Dziś odbyło się kolejne spotkanie przedstawicieli szpitali powiatowych z resortem zdrowia i NFZ. Po raz kolejny nie przyniosło rezultatów. Propozycje MZ dotyczyły zwiększenia finansowania kilkunastu procedur z interny i chirurgii, tych które szpitale powiatowe najczęściej wykonują. Zarząd Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych po wstępnym przeanalizowaniu propozycji stwierdził, że w skali szpitala finansowanie wzrosłoby o 2-4 proc. To zdecydowanie za mało, tym bardziej, że MZ uważa, że środki te mają zrekompensować wzrost kosztów w zeszłym roku a równocześnie starczyć na podwyżki m.in. płac i kosztów prądu, leków w tym roku
Ministerstwo poinformowało też, że w okolicach lipca mogłoby nastąpić kolejne podniesienie stawek. – Ale to według nas daleka przyszłość – mówią przedstawiciele szpitali.
Termin nie jest przypadkowy, w związku prośbami o pomoc i groźbami protestów, sprawą szpitali coraz bardziej interesują się politycy. Jutro o pogarszające się sytuacji placówek mają rozmawiać posłowie. Przed samym posiedzeniem, mimo braku porozumienia, Ministerstwo Zdrowia zwołało konferencję, na której Łukasz Szumowski będzie mówił o wzroście finansowania placówek. Wszystko jednak zależy od prezentacji danych. Wzrost wycen - według przedstawionych dziś propozycji dotyczyć ma bardzo niewielu procedur.
Obiecujesz? Zapłać!
- Żądamy wydzielenia kwoty na godne podwyżki dla zatrudnianych przez nas fizjoterapeutów, diagnostów i innych pominiętych grup. Minister Łukasz Szumowski obiecał im wyższe płace i powinien te obietnice spełnić w podobny sposób, jak zrobiono w przypadku pielęgniarek, ratowników czy lekarz – mówi Waldemar Malinowski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych. Podkreśla, że wykształcenie diagnosty wraz ze specjalizacją trwa 10 lat, jak u lekarzy, a płace są bardzo niskie. Na podwyżki czekają i diagności laboratoryjni i obrazowi.
Dyrektorzy szpitali domagają się wyrównania kosztów poniesionych z tytułu m.in. wzrostu płacy w gospodarce, podwyżek przyznanych przez MZ wybranym zawodom medycznym oraz wywiązania się z obietnic gwarancji finansowych na dodatki do wynagrodzeń dla zawodów pominiętych w dotychczasowych podwyżkach płacowych.
Diagnosta laboratoryjny musi ukończyć pięcioletnie studia na uniwersytecie medycznym, dalej 5 lat specjalizacji, tak samo jak lekarze. Czyli 10 lat nauki, wiedza porównywalna do lekarskiej i perspektywa pracy za tragicznie niskie wynagrodzenia – mówi dyrektor Malinowski. – Kiedy jednak diagności przechodzą na zwolnienia, to bez nich szpital nie może pracować, nie można nawet ustalić grupy krwi – dodaje Malinowski.
- To samo tyczy się rehabilitantów i innych zawodów technicznych w sektorze ochrony zdrowia. 13 marca podczas spotkania z Ministrem Zdrowia przedstawimy swoje oficjalne stanowisko. W czwartek przedstawimy je także podczas Komisji Zdrowia. Pod naszymi postulatami podpisze się także Związek Powiatów Polskich – mówi Waldemar Malinowski.
Kumulacja podwyżek
- Żądamy wydzielenia kwoty na podwyżki dla naszych pracowników. Problemem placówek jest to, że obiecuje się podwyżki, a potem zostawia szpitale same sobie z ich sfinansowaniem. Poza obiecanym wzrostem płac m.in. diagnostów, który miał nastąpić od 1 marca, mówi się też o odmrożeniu kwoty bazowej wpisanej w ustawie o minimalnych płacach w placówkach leczniczych. To duże koszty – podkreśla dyrektor Malinowski. Zgodnie z ustawą płacę minimalną w tym roku wylicza się jeszcze korzystając z mnożnika 3900 zł. Ale od przyszłego roku brana będzie średnia płaca w gospodarce. To już teraz ponad 600 zł różnicy. Partnerzy społeczni i MZ mówią o planach odmrożenia stawek już w tym roku, a wtedy szpitale i przychodnie musiałyby wypłacić wyższe płace od 1 lipca. Chodzi m.in. o lekarzy, pielęgniarki, położne, część pracowników niemedycznych. Zobacz:
Mając kumulację wydatków i ograniczone środki jest ryzyko, że szefowie placówek wypłacą to co nakazuje ustawa o płacy minimalnej. A inni pracownicy będą dalej czekać.
- Te kwoty mają być absolutnie wydzielone jak dla pozostałych zawodów medycznych. Minister zdrowia musi wywiązać się ze złożonych obietnic. Nie można tak różnicować w ten sposób zawodów medycznych - to niesprawiedliwe. Bez diagnostów, techników, rehabilitantów nie damy rady prowadzić swoich placówek . Będziemy bezwzględnie walczyli o to, by pracownicy dostali należne im pieniądze – dodaje.
Przyszłość szpitali powiatowych pod znakiem zapytania
Tylko w zeszłym roku samorządy pokryły 500 mln zł kosztów na amortyzację podwyżek dla lekarzy. Jeżeli ta sytuacja nie ulegnie zmianie to będziemy musieli zamykać szpitale – mówi Malinowski. - Najgorsza w obecnej sytuacji jest niepewność – dodaje. I wspomina o różnych prowadzonych równocześnie zmianach. Resort zapowiedział m.in. zmiany w mapach potrzeb zdrowotnych. Szpitale nie wiedzą jednak na jakiej podstawie i z czym to się będzie wiązało. – Nasze dane chociażby dotyczące liczby łóżek są rozbieżne z danymi ministerstwa. Resort deklaruje np. likwidację 3 tys. łóżek w całej Polsce. Tymczasem my wyliczyliśmy likwidację na tym samym poziomie tylko w 84 szpitalach z naszej organizacji. Tymczasem szpitali w całej Polsce mamy ok. 700 szpitali – mówi Waldemar Malinowski.
Taka sama sytuacja jest w zakresie finansowania wynagrodzeń szpitali. – Nie wejdziemy w dyskusje o 300 mln zł dla rehabilitantów i diagnostów. MZ i NFZ zaniża koszty. Samych diagnostów jest ok. 16 tys. i rehabilitantów kolejne blisko 70 tys. Zakładając podwyżki na poziomie 1200 zł brutto, czyli ok. 1500 zł brutto brutto z poziomu szpitala do dodania, to daje nam blisko miliard złoty wymagane na zabezpieczenie podwyżek dla tych grup – mówi Waldemar Malinowski.
Aleksandra Kurowska
Polecamy także:
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!