Skutki epidemii dla systemu ochrony zdrowia będą długotrwałe

03 Maja 2020, 8:47 szpital pacjenci pacjent kolejka wizyta lekarz

Widać na bieżąco to, jak epidemia koronawirusa wpływa na system ochrony zdrowia w Polsce - ocenia ekspert ds. ekonomiki zdrowia Adam Kozierkiewicz w rozmowie z Polityką Zdrowotną. Jak wskazuje są to zmiany, które dzieją się tu i teraz, ale także długofalowe skutki dla systemu i zdrowia publicznego.

- Zostały podjęte formalne kroki na rzecz przesunięcia ciężaru,  uwolnienia pewnych zasobów i zarezerwowania ich wyłącznie na rzecz walki z koronawirusem. Kilkanaście jednoimiennych szpitali zakaźnych to jest taki wierzchołek góry lodowej, ponieważ pod spodem dzieją się inne rzeczy, które nie koniecznie były lub są planowane – stwierdził A. Kozierkiewicz.

- Pierwsza sprawa to wyłączanie pewnych funkcji, oficjalnie lub nieoficjalnie, jak np. wstrzymanie usług rehabilitacyjnych, zabiegów planowych – wskazuje ekspert. - Planowe zabiegi mają przecież swoją logikę i czasem trudno jest jednoznacznie ocenić, odroczenie którego z nich nie będzie prowadzić wprost do pogorszenia stanu zdrowia pacjenta - dodaje.

Jak mówi, zamykane były i są pewne placówki ochrony zdrowia "czasem z tego powodu, że brakuje kadry; czasem dlatego, że kadra jest przesunięta do walki z koronawirusem, czasem kadra rezygnuje ze świadczenia pracy, a czasem jest to związane z kwarantanną”.  - Te mechanizmy prowadzą do tego, że produktywność, czyli liczba usług świadczonych przez ochronę zdrowia, jest znacznie mniejsza – szacuje A. Kozierkiewicz.

Według niego, jeżeli myślimy o perspektywie kilku tygodni, to jesteśmy w stanie to przeżyć. Jednak w przypadku dłuższej perspektywy, system ochrony zdrowia, który nie był wydolny z powodu niewystarczających zasobów ludzkich czy finansowych, jeszcze zostanie osłabiony.

Telemedycyna szansą dla systemu

- To ogromny problem. Część tego problemu okazuje się znajdować pewne rozwiązania, np. zaczyna się rozwijać telemedycyna. Dotychczas to była ciekawostka, wielu ludzi miało wątpliwości, a teraz  okazuje się, że wszyscy to robią. Na dodatek przy pomocy prymitywnych narzędzi, czyli telefonu, podczas gdy technologicznie możliwe są już lepsze narzędzia. Na rynku jest mnóstwo narzędzi, tylko dotychczas nie było nimi zainteresowania. W gabinetach i szpitalach sprzęt nie jest dostosowany do tych nowych funkcji, ale bardzo szybko zaczynamy się do tego dostosowywać – ocenia A.Kozierkieiwcz.

- Myślę, że trzeba wykorzystać tę sytuację, po pierwsze do tego, aby uzupełnić te braki w systemie, np. telemedycyną. Należałoby teraz intensywnie myśleć na temat tego, jakie procedury, można zastąpić bez szkody dla jakości za pomocą narzędzi telemedycznych - ocenia.

Pacjenci omijają szpitale

Kolejny skutek epidemii - według A. Kozierkiewicza – jest taki, że „do niedawna pacjenci lubili oglądać lekarzy, lubili nawet bywać w szpitalach, bo czuli się tam zaopiekowani”, a obecnie pacjenci boją się wizyt w szpitalu, co jest słuszne i zrozumiałe.

- Tylko znowu trzeba tu znaleźć jakieś uzupełnienie. Teraz jest czas na to, aby bardzo szybko myśleć o mechanizmach, które pozwolą na wykonanie niektórych świadczeń w trybie ambulatoryjnym bądź domowym, zamiast szpitalnym. To co było do tej pory wołaniem na puszczy organizatorów systemu ochrony zdrowia i nie spotykało się  z zainteresowaniem, można obecnie zmienić, więc trzeba szybko znaleźć mechanizmy, które to zainteresowanie przerodzą w miarę trwałe procesy -  wskazuje ekspert.

Podaje przykład wielu zakresów diagnostyki, dotychczas wykonywanych w ramach hospitalizacji, m.in. ze względu na opłacalność takich procedur. - Obecnie ta diagnostyka nie jest robiona w ogóle, albo w bardzo ograniczonym zakresie, więc trzeba byłoby zaoferować tę diagnostykę w większym zakresie w trybie ambulatoryjnym. Trzeba też uruchomić wyobraźnię, jak można prowadzić działalność medyczną nie spotykając się z pacjentem bezpośrednio, ale monitorować go poprzez różne urządzenia telemedyczne – uważa A. Kozierkiewicz.

- To będzie taki impuls. Kilka miesięcy przymusowej izolacji, a potem wciąż będą obawy powrotu epidemii, więc będziemy trzymali się na odległość od placówek ochrony zdrowia. Będziemy przechodzić przymusową, ale w sumie korzystną rewolucję telemedyczną – mówi ekspert.

Skutki odroczonych wizyt

Zwraca jednocześnie uwagę, na ciemną stronę obecnie odwoływanych i odraczanych świadczeń.

- Onkologia jest tu dobrym przykładem, ponieważ w onkologii pilnie śledzi się powodzenia terapeutyczne; jako odsetek śmiertelności w poszczególnych nowotworach. W tym roku zapewne zaliczymy ponowny spadek wyleczalności w przebiegu niektórych chorób onkologicznych. Fakt, że pacjenci onkologiczni nie będą mieli tak dobrego dostępu do diagnostyki, leczenia czy śledzenia nawrotów, prawdopodobnie nie mają wszystkich usług, które normalnie by mieli, przełożyć się może na stan ich zdrowia – szacuje ekspert. Dodaje, że wstrzymanie profilaktycznej diagnostyki może prowadzić do wykrywania nowotworów w późniejszych, a więc trudniejszych do leczenia, fazach.

- Trzeba zastanowić się nad mierzeniem skutków epidemii koronawirusa, bo z jednej strony to będzie skutek w postaci zgonów bezpośrednio wywołanych koronawirusem, a z drugiej strony będą też sytuacje, które będą powodować zwiększoną umieralność, jako skutki pośrednie. One będą widoczne np. w skróceniu spodziewanej długości życia w porównaniu do lat poprzednich,  w wyniku odroczonej diagnostyki, niewykonania czegoś, co normalnie by się wykonywało, czyli w efekcie - pogorszenia stanu zdrowia populacji – mówi A. Kozierkiewicz.

Finansowe braki

- Kolejny skutek dla systemu, to skutek finansowy. PKB spadnie, ale spadnie też spływ składki do NFZ, ponieważ ludzie stracą pracę, a przyrostu wynagrodzeń nie będzie, a wręcz przeciwnie. Załamanie finansów NFZ będzie gigantyczne – ocenia A. Kozierkiewicz.

Efekt długotrwałej izolacji

Jako efekt pośredni epidemii, wskazuje też na skutki długotrwałej izolacji w domach.

- Kilka zjawisk ze strony zdrowia publicznego za chwilę się ujawni. Chodzi o skutki psychosomatyczne i psychiczne związane z długotrwałą izolacją, czyli efekt tego, że ludzie pozbawieni są swojego normalnego trybu życia, nie ruszają się, siedzą w domu przez wiele godzin i dni. Do tego niekiedy dochodzi alkohol, konflikty rodzinne, przemoc domowa. Na razie jeszcze nie widać tego w dużym stopniu, ale pojawiają się już pierwsze sygnały, jakieś gwałtowne zachowania, jako skutek izolacji. Na razie dotyczy to pojedynczych przypadków, które były na to najbardziej wrażliwe, ale fala wzbiera – zwraca uwagę ekspert.

- Poza psychosomatyką, będą też skutki fizyczne braku ruchu i aktywności fizycznej, szczególnie wśród osób starszych. Będą to na przykład skutki związane z zakrzepicą żylną, zatorami czy częstszymi złamaniami - dodaje.

Beata Pieniążek-Osińska

Polecamy także:

Dziękujemy! Twój komentarz został pomyślnie dodany i oczekuje na moderację.

Dodaj komentarz