Reklama

Gdy inni trafiają na nagłówki z milionowymi zarobkami, on chce obniżyć sobie pensję o 25 proc. „Mam dość systemu”

Milionowe dochody lekarzy i dyrektorów szpitali od tygodni dominują w medialnych nagłówkach. Tym razem uwagę przyciąga jednak zupełnie inna decyzja. Dyrektor Szpitala Wielospecjalistycznego w Inowrocławiu chce zmniejszyć swoje wynagrodzenie o jedną czwartą. To nie próba kreowania się na bohatera, lecz – jak podkreśla – protest przeciwko systemowi, który doprowadził jego placówkę do ponad 7,5 mln zł zaległości i problemów z wypłatami dla personelu.

Media od miesięcy opisują przypadki rekordowych wynagrodzeń osób zarządzających publicznymi placówkami medycznymi. W Poznaniu szeroko komentowano działania prof. Dawida Murawy, który zapowiedział ograniczenie bardzo wysokich wynagrodzeń części lekarzy i sam przyznawał, że wcześniej jako kierownik kliniki zarabiał niespełna 600 tys. zł rocznie. Jeszcze większe emocje wywołały doniesienia dotyczące dyrektora szpitala w Garwolinie, którego łączne dochody przekroczyły milion złotych rocznie, oraz publikacje o zarobkach dyrektora szpitala w Działdowie, gdzie również wykazano ponad milion złotych rocznych dochodów z funkcji dyrektora i pracy lekarza.

Reklama

Na tym tle decyzja dyrektora inowrocławskiego szpitala nie wpisuje się w narrację o kolejnych rekordowych zarobkach. Nie oznacza to jednak, że przestaje on dobrze zarabiać. Pod internetowym wpisem dotyczącym jego decyzji jeden z internautów przeanalizował publicznie dostępne oświadczenie majątkowe dyrektora, o0 czym w dalszej części tekstu.

To zestawienie pokazuje, że choć mowa o realnej redukcji wynagrodzenia, gest dyrektora nie oznacza rezygnacji z nadal dość wysokich dochodów. Jednocześnie staje się elementem szerszej dyskusji o odpowiedzialności za kryzys finansowy publicznych szpitali i o tym, czy osoby zarządzające placówkami powinny w symboliczny sposób uczestniczyć w kosztach ratowania systemu? I czym może być dla opinii publicznej ten gest.

Reklama

„Mam dość systemu ochrony zdrowia”

Podczas sesji Rady Powiatu Inowrocławskiego Bartosz Myśliwiec poinformował, że zwrócił się do Zarządu Powiatu o zmniejszenie swojego wynagrodzenia o 25 proc. Podkreślił, że nie jest to decyzja wynikająca z sytuacji osobistej, lecz forma protestu wobec sposobu funkcjonowania całego systemu ochrony zdrowia.

Swoje wystąpienie rozpoczął od bardzo mocnej diagnozy obecnej sytuacji.

Mam dość systemu ochrony zdrowia, który przestał szanować pacjentów. Mam dość systemu, który skupia się wyłącznie na sobie i na swoich problemach. Mam dość systemu, który jest niedofinansowany – powiedział dyrektor.

Reklama

Nie krył również rozczarowania kierunkiem, w jakim – jego zdaniem – zmienia się publiczna ochrona zdrowia. W jego ocenie coraz częściej najważniejszym tematem stają się pieniądze, a nie potrzeby pacjentów.

Mam dość systemu, w którym twarz empatii została zamieniona w twarz finansisty, który tylko i wyłącznie dba o swoje wynagrodzenie. Dlatego też w geście protestu wystąpiłem do Zarządu Powiatu Inowrocławskiego o zmniejszenie mojego wynagrodzenia o jedną czwartą – powiedział podczas sesji.

Jednocześnie zaznaczył, że odpowiedzialności za obecną sytuację nie należy przypisywać władzom samorządowym prowadzącym szpital.

Reklama

Tego systemu nie stworzyłem zarówno ja, jak i władze tego powiatu. Wierzę, że na tej sali zasiadają osoby, którym los szpitala i chorych osób jest bliski sercu i robią wszystko, co możliwe, aby tę sytuację poprawić – podkreślił.

Protest wpisuje się w bardzo trudną sytuację finansową szpitala

Decyzja o wystąpieniu o obniżenie własnej pensji nie pojawiła się w oderwaniu od sytuacji ekonomicznej Szpitala Wielospecjalistycznego im. dr. Ludwika Błażka w Inowrocławiu. Zaledwie kilka tygodni wcześniej sam dyrektor otwarcie przyznawał, że placówka znajduje się w bardzo trudnym położeniu finansowym.

Reklama

Portal Ino.online ustalił, że zaległości wobec osób świadczących usługi medyczne na podstawie umów cywilnoprawnych przekroczyły 7,5 mln zł i dotyczą 354 osób. Wśród nich są lekarze, pielęgniarki i położne, ratownicy medyczni oraz diagności laboratoryjni.

Jak relacjonował portal, do redakcji zgłaszali się pracownicy informujący, że od miesięcy nie otrzymują pełnego wynagrodzenia za swoją pracę. Opisywali, że wśród osób oczekujących na wypłatę są samotne matki, osoby utrzymujące całe rodziny i pracownicy, dla których wynagrodzenie ze szpitala stanowi jedyne źródło dochodu.

Reklama

Sam Bartosz Myśliwiec potwierdził skalę problemu, informując, że zobowiązania wobec osób pracujących na kontraktach przekraczają 7,5 mln zł. Placówka była w stanie wypłacić jedynie brakujące 20 proc. wynagrodzeń za grudzień 2025 roku oraz 20 proc. wartości kontraktów za kwiecień 2026 roku. Jednocześnie do szpitala wpłynęły nakazy zapłaty przekraczające 4,5 mln zł.

Problemy finansowe zaczęły przekładać się również na sytuację kadrową. Bartosz Myśliwiec przyznał, że pierwsze osoby już zrezygnowały ze współpracy ze szpitalem z powodu zaległości płatniczych.

Reklama

Przedłużające się problemy finansowe szpitala mogą rzeczywiście skutkować rezygnacją z udzielania świadczeń zdrowotnych zarówno przez lekarzy, pielęgniarki i położne, ratowników medycznych jak i diagnostów laboratoryjnych – mówił.

Jak poinformował, pierwsze odejścia już nastąpiły.

W chwili obecnej odnotowaliśmy rezygnację 1 lekarza (specjalności anestezjologia i intensywna terapia) oraz 3 pielęgniarek z uwagi na zaległości w płatnościach.

Dyrektor: bez zmian systemowych może dojść do ograniczenia działalności szpitala

Zdaniem Bartosza Myśliwca źródłem problemów nie są wyłącznie decyzje podejmowane na poziomie pojedynczej placówki. W jego ocenie zasadniczym problemem pozostaje sposób finansowania ochrony zdrowia.

Reklama

Dyrektor nie ukrywał, że obecna sytuacja ekonomiczna może mieć bezpośredni wpływ na funkcjonowanie szpitala.

Obecna sytuacja finansowo-ekonomiczna jest bardzo zła, co w przypadku braku szybkiej poprawy może zaskutkować stopniowym ograniczaniem prowadzonej działalności – zwłaszcza w obszarach najbardziej kosztochłonnych.

Jak podkreślał, kierownictwo placówki prowadzi rozmowy z Powiatem Inowrocławskim, Narodowym Funduszem Zdrowia oraz Ministerstwem Zdrowia, jednak bez zmian systemowych samo zarządzanie kosztami może okazać się niewystarczające.

Reklama

W bardzo rozbudowanej wypowiedzi wskazał konkretne warunki, które – jego zdaniem – są niezbędne do odzyskania płynności finansowej.

Natychmiast podjęliśmy kroki zmierzające do przywrócenia płynności finansowej placówki. Niemniej jednak bez adekwatnej wyceny świadczeń zdrowotnych, pełnego pokrycia planowanego od lipca wzrostu wynagrodzeń, podjęcia działań zmierzających do globalnej poprawy systemu ochrony zdrowia w naszym kraju, a także bez pełnego zrozumienia ze strony kontrahentów i woli rezygnacji z drogi sądowej, choćby częściowego umorzenia odsetek i zawarcia stosownych porozumień, cel ten może zostać nieosiągnięty.

Reklama

Dyrektor nie krył również osobistych emocji związanych z obecną sytuacją.

Osobiście jest mi bardzo przykro i mam uzasadnione pretensje do władz odpowiedzialnych za system ochrony zdrowia w naszym kraju za to, że w 40-letniej historii naszego szpitala doszliśmy do takiego momentu. Kilkakrotnie przeprosiłem moich pracowników za ten stan, jednocześnie prosząc o wyrozumiałość dla tej trudnej dla nas wszystkich sytuacji.

Szpital szuka nowych źródeł przychodów i oszczędności

Jednocześnie Bartosz Myśliwiec podkreśla, że sama krytyka systemu nie wystarczy. Podczas sesji Rady Powiatu przedstawił katalog działań, które – niezależnie od zmian na poziomie centralnym – mają poprawić sytuację finansową placówki.

Zapowiedział ograniczenie dynamiki wzrostu kosztów, przede wszystkim kosztów wynagrodzeń kontraktowych, zwiększanie przychodów z działalności medycznej oraz lepsze wykorzystanie potencjału już funkcjonujących oddziałów.

Jednym z elementów tej strategii ma być rozwój wysokospecjalistycznych świadczeń okulistycznych. Szpital pozyskał specjalistę, który będzie wykonywał zabiegi witrektomii tylnej. Świadczenia te są odrębnie finansowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia, co – według dyrektora – powinno przełożyć się na dodatkowe wpływy.

Zapowiedział również przyspieszenie windykacji należności oraz bardziej aktywne poszukiwanie zewnętrznych źródeł finansowania, w tym środków z programów państwowych.

Na zakończenie swojego wystąpienia zwrócił się z apelem do samorządowców.

Proszę o pomoc szpitalowi. A ja ze swojej strony raz jeszcze chciałbym jasno zadeklarować: będę walczyć o ten szpital pomimo wszelkich trudności i zrobię wszystko, co tylko w mojej mocy, żeby funkcjonował coraz lepiej i był bardziej przyjazny pacjentowi.

Obniżka pensji to gest symboliczny, ale łatwy do policzenia

Najwięcej emocji wywołała sama deklaracja zmniejszenia wynagrodzenia o jedną czwartą. W mediach społecznościowych szybko pojawiły się jednak próby oszacowania, co oznacza ona w praktyce.

Jeden z internautów zwrócił uwagę, że dyrektor – jako osoba składająca oświadczenia majątkowe – ujawnia wysokość swoich dochodów. Jak wyliczył, w 2025 roku Bartosz Myśliwiec osiągnął 350,5 tys. zł z umowy o pracę w szpitalu oraz 241,3 tys. zł z umów zlecenia.

Łącznie daje to 591,8 tys. zł rocznie, czyli średnio około 49,3 tys. zł brutto miesięcznie.

Autor komentarza zaznaczył jednocześnie, że jeśli obniżka objęłaby wyłącznie wynagrodzenie etatowe, a dochody z umów zlecenia pozostałyby na dotychczasowym poziomie, miesięczny dochód dyrektora wynosiłby około 42 tys. zł brutto. Oznaczałoby to zmniejszenie miesięcznych wpływów o około 7,3 tys. zł brutto.

To pokazuje, że decyzja nie oznacza rezygnacji z wysokich zarobków. Jednocześnie jest jednak jednym z nielicznych przypadków, w których osoba kierująca publicznym szpitalem sama proponuje ograniczenie własnego wynagrodzenia w czasie, gdy zarządzana przez nią placówka zmaga się z poważnym kryzysem finansowym.

Między symboliką a systemowym problemem

Historia z Inowrocławia wpisuje się w dużo szerszą debatę o finansowaniu publicznej ochrony zdrowia. Z jednej strony media regularnie opisują rekordowe wynagrodzenia części lekarzy i dyrektorów szpitali, co budzi ogromne zainteresowanie opinii publicznej. Z drugiej strony coraz więcej placówek powiatowych informuje o narastających długach, problemach z płynnością finansową i trudnościach z regulowaniem bieżących zobowiązań wobec personelu.

Na tym tle decyzja Bartosza Myśliwca nie rozwiązuje problemów inowrocławskiego szpitala. Nawet obniżenie jego wynagrodzenia o 25 proc. nie zmieni faktu, że placówka zmaga się z wielomilionowymi zaległościami i potrzebuje przede wszystkim stabilnego finansowania systemowego.

Jednocześnie gest dyrektora wywołał dyskusję o odpowiedzialności osób zarządzających publicznymi szpitalami w czasie kryzysu. Pokazał bowiem postawę odmienną od tej, która najczęściej trafia na czołówki portali internetowych za sprawą informacji o kolejnych rekordowych zarobkach w ochronie zdrowia. W tym przypadku głównym tematem nie stały się wysokość wynagrodzenia czy kolejne milionowe dochody, lecz próba zwrócenia uwagi na – jak przekonuje sam dyrektor – coraz głębszy kryzys finansowania polskiego systemu ochrony zdrowia.

Źródła: https://ino.online/Joanna Labuda/Wp.pl/poznan.wyborcza.pl/ inowroclaw.naszemiasto.pl/MH

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 23/07/2026 08:30
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości