. Dotyczy to także osób będących uchodźcami z Ukrainy. Należy przypomnieć, że im nadawany jest numer PESEL, który jest odnotowywany przy udzieleniu świadczenia zdrowotnego. Oczywiście z perspektywy podmiotu leczniczego - jeśli pacjent otrzymuje świadczenie w tym receptę z lekiem refundowanym - warto pamiętać, że podmiot taki będzie musiał wykazać w ramach przyszłej kontroli NFZ podstawę udzielenia tego świadczenia i podstawę recepty z refundacją. - dodaje adw. dr Sebastian Sikorski.
W przypadku bowiem usługi refundowanej oraz wystawienia recepty z refundacją bez podstawy prawnej, podmiot taki musi się liczyć z karą umowną lub zwrotem refundacji. Jest to jednak typowa konsekwencja i nie ma związku z pacjentami będącymi uchodźcami z Ukrainy.
Tylko pacjenci migrujący
Na refundacji i wypisywaniu leków problemy się jednak nie kończą. Okazuje się bowiem teraz, że pacjenci ukraińscy, którzy uzyskali nr PESEL, zgodnie z komunikatem Narodowego Funduszu Zdrowia, nie zapisują się na listę lekarza rodzinnego, tylko są traktowani w podstawowej opiece zdrowotnej jak pacjent spoza listy aktywnej POZ. To zaś oznacza, że obywatele Ukrainy nie mogą wybrać swojego lekarza pierwszego kontaktu, który obejmie ich kompleksową opieką.
NFZ wskazuje jednak, że osoba uprawniona do świadczeń z mocy specustawy może korzystać z opieki POZ na zasadach osoby spoza listy aktywnej danego świadczeniodawcy. W praktyce dotychczas pacjentami spoza listy lekarza POZ, migrującymi były w Polsce osoby, które pojechały sobie na wakacje np. nad morze i tam potrzebowały jednorazowej porady lekarza. NFZ za takich pacjentów jednorazowych, za poradę dla nich płacił ok 74 zł przychodni. Ale z reguły tam pacjent nie korzystał z diagnostyki. Wracał do miejsca swego zamieszkania i w razie potrzeby, leczył się dalej w swojej przychodni. Z uchodźcami będzie teraz inaczej.
- Należy uznać, że pacjentowi – uchodźcy z mocy w/w ustawy przysługuje prawo do świadczeń jako pacjentowi spoza listy aktywnej danego świadczeniodawcy, inna jest też podstawa prawna i wysokość finansowania dla podmiotu udzielającego świadczenia. - wskazuje Sebastian Sikorski.
Dla systemu, budżetu NFZ, takie rozwiązanie będzie droższe. Każda pojedyncza porada dla uchodźcy to koszt 50-70 zł a tymczasem za pacjenta zapisanego na listę lekarza rodzinnego, rocznie NFZ płaci 170 zł.
A tymczasem uchodźcy, którzy jadą w głąb kraju, trafiają cały czas do lekarzy rodzinnych. Agata Sławin, ekspert Porozumienia Zielonogórskiego, lekarz rodzinny we Wrocławiu niemal codziennie przyjmuje kilkoro ukraińskich pacjentów, same kobiety i dzieci. Podobna sytuacja jest na Podkarpaciu i na Mazowszu. Największym problemem są dzieci, które trafiają do lekarzy z infekcjami. Wiele z nich – jak deklarują – nigdy nie była szczepiona. Przybywa coraz więcej pytań i niejasności w związku z nowymi przepisami.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!