Naukowcy od lat obserwują spadek kompetencji ruchowych wśród dzieci i młodzieży. Choć powstały już rozwiązania pozwalające dokładnie je mierzyć i wspierać rozwój, jak aplikacja FUS, kluczową barierą pozostaje dziś nie technologia, lecz brak zaufania rodziców i systemowego podejścia ze strony Ministerstwa Zdrowia – mówi w rozmowie z PolitykaZdrowotna.com prof. Bartosz Molik, rektor AWF w Warszawie, naukowiec i fizjoterapeuta. Ekspert nie pozostawia złudzeń: polskie dzieci są coraz mniej sprawne, system działa głównie na papierze. I radzi, jak zmienić szkołę i co musi zrobić państwo, by uniknąć zdrowotnej katastrofy.
Prof. dr hab. n. med. Bartosz Molik: Przyznam, że ja sam (choć nie zawsze mi się to udaje), jeśli tylko mam wolny poranek, a wstaję dosyć wcześnie, to zaczynam dzień od aktywności fizycznej. Biegam albo jeżdżę na rowerze. Aktywność ruchowa poranna daje mi bardzo dużo pozytywnej energii na cały dzień. Zapewnia mi trochę relaksu, daje czas na spokojne przemyślenie całego dnia.
B.M.: Na papierze wszystko się zgadza. Przyznam, że o istocie i ważności profilaktyki i prewencji mówi się od wielu lat. Ja tu w latach 90. jako student rehabilitacji też wielokrotnie słyszałem o pierwotnej i wtórnej profilaktyce zdrowotnej. Ale to wszystko teoria. Mam wrażenie, że nawet Ministerstwo Zdrowia, które ma fundusze zabezpieczone na profilaktykę, nie ma pomysłu na kompleksowe wprowadzenie tej profilaktyki, Nie widzę systemowych działań w tym obszarze.
Reklama
Powinniśmy wdrożyć nawyk regularnej aktywności fizycznej wśród dzieci, w społeczeństwie. Podobnie jak sto lat temu nauczyliśmy społeczeństwo mycia zębów rano i wieczorem. I my musimy ten sam proces przejść. To nie jest proste, jednak pamiętajmy, że samo mówienie, że ta aktywność jest potrzebna, nie zadziała. Niestety, w Polsce mentalnie pozostaliśmy w latach 90. Tymczasem przy dynamicznym rozwoju cywilizacji, a teraz już pędzącej cywilizacji, technologii zapomnieliśmy o aktywności fizycznej, którą traktujemy jako rzecz trzeciorzędną. Nie jest priorytetem.
B.M.: Wszystko zaczyna się już na poziomie samego postrzegania nauczyciela wychowania fizycznego. W Polsce od lat w filmach, serialach czy mediach bywa on przedstawiany jako osoba mniej inteligentna, mało kreatywna, bez polotu. To wizerunek zupełnie odmienny niż np. w Stanach Zjednoczonych, gdzie trener ma wysoki autorytet i pełni rolę opiekuna. Do tego dochodzą zmiany społeczne lat 90.: przyspieszenie cywilizacyjne, rosnące oczekiwania rodziców i przeciążenie programów szkolnych. Wszystko to stworzyło swoisty „wyścig o dzieci”. Rodzice chcą, by ich dzieci w przyszłości zostały lekarzami czy prawnikami, często zapominając, że fundamentem ich rozwoju musi być zdrowie fizyczne, a wraz z nim zdrowie psychiczne i ogólna kondycja organizmu. W efekcie także sama rola aktywności fizycznej została zredukowana w społecznym myśleniu do minimum. Wychowanie fizyczne bywa postrzegane wyłącznie przez pryzmat selekcji sportowej zawodników. To błąd – można to porównać do sytuacji, w której na lekcjach muzyki od razu wybiera się przyszłych profesjonalnych muzyków.
Tymczasem WF to przede wszystkim alfabet ruchowy – nauka podstawowych kompetencji ruchowych. Jedynie niewielki odsetek dzieci, około 5–10 proc., trafi w przyszłości do sportu wyczynowego, ale nie to jest głównym celem. Nauczyciel wychowania fizycznego pracuje przede wszystkim z dziećmi słabszymi, budując ich nawyki i podstawy aktywności na całe życie. WF powinien tworzyć tzw. kwadraturę piramidy, w której najzdolniejsze ruchowo dzieci trafiają do sportu, a pozostałe kształtują nawyk regularnej aktywności fizycznej. Dzięki temu mamy społeczeństwo wykształcone ruchowo, charakteryzujące się wysokim poziomem tzw. całożyciowej aktywności.
Reklama
B.M.: Kompetencje ruchowe to podstawowe czynności – bieganie, skakanie, rzucanie. To fundamentalne umiejętności ruchowe. To jest odejście od oceniania dziecka tylko przez pryzmat sprawności fizycznej. Stanowią one podstawę do wszechstronnego rozwoju fizycznego dzieci, a także budują fundament zdrowego stylu życia. Alfabet ruchowy należy rozumieć jako motywację, pewność siebie, kompetencje fizyczne, wiedzę i zrozumienie, które pozwalają cenić i brać odpowiedzialność za zaangażowanie w aktywność fizyczną przez całe życie.
Z kolei sprawność fizyczna definiowana jest jako zdolność organizmu do efektywnego wysiłku, adaptacji do obciążeń oraz sprawnego wykonywania codziennych czynności ruchowych. Oceniana jest poprzez wynik biegu, skoku, podciągnieć itp. Ale zanim do porównań i oceny sprawności, dziecko musi nauczyć się jakości ruchu. Czy potrafi biegać, czy potrafi skakać, czy potrafi złapać piłkę.
I tu mamy problem. 94 proc. dzieci w klasach 1–3 nie spełnia podstawy programowej w tym zakresie. Gdybyśmy sobie wyobrazili, że 94 proc. dzieci nie umie liczyć – byłaby panika. A w przypadku fundamentalnych umiejętności ruchowych – brak społecznej reakcji. Natomiast alfabet ruchowy to coś więcej – obejmuje motywację, wiedzę, postawy i aktywność dziecka. I tu też wyniki są niepokojące.
Reklama
B.M.: Kluczowa jest współpraca międzyresortowa. Nie może być podejścia silosowego – edukacja, zdrowie, sport, nauka i rodzina muszą działać razem. Pierwszy, podstawowy wniosek: należy wprowadzić nauczyciela wychowania fizycznego do klas 1–3 szkoły podstawowej. Paradoks polega na tym, że właśnie tam, gdzie kształtują się najważniejsze nawyki ruchowe, specjalisty od WF-u najczęściej nie ma. W klasach 1-3 zajęcia ruchowe prowadzą zazwyczaj nauczyciele edukacji wczesnoszkolnej, którzy mają szerokie kompetencje ogólne, ale nie zawsze specjalistyczne przygotowanie w zakresie metodyki wychowania fizycznego i kształtowania kompetencji ruchowych. W praktyce oznacza to, że aktywność fizyczna dzieci w tym kluczowym okresie zależy od indywidualnych umiejętności i świadomości konkretnego nauczyciela, a nie od systemowego standardu. Mamy przykłady miast, takich jak Sopot czy Zamość, gdzie obecność specjalistów od aktywności fizycznej w najmłodszych klasach funkcjonuje od lat i przynosi dobre efekty. Jednak w skali kraju wciąż słyszymy argument: „Nas na to nie stać”. W praktyce oznacza to, że decyzje finansowe są stawiane ponad długofalowe zdrowie dzieci i budowanie ich nawyków ruchowych.
B.M.: Aplikacja FUS to rozwiązanie, które może być przełomem w ocenie kompetencji ruchowych dzieci, bo pozwala w sposób obiektywny, przy użyciu zwykłego telefonu komórkowego, analizować ich umiejętności. Aplikacja FUS to narzędzie opracowane przez polski zespół badawczy związany z Akademią Wychowania Fizycznego. Do tej pory musieliśmy nagrać dziecko i potem ocenić jego umiejętności, a nawet między nauczycielami pojawiały się rozbieżności, czy dać np. trzy, czy cztery punkty. W tej chwili my tylko nagrywamy dziecko, a sztuczna inteligencja od razu daje nam rzetelny wynik. To narzędzie wykorzystywane jest już w kilkudziesięciu krajach. Głównie dzięki temu, że można w zasadzie tylko dziecko nagrać i od razu je ocenić, może to zrobić rodzic, nauczyciel, każdy.
Reklama
Tworzymy też aplikację do oceny alfabetu ruchowego – żeby wiedzieć, gdzie są słabe i mocne strony dziecka. Dziecko może mieć dużą motywację, ale na przykład słabą wiedzę albo nieopanowane umiejętności. Natomiast mamy też pewien problem mentalny. Dostrzegliśmy go również podczas testów sprawności fizycznej w klasach 4–8, które są obligatoryjne. One nie wpływają na ocenę ucznia, ale dają nauczycielowi i rodzicowi wiedzę o stanie zdrowia dziecka. Podkreślę, że to darmowe badanie.
Początkowo otrzymywaliśmy sporo negatywnych reakcji rodziców. Protestowali, że ich dziecko będzie mierzone, że wyniki będą w bazie. A to są darmowe wyniki badań, które otrzymuje rodzic. Ja tego protestu nie rozumiem, bo rodzic powinien mieć świadomość, jakie są mocne i słabe strony jego dziecka.
Reklama
Jeżeli rodzic dostaje informację, że dziecko ma otyłość albo niską wydolność krążeniowo-oddechową, to jest konkretna wskazówka, co robić dalej. Jeżeli ktoś nie chce takich danych, to tak, jakby nie chciał mieć wyników badań krwi swojego dziecka.
B.M.: Największą barierą nie jest brak narzędzi, tylko niechęć do ich systemowego wdrażania. Boimy się wdrożeń na szeroką skalę, mimo że mamy gotowe, przetestowane rozwiązania. Program „WF z AWF” pokazuje to bardzo wyraźnie – już 10 tygodni prostych, ale intensywnych ćwiczeń, realizowanych przez 15 minut lekcji WF, potrafi poprawić wydolność dzieci nawet o około 20 procent. I co ważne: nie wymaga to żadnych dodatkowych kosztów, inwestycji w infrastrukturę dodatkowych lekcji WF. Mamy opracowane gotowe scenariusze zajęć, materiały dla nauczycieli, raporty i narzędzia diagnostyczne – wszystko jest przygotowane i sprawdzone w praktyce. Problem polega na tym, że brakuje decyzji systemowej, która pozwoliłaby wdrożyć te rozwiązania w skali całego kraju, a nie tylko w formie projektów pilotażowych czy lokalnych inicjatyw. W efekcie wiedza i doświadczenie istnieją, ale nie przekładają się na codzienną praktykę w szkołach. Potrzebne są zdecydowane, odważne systemowe i kompleksowe decyzje i konkretne wdrożenia.
Reklama
B.M.: Każde dziecko powinno uczestniczyć w aktywności fizycznej. Nawet w przypadku kontuzji można i należy dostosować formę ćwiczeń do możliwości ucznia – tak, aby pozostawał w ruchu, zamiast całkowicie z niego rezygnować. Problemem nie jest wyłącznie system, ale przede wszystkim podejście i mentalność. Zbyt często rodzice decydują się na łatwe zwolnienia z zajęć WF, traktując je jako rozwiązanie doraźne, a nie wyjątek. W efekcie dziecko jest całkowicie wyłączane z aktywności, zamiast mieć ją odpowiednio zmodyfikowaną. Jeżeli dziecko przychodzi do szkoły, powinno uczestniczyć w wychowaniu fizycznym – w takiej samej naturalnej rutynie, jak codzienne mycie zębów. Niezależnie od okoliczności, ruch powinien być stałym elementem dnia, a nie opcją zależną od wygody czy chwilowej decyzji.
B.M.: W obecnym systemie – nie w pełni. Mamy dobre intencje, ale brakuje realnego przygotowania nauczycieli i narzędzi metodycznych, które pozwalałyby na skuteczne włączanie wszystkich dzieci do aktywności fizycznej. Inkluzywność nie powinna oznaczać wykluczania dzieci z zajęć WF, ale ich świadome włączanie poprzez dostosowanie form aktywności. To znaczy wspólne uczestnictwo w zajęciach, ale z różnymi rolami, zadaniami i poziomami trudności – tak, aby każde dziecko mogło być aktywne na miarę swoich możliwości, bez poczucia wykluczenia. To jest bardzo trudne i nie łudźmy się – wiele krajów też nie ma gotowych rozwiązań w tej materii.
Reklama
B.M.: Aktywność fizyczna ma bezpośrednie przełożenie na zdrowie w dorosłym życiu. Osoby regularnie aktywne fizycznie są zdrowsze, rzadziej wymagają hospitalizacji i częściej pozostają aktywne zawodowo. To realna korzyść nie tylko dla jednostki, ale i dla całego systemu. Tymczasem już dziś obserwujemy niepokojące zjawiska – dzieci w wieku przedszkolnym z nadciśnieniem czy innymi zaburzeniami metabolicznymi. To pokazuje skalę problemu i jego wczesne początki. Dlatego tak istotna jest triada zdrowia: ruch, sen i dieta. To podstawowe filary, które powinny być traktowane nie jako dodatek do edukacji, ale jej fundament – szczególnie w pierwszych latach życia dziecka.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze