Kuracja: Maria Libura o nierównościach w systemie ochrony zdrowia (video)

23 Stycznia 2018, 12:44 Maria Libura

Polska na tle innych państw UE i OECD charakteryzuje się dużymi dysproporcjami w dostępie do ochrony zdrowia. Silny wpływ na zdrowotność ma status społeczny, choć równy dostęp do świadczeń mamy wpisany w Konstytucji RP. O behawioralnych czynników ryzyka, jakimi są m.in. palenie papierosów, nadmierne picie alkoholu i otyłość mówi Maria Libura, ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego w wywiadzie redaktor naczelnej PolitykaZdrowotna.com.

 

 

Kuracja - rozmowa z Marią Liburą, ekspertem Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego

W ostatnich tygodniach ukazały się raporty OECD i Komisji Europejskiej, w których zwrócono uwagę na nierówności w dostępie do ochrony zdrowia. Polska pod tym względem wygląda dosyć niekorzystnie na tle Unii. Co wynika z tych raportów?

Maria Libura: Ostani raport Komisji Europejskiej, który opisuje profile systemów ochrony zdrowia w krajach UE, w tym Polski, pokazuje, że w Polsce mamy narastający problem z nierównościami w systemie ochrony zdrowia.

Polecamy:

Jakiego typu to mogą być nierówności?

Maria Libura: Takim podstawowym wskaźnikiem nierówności jest np. oczekiwana długość życia. W tej chwili, w Polsce, dobrze wykształceni Polacy mogą oczekiwać, że bedą żyć o dziesięć lat dłużej niż ci, którzy są wykształceni najgorzej. To jest bardzo duża różnica, która nie wynika tylko z samego systemu ochrony zdrowia, ale i z innych aspektów i związana jest także z tzw. społecznymi uwarunkowaniami zdrowia. Niemniej jednak ona zaczyna nas plasować w końcówce krajów UE. To jest bardzo niepokojące zjawisko.

Także inne dane pokazują, że z kwestią równości (w dostępie do opieki zdrowotnej) nie jest dobrze. Okazuje się, że jednym z podstawowych problemów zdrowotnych w Polsce są tak zwane behawioralne czynniki ryzyka. Innymi słowy, Polacy – podobnie zresztą, jak wszystkie kraje wysoko rozwinięte – zaczynają mieć coraz częściej problemy zdrowotne, które są związane ze stylem życia. Palenie papierosów, nadmierne picie alkoholu, a także otyłość, stają się tymi czynnikami, które w bardzo poważny sposób generują problemy zdrowotne, a w związku z tym i koszty dla systemu ochrony zdrowia. Tutaj widać ogromne różnice pomiędzy osobami, które mają wysokie i niskie dochody. Czyli w tych gospodarstwach domowych, w których dochody są niskie, jest np. dwukrotnie wyższy wskaźnik osób otyłych.

Co możemy zrobić, aby niwelować te nierówności i czy są podejmowane takie działania?

Maria Libura: Powszechnie uważa się, że te czynniki, generujące jedne z najwyższych kosztów, pozostawione bez interwencji w przyszłych latach mogą spowodować poważne kłopoty. Oblicza się, że w Wielkiej Brytanii koszty chorób związanych z otyłością, w tej chwili doganiają lub są już wyższe niż wydatki tego kraju we wszystkie konflikty zbrojne. Są to już koszty, których nie można lekceważyć i wymagają one interwencji na poziomie zdrowia publicznego. Tutaj, niestety, nie da się zaproponować jakiejś prostej recepty, bo to nie są problemy, na które istnieje magiczna pigułka, czy lek, który podamy i osoba zmienia swoje zachowanie.

I tak na przykład w przypadku  otyłości, wydaje się, że nie ma nic prostszego, niż przeprowadzenie kampanii edukacyjnej i nauczenie wszystkich, jak żyć zdrowiej. W praktyce, to jednak nie działa. I wiemy, z tych krajów, które od kilkudziesięciu lat zmagają się z tym problemem, że prosta kampania edukacyjna może ewentualnie poprawiać jakieś wskaźniki, ale właśnie w tych grupach, które są najlepiej wykształcone. I tam też, de facto, problem jest najmniejszy. A dzieje się tak dlatego, że na styl życia wpływają często uwarunkowania związane z poziomem dochodów, czyli to co jesteśmy w stanie kupić i na co nas stać, jeżeli chodzi o konsumpcję. Przypatrzmy się kwestii jedzenia, np. z badań francuskich wynika, że zakup jednej porcji zdrowej żywności jest statystycznie pięciokrotnie droższy niż zakup śmieciowego jedzenia. To już pokazuje, dlaczego osoby o niższych przychodach będą miały taką obiektywną trudność z tym, żeby żywić się zdrowo.

To samo tyczy się korzystania z różnych form aktywności fizycznej. Większość z wykonywanych przez nas prac, to prace siedzące. W związku z tym aktywność fizyczna przenosi się w sfery, które są płatne. Dla osób bardziej zamożnych mamy całą ofertę klubów fitness i różnego rodzaju aktywności fizycznej, za którą trzeba zapłacić, a w przypadku osób o mniejszych dochodach znowu ta pula możliwości korzystania z tego typu usług jest ograniczona.

W Polsce dodatkowym kłopotem może być choćby to, że w gminach często nie mamy chodników. Badania duńskie pokazują, że najprostszą interwencją, która redukuje otyłość jest doprowadzenie do tego, by w grupie młodzieży wszystkie dzieci przemieszczały się same do szkoły, czyli żeby szły na piechotę lub dojeżdżały na rowerze. Plus odpowiednia dieta w samej szkole. I tak każdy, kto mieszka w miejscowości podwarszawskiej wie, że często jest to niemożliwe ze względu na taki prosty czynnik, jak brak chodników i zły stan dróg. Nie są to więc interwencje, które można przeprowadzić jednym dekretem, czy rozporządzeniem Ministerstwa Zdrowia, i co więcej, one wymagają takiego myślenia, które jest międzysektorowe i włącza wszystkich, jak głosi słynne hasło w UE „Zdrowie we wszystkich politykach”. W przypadku tych behawioralnych czynników ryzyka widać, że ono nie jest wcale pustym hasłem, tylko rzeczywistym wymogiem. Tam, gdzie interwencje były skuteczne, one zakładały nie tylko współdziałanie resortów, ale zejście na poziom samorządu.

Rozmawiała Aleksandra Kurowska

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz