Jakie mogą być recepty na kryzys kadrowy w ochronie zdrowia?

23 Września 2019, 10:39

Nie tylko poziom finansowania kadr stanowi problem, często chodzi o brak ścieżki rozwoju kariery, niedocenienie kwalifikacji pracowników medycznych oraz obarczenie mało specjalistycznymi zadaniami. Co proponują przedstawiciele zawodów medycznych? Jak sprawę widzi wiceminister?

Pewne kompetencje i czynności nie muszą być zastrzeżone dla jednej grupy zawodowej. Często w toku kształcenia zarówno przeddyplomowego, jak i podyplomowego w zakresie wybranych zawodów, przygotowywani są do realizacji świadczeń w różnym zakresie. Te kompetencje przez lata nie były jednak wykorzystywane – przekonywała podczas panelu w trakcie XXIX Forum Ekonomicznego w Krynicy, wiceministerzdrowia Józefa Szczurek-Żelazko. 

Należy inaczej spojrzeć na zawody medyczne w kierunku maksymalnego wykorzystania potencjału pracowników zawodów medycznych – podkreślała wiceminister sugerując potrzebę utworzenia odpowiednich ram prawnych w tym celu. 

Przykładem może być porada pielęgniarska, czy współpraca z fizjoterapeutami.

Czy lekarze potrzebują asystentów?

Józefa Szczurek-Żelazko zasugerowała też, że w celu maksymalizacji wykorzystania potencjału pracowniczego warte rozważenia jest wprowadzenia nowych zawodów okołomedycznych jak asystent lekarza.

Nie uważam, aby stworzenie dodatkowego zawodu medycznego, który będzie zajmował się jedynie wypełnianiem papierów, było dobrym rozwiązaniem – odpowiedział dr Jerzy Friediger z Naczelnej Rady Lekarskiej. – Potrzebna jest analiza, czy poziom biurokracji w obecnej formie jest konieczny – dodał.

Jego zdaniem, dużo lepszym rozwiązaniem byłaby odpowiednia ścieżka awansu i rozwoju dla już istniejących zawodów medycznych.

Efektywne zarządzenie kompetencjami to oszczędność

Problem kadr zauważalny jest we wszystkich zawodach medycznych, a razem reprezentujemy ponad pół miliona osób ze służby zdrowia – mówił Maciej Krawczyk, prezes Krajowej Rady Fizjoterapeutów. Wskazał, że w fizjoterapii największy problem obecnie związany jest z administracją. – Państwo dba o Polaka podatnika, przedsiębiorcę, ale pacjent zostaje zapomniany i stawia się przed nim wiele barier –mówił.

– Proponujemy proste rozwiązania, które można zmienić za pomocą rozporządzeń ministra zdrowia. Rozwiązania, które według naszych szacunków, mogą przynieść nawet 100 mln zł oszczędności – dodał.

Chodzi o wyprowadzenie pacjenta z błędnego koła upominania się o skierowania.

Obecnie lekarz może tylko jednorazowo skierować pacjenta, który cierpi z powodu choroby rzadkiej, chronicznej (z rozpoznaniem, które się przez całe życie u niego nie zmieni) do fizjoterapeuty na jeden cykl. Oznacza, że za każdym razem, musi on (pacjent) skierować się do lekarza rodzinnego albo innego specjalisty, czekać na wizytę i powtórnie prosić o wystawienie skierowania na rehabilitację – mówił prezes Krajowej Rady Fizjoterapeutów.

W jego ocenie jest to proces, którego można uniknąć, szczególnie w sytuacji, gdy lekarz prowadzący, od 1 stycznia, otrzymuje pełen raport od fizjoterapeuty, na podstawie którego mierzy skuteczność fizjoterapii.

– To groteskowa sytuacja, kiedy pacjent za każdym razem prosi się o skierowanie, kiedy do ambulatorium fizjoterapeutycznego „czeka” obecnie 1,2 mln ludzi – ocenił. Zaproponował, aby w przypadku osób z chorobą chroniczną, z rozpoznaną niepełnosprawnością wprowadzić stałe skierowanie z rocznym lub miesięcznym limitem na liczbę godzin rehabilitacji. W jego ocenie może przynieść to nominalnie nawet 100 mln zł oszczędności.

Młodzi nie są przyzwyczajeni do standardów pracy w sektorze publicznym

Polska pod względem liczby fizjoterapeutów względem Europy wypada średnio. Ponadto większość młodych fizjoterapeutów nie chce pracować w sektorze publicznym, a przede wszystkim nie chcą pracować w szpitalach. Jakie są powody rosnącej liczby wakatów w placówkach publicznych? – mówi Maciej Krawczyk, Prezes Krajowej Rady Fizjoterapeutów.

Jak wygląda praca w szpitalu?

– To ciężka i odpowiedzialna praca. Często fizjoterapeuta musi pracować z osobami w stanie zagrożenia życia, dziećmi czy osobami przed i po poważnych operacjach – opisuje Maciej Krawczyk.

– Przy tym wszystkim fizjoterapeuta pozostaje bez ścieżki rozwoju zawodowego. Po ukończeniu specjalizacji nie może spodziewać się on większych zarobków aż do emerytury – mówi prezes KRF.

W jego ocenie, to główne powody, dlaczego średnia wieku pracujących w szpitalach fizjoterapeutów jest znacznie wyższa niż w pozostałych segmentach rynku. – Osoby po 50-tce już zostają w szpitalach, często z przyzwyczajenia. Młodzi, z ogromną wiedzą wybierają rynek perspektywiczny, prywatny – dodał.

- 30 lat pracuje w szpitalu z pielęgniarkami, neurologopedami, psychologami, lekarzami, terapeutami zajęciowymi. Nasza praca się przenika – mówił. – Myślę, że samorządy medyczne zostaną zauważone i to nie jako lobbyści zawodowi, a organizacje realizujące interes publiczny i wspierające pacjentów. Nie jesteśmy organizacjami lobbującymi, występujemy w ochronie interesu publicznego, interesu pacjenta. Chcemy lepiej dla Polaków, tak aby leczenie było szybsze i efektywniejsze – podkreślał.

Odciążyć szpitale, dzięki pielęgniarkom

Odpowiedzią na starzejące się społeczeństwo i próbę skrócenia pobytu pacjenta w szpitalu ma być wprowadzana obecnie w życie porada pielęgniarska.

- Mamy 235 tys. pracujących pielęgniarek i 28 tys. położnych. Ponad połowa z nich to specjalistki i specjaliści w poszczególnych dziedzinach pielęgniarstwa i położnictwa, których kompetencje nie były w pełni wykorzystywane – mówiła Zofia Małas, Prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych. – Nie trzeba odbyć 4700 godzin kształcenia, aby zapewnić podstawową opiekę pielęgnacyjno-sanitarną – dodała. Takie czynności mogliby wykonywać opiekunowie, którzy odciążyliby prace pielęgniarek o blisko 30 proc.

Zaoszczędzony czas pielęgniarki i położne mogłyby poświęcić np. na ordynację leków, do czego przygotowuje się już na I i II stopniu nauczania na kierunku pielęgniarskim. – O ile wygodniejsze byłoby gdyby pacjent (np. z chorobą chroniczną – przyp. red.), któremu kończą się leki, mógł udać się do pielęgniarki POZ lub położnej w celu przedłużenia kontynuacji leczenia? – pytała.

– Jest szerokie pole do współpracy z innymi zawodami medycznymi. Doszły nowe kompetencje i należy od nowa dokonać podziału kompetencji – stwierdziła, podkreślając jak dużą pracę włożyła izba do przekonania pielęgniarek do pełnienia nowych funkcji w systemie.

Dlaczego wprowadzenie opieki farmaceutycznej jest kluczowe?

Problemem jest też niedobór farmaceutów. W Polsce średnio przypada 1,78 osoby o takim wykształceniu na aptekę. Średnia europejska to około 3 farmaceutów na placówkę. Jeszcze gorzej jest w polskich aptekach szpitalnych, gdzie na 100 łóżek przypada 0,6 farmaceuty. Dla porównania, w Wielkiej Brytanii średnio na 100 łóżek przypada 2 farmaceutów.

– Zauważamy marginalizację naszego zawodu w systemie. Młody człowiek kończący farmację, ma nadzieję, że jego wiedza i kompetencje będą wykorzystane i docenione, tak samo jak ma to miejsce w innych krajach Europy – mówiła Elżbieta Piotrowska-Rutkowska, Prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.

– Jako grupa zawodowa apelujemy o uchwalenie ustawy o zawodzie farmaceuty i wdrożenie do system opieki farmaceutycznej oraz dodatkowych usług dla pacjentów – mówiła Elżbieta Piotrowska-Rutkowska. – Apteka nie może być postrzegana jako placówka zdrowia przeznaczona tylko do wydawania leków. Apteka musi być placówką skupiającą wiele usług propacjenckich, przy jednoczesnej współpracy z innymi zawodami medycznymi – dodała.

W praktyce opieka farmaceutyczna ma „rozprężyć system zdrowia”, wskazać lekarzowi uchybienia w farmakoterapii, ale to lekarz ma podjąć decyzję czy ją zmienić.

W Kanadzie po wdrożeniu usługi przeglądu lekowego, zauważono poprawę przestrzegania zaleceń lekarza i poprawę stanu zdrowia pacjenta. Wdrożenie opieki farmaceutycznej w Wielkiej Brytanii przyniosło oszczędności rzędu 600 mln funtów. –Należy wykorzystać potencjał zawodowy farmaceutów w celu rozprężenia systemu i poprawy dobrostanu pacjenta – przekonywała Prezes NIA.

Halo? Tu diagnosta!

– Grupa diagnostów jest najmniej pokazywaną grupą w ochronie zdrowia, jednocześnie 60 proc. decyzji lekarskich podejmuje się na podstawie badań laboratoryjnych wykonanych przez diagnostów – mówiła Alina Niewiadomska, Prezes Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych. W trakcie badania, najcenniejsza rzecz jaką mamy, materiał genetyczny trafia do laboratorium. Wszystko odbywa się bardzo często bez kontaktu pacjent-diagnosta .

Diagności laboratoryjni to 16,5 tys. osób kształconych na kierunku analityka medyczna, z kilkunastoma specjalizacjami do wyboru. To zawód medyczny zaufania publicznego, z pełnymi kompetencjami – przekonywała Prezes KRDL. – Ponad 2700 z nich pracuje w laboratoriach szpitalnych i pozostaje w ciągłym kontakcie z lekarzami – dodaje.

Programy specjalizacyjne wskazują na więcej kompetencji niż wykorzystanych zostaje na co dzień. – Najczęściej zabezpieczamy procedury badawcze, czyli wszystko to co dzieje się około procedury wykonania badania. Niewykorzystana zostaje sfera interpretacyjnej – mówi.

Największą bolączką diagnostów to dedykowany pacjent w szpitalu jako „patologia”. Kiedy diagnosta otrzyma krytyczny wynik badania, musi o tym bezwzględnie poinformować lekarza kierującego. – W czasie niedoboru kadr, na telefonach diagnosta traci dużo czasu – przekonuje Alina Niewiadomska.

Diagności współpracujący z lekarzami wypracowali własne, nieformalne rozwiązanie optymalizujące ten proces. – Obecnie dzwoni się i sugeruje jakie działania należy podjąć. Proponujemy, abyśmy z laboratoryjnego poziomu informatycznego, mogli zlecać kolejne badania sami – mówiła. – Czy to jest konieczne, aby oderwać lekarza od pracy, aby mógł zlecić badanie w systemie, które często sami zalecamy? – pytała. Jak przekonywała w części szpitalach taki system już funkcjonuje. Nie ma na to jednak odpowiedniego rozporządzenia.

Przekonywała, że warte rozważenia byłyby programy profilaktyczne w oparciu o badania laboratoryjne. – Możemy wychwycić część dzieci z genetycznie uwarunkowanymi schorzeniami zaburzeń metabolicznych – mówiła. – O ile wśród dorosłych takie istnieją, to nie widać programów profilaktycznych dla dzieci – dodała prezes KRDL.

Zwiększyć kompetencje pamiętając o odpowiedzialności za ponoszone decyzje

Eksperci podczas debaty podkreślali za każdym razem, że najważniejsza jest świadomość o ponoszonej odpowiedzialności przy rosnących kompetencjach zawodowych.

– Powszechnie panuje pogląd, że nie chcemy dzielić się kompetencjami zawodowymi Mamy swoje kompetencje i na miarę możliwości je realizujemy. Chcemy, aby wszyscy którzy podejmują się leczenia, zdawali sobie sprawę, że nie ma podejmowania decyzji bez odpowiedzialności. Chcemy, aby to było dojść jasno napisane i sformułowane – podkreślał Jerzy Friediger z Naczelnej Rady Lekarskiej.

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz

1 komentarz

lolka Poniedziałek, 23 Września 2019, 21:16
czy ja wiem, czy to teraz da sie znalezc recepte.. troche mi sie wydaje, ze to wina tego jak dziala polski nfz.. coraz wiecej ludzi pouciekalo w pakiety medyczne. Ja sama badania ostatnio zalatwialam w diagnostyce bo szybko, sprawnie i bezbolesnie, a nie czekanie i kombinowanie w przychodni